to był dobry rok..
w mej głowie tkwi dopiero co poprzedni sylwester.. który był chyba najgorszym sylwestrem w moim życiu. jako dość rozrywkowa persona, która w takich oto uroczystościach uwielbia poszaleć, z przyczyn już dzisiaj mało ważnych spędziła ówczesnego (2009) sylwestra.. z dwójką i butelką wina. złość jaka mi towarzyszyła nie zapowiadała niczego dobrego, a jak wiadomo jaki sylwester taki cały rok. jednakże od każdej reguły są wyjątki.
dziś znając już doświadczenia mijającego powoli roku dwa tysiące dziesiątego, z całą pewnością mogę przyznać - to był dobry rok.
rok pełen przygód, zrealizowanych- w większości- najskrytszych marzeń, uśmiechu, radości, ale też łez. multum upominków, brzmiącej w uszach muzyki. zakończenie pewnego etapu, wejścia w nową rzeczywistość, a z tym łączą się nowi ludzie, miejsca i kilka jeszcze rzeczy.
choć chciałoby się prześledzić, przeanalizować go - nie starcza czasu i siły. z miejsca jednak tego - a nadaje z mojego ukochanego pokój w domu, który już urządzony jest po bratowemu- pragnę podziękować wszystkim ludziom, bliskim i tym mniej, którzy nieustannie, co jakiś czas albo jednorazowo zechcieli zostawić ślad w mojej pamięci.. i w moim sercu. podziękować przyjaciołom, za wsparcie w trudnych momentach, za uśmiech, gest, udział w Pasji, za telefony, maile, za wspólnie narysowaną historie i za to że pozostali sobą, nowym znajomym, i pokrewnym duszom, które już zdążyły namieszać w mojej głowie, za to, że powoli mnie poznają, akceptują i tworzą ze mną nowy świat. mojej rodzinie, za miłość. a prosto z serca dziękuję też tym, o których może już nie pamiętam, że byli.
tegoroczny sylwester zapowiada się dobrze, a ja mocno wierzę, że nie będzie żadnych wyjątków od reguły i ten rok będzie udany.
czuję w kościach nadzieję kołyszącą się na wietrze...
w nowym roku, życzę odwagi! - merendes.
a jeśli chodzi o postanowienie nowo-roczne: jest ich dużo, jak zawsze, ale ZACZYNAM JUŻ DZISIAJ OD SWOJEGO OGRÓDKA.!
wszystkim życzę udanej zabawy, skąd-kolwiek nadajecie.:)
piątek, 31 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
znowu święta, kolęda.
`jeśli zasypie nam śniegiem,
mrugnie choinka do ciebie,
podamy sobie znów ręce,
bo w ludziach dobra jest więcej.
Znowu święta kolęda,
złe chwile odpłyną, gdy pierwsza z gwiazd znowu błyśnie nam,
wtedy Ty, wtedy Ja, podzielimy się sercem i wszyscy są jedną rodziną w ten czas.
spakowana.. jeszcze tylko jedenaste, z nadzieją, że dziś świąteczna atmosfera przyćmi syf. jeszcze 8 h i święta.
Błogosławionych Świąt - merendes.
mrugnie choinka do ciebie,
podamy sobie znów ręce,
bo w ludziach dobra jest więcej.
Znowu święta kolęda,
złe chwile odpłyną, gdy pierwsza z gwiazd znowu błyśnie nam,
wtedy Ty, wtedy Ja, podzielimy się sercem i wszyscy są jedną rodziną w ten czas.
spakowana.. jeszcze tylko jedenaste, z nadzieją, że dziś świąteczna atmosfera przyćmi syf. jeszcze 8 h i święta.
Błogosławionych Świąt - merendes.
czwartek, 16 grudnia 2010
..to jest o umieraniu dziewięć razy.
`I've got a ticket to the fast city,
where the bells don't really ring,
getting off the plane the cold air
rushes like bullets through my brain.
and I'm divided between penguins and cats,
but its not about what animal you've got,
its about being able to fly
its about dying nine times...
czuć i przeżywać wszystko na nowo, jeszcze raz. wciąż mi mało, ale to nie jest kolejna próba zmierzenia się z samym sobą. odpowiedź na stare pytania, również nie.
widzę i obserwuję, wciąż się ucząc. wtłaczam w mózg, który z pewnością jest niezłym śmietnikiem, wysublimowane i encyklopedyczne teorie i niezmiernie cieszę się jeśli mogę zakosztować trochę praktyki, liznąć chociaż kawałek, choć często ma ona słony smak. patrzę zarazem marząc, że niekwestionowaną sprawą byłoby być dobrym pedagogiem, artystą, dobrym człowiekiem..
środa, była magiczna. pierwszy raz nie śpieszyło mi się z jedenastego.. bałam się, że nie trafię, albo ucieknę w połowie. i tylko jadąc stałą linią marzyłam, żeby się nie sparzyć, bo wtedy zawali się wszystko. było magicznie, nie sparzyłam się.
w moim życiu zawsze miesza jakiś dis.. dis za disem i za disem dis.. i znów upadam, żeby podnieść się móc. na nowo zaczynam, planuje, zazwyczaj z małym skutkiem, ale zaczynam. i choć nikt nie widzi, bo nie widzę też jak, to wiara w lepsze jutro stoi na progu moich drzwi.. paradoksalnie, też kiedyś, niedawno nosiłam kokardy we włosach, byłam bardziej przemądrzała niż z przed godziny. pomyśleć, że niedawno.. a ja nadal wierze, że znów będę sobą.
odżyję w górach, bo dzięki Bogu dostałam wolne. myślę, że przemyślę jeszcze raz to co zrodziło się w mej głowie dziś. dlaczego? bo można umierać, ale po każdej śmierci czeka cię zmartwychwstanie.
-co słychać?
-a dobrze
-to dobrze
where the bells don't really ring,
getting off the plane the cold air
rushes like bullets through my brain.
and I'm divided between penguins and cats,
but its not about what animal you've got,
its about being able to fly
its about dying nine times...
czuć i przeżywać wszystko na nowo, jeszcze raz. wciąż mi mało, ale to nie jest kolejna próba zmierzenia się z samym sobą. odpowiedź na stare pytania, również nie.
widzę i obserwuję, wciąż się ucząc. wtłaczam w mózg, który z pewnością jest niezłym śmietnikiem, wysublimowane i encyklopedyczne teorie i niezmiernie cieszę się jeśli mogę zakosztować trochę praktyki, liznąć chociaż kawałek, choć często ma ona słony smak. patrzę zarazem marząc, że niekwestionowaną sprawą byłoby być dobrym pedagogiem, artystą, dobrym człowiekiem..
środa, była magiczna. pierwszy raz nie śpieszyło mi się z jedenastego.. bałam się, że nie trafię, albo ucieknę w połowie. i tylko jadąc stałą linią marzyłam, żeby się nie sparzyć, bo wtedy zawali się wszystko. było magicznie, nie sparzyłam się.
w moim życiu zawsze miesza jakiś dis.. dis za disem i za disem dis.. i znów upadam, żeby podnieść się móc. na nowo zaczynam, planuje, zazwyczaj z małym skutkiem, ale zaczynam. i choć nikt nie widzi, bo nie widzę też jak, to wiara w lepsze jutro stoi na progu moich drzwi.. paradoksalnie, też kiedyś, niedawno nosiłam kokardy we włosach, byłam bardziej przemądrzała niż z przed godziny. pomyśleć, że niedawno.. a ja nadal wierze, że znów będę sobą.
odżyję w górach, bo dzięki Bogu dostałam wolne. myślę, że przemyślę jeszcze raz to co zrodziło się w mej głowie dziś. dlaczego? bo można umierać, ale po każdej śmierci czeka cię zmartwychwstanie.
-co słychać?
-a dobrze
-to dobrze
sobota, 11 grudnia 2010
było.
uśmiech zbawia świat.. dziękuję K. za prezent. bawiłam się dziś super.. jeszcze jutro zjazd i wolne przed świętami. po obejrzeniu dwóch bardzo dobrych filmów, zatapiam się w śnie. to był dobry dzień.
wtorek, 7 grudnia 2010
wiara czyni cuda.
myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć..
biało, mroźno i ogromy przesyt. już nie dziwi mnie, że pierwszą reklamę świąteczną telewizja wyświetliła trzynastego listopada, ale choinki, światełka, ozdóbki na każdym kroku to chyba lekka przesada. każdy przytakuję, że miasto robi się takie magiczne, ale dla mnie zbyt wcześnie. może tylko u mnie w domu tradycją jest ubieranie drzewka świątecznego w dniu wigilii. z roku na rok z przykrością stwierdzam, że święta to czysta komercja. a jednak wierzę w dobry świat.
na uczelni spokojnie, w pracy nawet też. czas ucieka, a ja stoję w miejscu. bardzo wiele faktów pokazuje mi co tak na prawdę jest wartościowe. wciąż wierzę, że moje pokręcone ścieżki staną się drogami prostymi. w przeciwnym razie totalnie sfiksuję.
a tak w ogóle może być.. poza tym, że wpakowałam w siebie całą czekoladę od św. Mikołaja i mam ochotę na więcej. a jednak wierzę..
biało, mroźno i ogromy przesyt. już nie dziwi mnie, że pierwszą reklamę świąteczną telewizja wyświetliła trzynastego listopada, ale choinki, światełka, ozdóbki na każdym kroku to chyba lekka przesada. każdy przytakuję, że miasto robi się takie magiczne, ale dla mnie zbyt wcześnie. może tylko u mnie w domu tradycją jest ubieranie drzewka świątecznego w dniu wigilii. z roku na rok z przykrością stwierdzam, że święta to czysta komercja. a jednak wierzę w dobry świat.
na uczelni spokojnie, w pracy nawet też. czas ucieka, a ja stoję w miejscu. bardzo wiele faktów pokazuje mi co tak na prawdę jest wartościowe. wciąż wierzę, że moje pokręcone ścieżki staną się drogami prostymi. w przeciwnym razie totalnie sfiksuję.
a tak w ogóle może być.. poza tym, że wpakowałam w siebie całą czekoladę od św. Mikołaja i mam ochotę na więcej. a jednak wierzę..
poniedziałek, 29 listopada 2010
demon południa.
odciąga mnie to wszystko od światła. może w ferworze przygotowań do kolokwium, spadł mi cukier, bo miałam ochotę wziąć torbę i się spakować. a może wszystko to dlatego, że spóźniłam się dziś na ważne dla mnie spotkanie. nie dość, że zmarzłam, to jeszcze jak pajac, z linii prostej skręciłam w lewo, ostentacyjnie.. może inni nie widzieli, ale chyba ktoś zauważył. no i po powrocie, padłam na łóżko, sięgnęłam po komórkę, ale nawet nie drgnęła. czyli, że jednak nikt nie zauważył. już myślałam, że się faktycznie spakuje, ale siadłam do notatek, zjadłam pieczone ziemniaki, wypiłam herbatę, dokonałam kilka przelewów, puściłam kilka maili.. przeszło, ale na jak długo.
o dwa słowa za dużo.. chyba przesadziłam.. z tym demonem.. a na pewno z tym południa.
`Na ulicy Słowiczej, na ulicy zmyślonej
nie ma wcale kamienic, tylko same balkony.
Pozawieszał je niegdyś na pozornych zawiasach
obłąkany architekt, który nie żył w tych czasach.
o dwa słowa za dużo.. chyba przesadziłam.. z tym demonem.. a na pewno z tym południa.
`Na ulicy Słowiczej, na ulicy zmyślonej
nie ma wcale kamienic, tylko same balkony.
Pozawieszał je niegdyś na pozornych zawiasach
obłąkany architekt, który nie żył w tych czasach.
piątek, 26 listopada 2010
jak to w bajkach bywa.
było sobie raz pewne królestwo. piękny zamek na wzgórzu n. jak to w bajkach bywa, żył w nim piękny, mądry, odważny, zacny etc. książę. brakowało mu tylko jednego, i znowu, jak to w bajkach bywa.. tak, brakowało pięknej, mądrej, odważnej, zacnej żony. za namową dostojników dworskich, wyprawił bal dla wszystkich wolnych panien w okolicy. rzecz jasna - zjechały się prawie wszystkie dziewczęta. wśród tych próżnych, wyuczonych, pięknych i w kolorowych sukniach, musiała się znaleźć, jak to w bajkach bywa- ta biedna z sercem tak wielkim jak ocean spokojny- razy dwa. książę każdej pannie podarował w prezencie ziarenko pewnego kwiatu i poprosił, aby za rok wszystkie pojawiły się z donicami pięknie wyhodowanej rośliny. nasz 'kopciuszek', uradowany podreptał do domu i z czułą troską zaplanował cykl uprawy kwiecia. mijały dni, tygodnie, miesiące, minął rok. mimo ciągłej pielęgnacji, nieustannego wyplewiania nowo-powstałych chwastów, w donicy nie pojawiło się nic. biedaczka nawet płakała rzewnymi łzami. ale jak to w bajkach bywa, postanowiła zabrać donice i popatrzeć tylko z daleka, jak książę wybierze najcudowniejszy okaz. wyżej wspomniane panny przyjechały - co jedna, to z bardziej wymyślnym kwieciem. ku zaskoczeniu wszystkim, jak to bywa w bajkach [przypadek?] książę podchodzi do owej biedaczki i oświadcza, że kazał wysterylizować nasiona, tak aby nie wykiełkowały. teraz wiedział, kto go nie oszukał i kto całe serce w starania nad uprawą. oczywiście chwile po tym para wzięła ślub. czy żyli długo i szczęśliwie?? nie mam pojęcia - trzeba by było znaleźć całe to księstwo. ale to już inna bajka.
gdzie skarb twój, tam serce twoje. gdy już się wydawało, że nadzieja umarła... do akcji wkroczył on. cieszę się. oby tylko nie dopadł mnie demon południa.
zmiany.
gdzie skarb twój, tam serce twoje. gdy już się wydawało, że nadzieja umarła... do akcji wkroczył on. cieszę się. oby tylko nie dopadł mnie demon południa.
zmiany.
sobota, 20 listopada 2010
krzywa gaussa.
podczas czytania, zalecane słuchanie:
jestem. od czerwca. z perspektywy czasu nie mam najmniejszego pojęcia, czy to była najlepsza decyzja na ówczesny czas. pytań bezlik, ale nigdy nie dowiem się prawdy. udowodnione jest, z punktu biologicznego, psychologicznego i jakiego tam chcecie, że najwięcej jest ludzi po prostu przeciętnych. krzywa właśnie osiąga szczytową wielkość nad przeciętnością, bo przecież mało zostało ludzi inteligentnych - nie mylić z pojęciem indywidualnych - takich jest już cała masa [czyli dochodzimy znów do przeciętności]. ale krzywa ma to do tego, że lubi być zmienna.
nikt chyba nie chce być przeciętnym- przynajmniej ja tak mam. moje poranione myślenie nie ratuję nawet logika, która jasno i wyraźnie pochwala postawę przeciętności. z drugiej strony historia nie raz pokazała, że postawy skrajności doprowadziły do rozłamu i degradacji istoty ludzkiej [to jednak wyższa filozofia, w którą nie czas się zagłębiać]. wsłuchuję się nadal we wnętrze, słyszę nieubłagany krzyk bycia lepszym, dostrzeganym. i łapię się na tym, że człowiek jest z natury słaby, niezdolny, aby sam osiągnąć doskonałość, w różnej postaci, bo szczęście jest wymiarem nieskończonym oraz dla każdego z osobna - czymś innym. dziwie się sobie. po co mi skrajność na pięć minut? czy jestem aż tak próżna, czy aż tak nieszczęśliwa. co by było gdyby..
jestem od czerwca. mogłam być w krk, z kimś, gdzieś, kiedyś. czy było by lepiej.(?) `trawa jest zawsze zielona tam gdzie nas nie ma. dzięki temu, tamtemu, owemu zawijasowi wylądowałam tu. poznałam tylu różnych ludzi. gdyby mnie nie było, nie wiedziała bym, czym jest uczucie porannego, odbijającego się słońca w przeciwsłonecznych okularach, a jesienią dreszcze w oczekiwaniu na autobus. nie znała drogi na jedenaste, uczelnie oraz w jeszcze w kilka miejsc, smaku wielkopolskiej herbaty. nie miała pojęcia o odpowiedzialności, czy uczuciu bezradności w chwili, kiedy "możesz wszystko", a nie możesz niczego. a jednak tu jestem. jaki jest sens, nawet z biologicznego punktu widzenia, zastanawianie się, co by było gdyby.. a może spotkała mnie najlepsza opcja ze wszystkich możliwych. i tak mogę gdybać do samego rana, i tak się nie dowiem.
wczoraj był gniew, dziś już tylko zmęczenie, bo mogę się zgiąć, poryczeć, wyć, a i tak nic nie urobię. gdy myślę "ja to mam zawsze pod górkę", zaraz na horyzoncie pojawia się brzydula ula, na którą nikt nigdy nie spojrzy. w starych, wieśniackich spodniach, z napakowanym plecakiem oraz z kulą, żeby było zabawniej. i idzie, w oczach tego świata postrzegana, jako sierota życiowa - idzie, to za dużo powiedziane, ona się wlecze.. z podniesionym czołem i uśmiechem na twarzy. nieudawanym. widać jak na dłoni, że ma za co dziękować. każdy narzeka, ale zawsze są wyjątki od reguły. nie ugryzę się w język, ale czuje się jak szmata.
do tego jeszcze wrócę w momencie, kiedy ochłonę.
to przedsmak nowej szaty graficznej, bo jeśli czas na zmiany, to zostaje iść w myśl porzekadła : `co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj.
jestem. od czerwca. z perspektywy czasu nie mam najmniejszego pojęcia, czy to była najlepsza decyzja na ówczesny czas. pytań bezlik, ale nigdy nie dowiem się prawdy. udowodnione jest, z punktu biologicznego, psychologicznego i jakiego tam chcecie, że najwięcej jest ludzi po prostu przeciętnych. krzywa właśnie osiąga szczytową wielkość nad przeciętnością, bo przecież mało zostało ludzi inteligentnych - nie mylić z pojęciem indywidualnych - takich jest już cała masa [czyli dochodzimy znów do przeciętności]. ale krzywa ma to do tego, że lubi być zmienna.
nikt chyba nie chce być przeciętnym- przynajmniej ja tak mam. moje poranione myślenie nie ratuję nawet logika, która jasno i wyraźnie pochwala postawę przeciętności. z drugiej strony historia nie raz pokazała, że postawy skrajności doprowadziły do rozłamu i degradacji istoty ludzkiej [to jednak wyższa filozofia, w którą nie czas się zagłębiać]. wsłuchuję się nadal we wnętrze, słyszę nieubłagany krzyk bycia lepszym, dostrzeganym. i łapię się na tym, że człowiek jest z natury słaby, niezdolny, aby sam osiągnąć doskonałość, w różnej postaci, bo szczęście jest wymiarem nieskończonym oraz dla każdego z osobna - czymś innym. dziwie się sobie. po co mi skrajność na pięć minut? czy jestem aż tak próżna, czy aż tak nieszczęśliwa. co by było gdyby..
jestem od czerwca. mogłam być w krk, z kimś, gdzieś, kiedyś. czy było by lepiej.(?) `trawa jest zawsze zielona tam gdzie nas nie ma. dzięki temu, tamtemu, owemu zawijasowi wylądowałam tu. poznałam tylu różnych ludzi. gdyby mnie nie było, nie wiedziała bym, czym jest uczucie porannego, odbijającego się słońca w przeciwsłonecznych okularach, a jesienią dreszcze w oczekiwaniu na autobus. nie znała drogi na jedenaste, uczelnie oraz w jeszcze w kilka miejsc, smaku wielkopolskiej herbaty. nie miała pojęcia o odpowiedzialności, czy uczuciu bezradności w chwili, kiedy "możesz wszystko", a nie możesz niczego. a jednak tu jestem. jaki jest sens, nawet z biologicznego punktu widzenia, zastanawianie się, co by było gdyby.. a może spotkała mnie najlepsza opcja ze wszystkich możliwych. i tak mogę gdybać do samego rana, i tak się nie dowiem.
wczoraj był gniew, dziś już tylko zmęczenie, bo mogę się zgiąć, poryczeć, wyć, a i tak nic nie urobię. gdy myślę "ja to mam zawsze pod górkę", zaraz na horyzoncie pojawia się brzydula ula, na którą nikt nigdy nie spojrzy. w starych, wieśniackich spodniach, z napakowanym plecakiem oraz z kulą, żeby było zabawniej. i idzie, w oczach tego świata postrzegana, jako sierota życiowa - idzie, to za dużo powiedziane, ona się wlecze.. z podniesionym czołem i uśmiechem na twarzy. nieudawanym. widać jak na dłoni, że ma za co dziękować. każdy narzeka, ale zawsze są wyjątki od reguły. nie ugryzę się w język, ale czuje się jak szmata.
do tego jeszcze wrócę w momencie, kiedy ochłonę.
to przedsmak nowej szaty graficznej, bo jeśli czas na zmiany, to zostaje iść w myśl porzekadła : `co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj.
wtorek, 16 listopada 2010
momencik.
pomysłowość człowieka nie zna granic.. szata graficzna w przygotowaniu. czasem i mnie potrzeba zmian.
wtorek, 9 listopada 2010
nawet, dziś (,) nie.
dziś nie było nawet tak zimno. nawet jeszcze tak długo dziś nie czekałam na autobus. a co najlepsze wolno tak dziś nawet nie jechałam. na przystanku wraz z grupką studentów, ludzi starszych i nieco trochę stała [jak to mówią w posen] wuchta dzieci w wieku wczesnoszkolnym. nie dało się jej nie zauważyć. choć melodia rozbrzmiewała w słuchawkach, przedzierał się niemały gwar maluchów. Sfrustrowana pani nauczycielka, próbowała gdzieniegdzie przywołać gawiedź do porządku, ale jak się okazało z małym skutkiem. grupka chłopców z nieodpartą zaciętością walczyło o miejsce siedzące, bardziej dojrzałe dziewczynki wykorzystywały hamowanie pojazdu, aby całkiem przypadkiem wpaść w ramiona kolegi obok [ choć częstotliwością z niespełna dwóch minut było lekką przesadą],ambitniejsi klasy rysowali na szybie, która zdążyła szybko zaparować, kratkę do gry w kółko i krzyżyk. gwarny, wesoły autobus jechał. nieco starsi kiwali pogardliwie głowami, starsi, przyglądali się bezradnemu ciału pedagogicznemu, a studenci uśmiechali się z niemałą wyższością, choć przed chwilą sami wyskoczyli ze śpioszków z myszką miki (albo z panną migotką). co przystanek raczej ktoś wchodził niż wychodził. i było by to trwało w nieskończoność, ale szczęściem trafiliśmy pod szkołę. już prawie wychodzą, prawie wyszli, ktoś jeszcze wbiegł, bo zostawił worek i butelkę koli między siedzeniami, wsiadł znowu ktoś - oparł się o szybę i zupełnie nie mając pojęcia co tu się działo jeszcze minutę temu, bezprecedensowo wytarł paltotem artyzm młodego pokolenia. bo w autobusie, jak w życiu..
szkolenie w pracy na plus, ale wyssało ze mnie moc energii.
szkolenie w pracy na plus, ale wyssało ze mnie moc energii.
niedziela, 7 listopada 2010
zaskakująco-niespodziewane.
`is this love.
uleciała, uciekła szybko, jakby się gdzieś spieszyła..niedziela. optymistyczna i łaskawa dziś dla mnie, zupełnie jak nigdy. ciekawe doznania, cenne, niechciane, wyczekiwane, zaskakujące i zaskakująco-niespodziewane, a także niedokończone rozmowy.
sny znowu namieszały tak, że lepiej pozostawić to ciszy, która może uniesie je gdzieś daleko, ku górze, komuś.. nigdy nie spodziewałam się, że tak bardzo będę odczuwała łączność z kimś, kogo nie znam osobiście, ale mam wrażenie, że wiem wszystko o niej, a nawet więcej niż ona sama o sobie. mieszane uczucia nieumiejętnie składam w kostkę i chowam do szuflady wraz z resztą pewnych 'kwestii' - nie chowam głęboko, aby zmierzyć się z nimi jutro. dziś nie psujmy niedzieli. jeszcze jest dla nas łaskawa.
dobra lektura, unoszący się w górze aromat kawy i tabliczka gorzkiej czekolady nie zawiodły mnie i dziś. do tego ukochana strona, a mianowicie `miasto muzyki - dziś rmf_love dopełniły uroku. tydzień udanie rozpoczęty, a to podstawa, żeby mieć dobre wejście.
uleciała, uciekła szybko, jakby się gdzieś spieszyła..niedziela. optymistyczna i łaskawa dziś dla mnie, zupełnie jak nigdy. ciekawe doznania, cenne, niechciane, wyczekiwane, zaskakujące i zaskakująco-niespodziewane, a także niedokończone rozmowy.
sny znowu namieszały tak, że lepiej pozostawić to ciszy, która może uniesie je gdzieś daleko, ku górze, komuś.. nigdy nie spodziewałam się, że tak bardzo będę odczuwała łączność z kimś, kogo nie znam osobiście, ale mam wrażenie, że wiem wszystko o niej, a nawet więcej niż ona sama o sobie. mieszane uczucia nieumiejętnie składam w kostkę i chowam do szuflady wraz z resztą pewnych 'kwestii' - nie chowam głęboko, aby zmierzyć się z nimi jutro. dziś nie psujmy niedzieli. jeszcze jest dla nas łaskawa.
dobra lektura, unoszący się w górze aromat kawy i tabliczka gorzkiej czekolady nie zawiodły mnie i dziś. do tego ukochana strona, a mianowicie `miasto muzyki - dziś rmf_love dopełniły uroku. tydzień udanie rozpoczęty, a to podstawa, żeby mieć dobre wejście.
sobota, 6 listopada 2010
w jesieni.
`You give me butterflies
And that's the reason why I'm so shy
You know I can't deny
I wanna taste your lips
And that's my only alibi
Take me places no one knows
All alone in cognito,
Get there fast and take it slow
Make me say boy I want more.
po godzinnym błogostanie, a mianowicie po obejrzeniu prezentacji, którą stworzyłam w dwa dni przed przeniesieniem się do posen, postanawiam zebrać myśli i stworzyć kolejną notatkę. przedłużam swój czas. za chwilę niedziela. jedyny wolny dzień, a pewnie zostanie on przeznaczony na powtórkę z biomedyki, a może nie.. w zapasie, kilka ciekawych lektur plus kawa z dodatkiem ulubionej gorzkiej czekolady - suma: udane przedpołudnie.. mam tylko nadzieję, że próżność nie zawiśnie nad nami, bo tylko dopóki walczę, jestem zwycięzcą.
początek listopada zapowiadał się ciężko, z wielu względów. pomijając weekendowo, jedenaste. tkwi jednak we mnie wiara, że Pan zapanuje nad moją zazdrością, pychą i jej siostrą próżnością.. próżności boję się najbardziej.. z radością jednak stwierdzę, że ktoś nie brzydzi się moją słabością.
choć jesienna słota okrywa opłotki tej płaskiej wielkopolskiej rzeczywistości, w nozdrza uderza zapach pierwszego śniegu, choć pogoda nie najgorsza i nie zapowiada się na rychłe zmiany. sentymentalnie - jak najbardziej. zaczynam dostrzegać, jak ważną rolę może odgrywać nasza wrażliwość, choć wole uchodzić w oczach tego świata za największego kozaka. pytanie tylko po co..
biegła ścieżką, zerwała jabłko... kolejny zwariowany sen.. a może sen z przesłaniem.
muszę to wyjaśnić.
you give me butterflies.
p.s będziemy ciociami (z uśmiechem)
And that's the reason why I'm so shy
You know I can't deny
I wanna taste your lips
And that's my only alibi
Take me places no one knows
All alone in cognito,
Get there fast and take it slow
Make me say boy I want more.
po godzinnym błogostanie, a mianowicie po obejrzeniu prezentacji, którą stworzyłam w dwa dni przed przeniesieniem się do posen, postanawiam zebrać myśli i stworzyć kolejną notatkę. przedłużam swój czas. za chwilę niedziela. jedyny wolny dzień, a pewnie zostanie on przeznaczony na powtórkę z biomedyki, a może nie.. w zapasie, kilka ciekawych lektur plus kawa z dodatkiem ulubionej gorzkiej czekolady - suma: udane przedpołudnie.. mam tylko nadzieję, że próżność nie zawiśnie nad nami, bo tylko dopóki walczę, jestem zwycięzcą.
początek listopada zapowiadał się ciężko, z wielu względów. pomijając weekendowo, jedenaste. tkwi jednak we mnie wiara, że Pan zapanuje nad moją zazdrością, pychą i jej siostrą próżnością.. próżności boję się najbardziej.. z radością jednak stwierdzę, że ktoś nie brzydzi się moją słabością.
choć jesienna słota okrywa opłotki tej płaskiej wielkopolskiej rzeczywistości, w nozdrza uderza zapach pierwszego śniegu, choć pogoda nie najgorsza i nie zapowiada się na rychłe zmiany. sentymentalnie - jak najbardziej. zaczynam dostrzegać, jak ważną rolę może odgrywać nasza wrażliwość, choć wole uchodzić w oczach tego świata za największego kozaka. pytanie tylko po co..
biegła ścieżką, zerwała jabłko... kolejny zwariowany sen.. a może sen z przesłaniem.
muszę to wyjaśnić.
you give me butterflies.
p.s będziemy ciociami (z uśmiechem)
poniedziałek, 1 listopada 2010
taka_dun_dun_dun.
przerwa, którą zaplanowałam miała trwać długo. w zamyśle, jak najbardziej, ale życie robi swoje.. na prośbę drogich mi górali, kontynuacja trwa. początkiem do całości, a raczej kwintesencją niech będzie takdundundun - czymś czym zachwycam się sekunda po sekundzie.
ponownie w posen. dwa dni w górach św. były przepełnione magią i zapachem świeżych rumianków, choć jest początek listopada.zdecydowanie: za szybko minęło.
właściwie od końca poprzedniego tygodnia dzieją się różne dziwne rzeczy w moim życiu. wariacki pomysł z wyjazdem do puław. z pewnością - nie żałuję. jak już wcześniej napisałam: byłam w niebie.. ale tego nieba z przykrością nie uwzględnię na tej stronie, bo te doświadczenia są bardzo mocno zakorzenione w sercu.
czy niebo było w górach? właściwie nie da się tego zmierzyć w takiej kategorii, ale łzy który poleciały w momencie zamykania drzwi domu rodzinnego niech będą dowodem, że pobyt tam miał niebiańskie podłoże. gorzej jest teraz. ściska za gardło i nie chce puścić..
dziękuje za aniołka, kubusia, krówki, wiesze, każdy gest, uścisk, uśmiech..
zatopiona w refleksje i zadumę dzisiejszego święta... zamyślona nad sensem i jego brakiem, nad życiem.. i nad tym, co jeszcze można zrobić, dać lub poświęcić, żeby jeszcze chwilkę pooddychać górskim powietrzem..
ponownie w posen. dwa dni w górach św. były przepełnione magią i zapachem świeżych rumianków, choć jest początek listopada.zdecydowanie: za szybko minęło.
właściwie od końca poprzedniego tygodnia dzieją się różne dziwne rzeczy w moim życiu. wariacki pomysł z wyjazdem do puław. z pewnością - nie żałuję. jak już wcześniej napisałam: byłam w niebie.. ale tego nieba z przykrością nie uwzględnię na tej stronie, bo te doświadczenia są bardzo mocno zakorzenione w sercu.
czy niebo było w górach? właściwie nie da się tego zmierzyć w takiej kategorii, ale łzy który poleciały w momencie zamykania drzwi domu rodzinnego niech będą dowodem, że pobyt tam miał niebiańskie podłoże. gorzej jest teraz. ściska za gardło i nie chce puścić..
dziękuje za aniołka, kubusia, krówki, wiesze, każdy gest, uścisk, uśmiech..
zatopiona w refleksje i zadumę dzisiejszego święta... zamyślona nad sensem i jego brakiem, nad życiem.. i nad tym, co jeszcze można zrobić, dać lub poświęcić, żeby jeszcze chwilkę pooddychać górskim powietrzem..
poniedziałek, 25 października 2010
z przerwą
`jeden dzień w Twych przedsionkach Panie, jest mi droższe niż innych tysiące..
AUTENTYCZNIE BYŁAM W NIEBIE.
dajcie mi czas - do zgadania!
AUTENTYCZNIE BYŁAM W NIEBIE.
dajcie mi czas - do zgadania!
czwartek, 21 października 2010
poniedziałek, 18 października 2010
humorowo i humorzaście.
może to i dobrze, że tak szybko leci czas. już prawie wtorek, a zaraz znów będzie sobota. zjazd zaliczam do udanych. śmiechem, piątką, barem mlecznym, siostrą a nawet i bratem, przedłużyłyśmy sobie życie o cztery dni, dwanaście godzin, trzydzieści sześć minut i dwie sekundy.
tak - piątek nie był lekki. jadąc autobusem kierunek: dom -> jedenaste, łzy cisnęły mi się na oczy. moment idealnie wyczuła mama. i choć powróciła równowaga, czarne chmury wisiały w powietrzu. cyNka zaleciła dwie tabliczki gorzkiej czekolady na dobranoc, więc dziś w przerwie z gigi zakupiłam "gorzką" z firmy na g. a propos g - nie miałam się nawet jak połączyć weekendowo z G. ale serdeczne dzięki za relację z piątku i zdjęcia na fb.
z nowości: mam pracę do maja - dnia siedemnastego, akuratnie niespecjalnie się cieszę, ale kichać na te moje 'humory'.
w domu mam zwierzyniec - istny. aha i poprawiłam sobie humor - pomalowałam paznokcie u nóg.. na fioletowo.
tak - piątek nie był lekki. jadąc autobusem kierunek: dom -> jedenaste, łzy cisnęły mi się na oczy. moment idealnie wyczuła mama. i choć powróciła równowaga, czarne chmury wisiały w powietrzu. cyNka zaleciła dwie tabliczki gorzkiej czekolady na dobranoc, więc dziś w przerwie z gigi zakupiłam "gorzką" z firmy na g. a propos g - nie miałam się nawet jak połączyć weekendowo z G. ale serdeczne dzięki za relację z piątku i zdjęcia na fb.
z nowości: mam pracę do maja - dnia siedemnastego, akuratnie niespecjalnie się cieszę, ale kichać na te moje 'humory'.
w domu mam zwierzyniec - istny. aha i poprawiłam sobie humor - pomalowałam paznokcie u nóg.. na fioletowo.
piątek, 15 października 2010
tytułu brak
jest obrzydliwie nieciekawie. brak mi siły na wszelki komentarz.. wiem jedno - trzymam się w kupie, bo weekendowo mam zjazd od rana do nocy.. cholera!!!
środa, 13 października 2010
zielonego światła brak.
`sen to zło nie ma złudzeń
sen ogarnął wszystkich ludzi
czarno wokół, miasto śpi
nikt nie może się obudzić
kot na dachu, szczur w kanale
księżyc kusi mundurki białe
zielonego światła brak
bloki czarne cień rzucają,
a z otwartych, ślepych okien jak łzy białe
lunatycy uciekają
Zakochani w sobie, wokół same lustra otaczają ich
nie widzą nic, nie słyszą nic, nic nie czują
połowa tygodnia za nami, a połowa jeszcze przed. nie mam siły ruszyć ręką, ale pewne osoby liczą jeszcze na mój odruch ludzkości. czekając na sorelle, postanowiłam napisać notatkę, żeby jak G. wróci ze zjazdu, miała co czytać. jak zwykle, o tej porze roku w uszach brzmi 'dżem' i 'red hoci'. w autobusie, dla odreagowania syfu z jedenastego, na full leci to drugie. mniejsza o to. każdy ma jakieś zajęcie. niektórym odbijają się w okularach niebiesko- zielone poświaty, od wyświetlaczy. inni czytają, a jeszcze inni tylko udają - bo nie wiem -czy my tacy ciekawi, czy taka ciekawa książka. należałoby spytać persony zgłębiającej lekturę..
wróżka na przystanku, przepowiedziała mi świetlaną przyszłość - mianowicie: muszę zadbać o siebie wizualnie, bo szykują się zmiany. za następujące wskazówki chciała pięć złotych, ale wystarczająco dużo już wiedziałam. tak więc szukam osobistej stylistki. jeżeli obchodzi cię mój los - proszę o kontakt. taka okzaja to jak szóstka w totka.
Wokół sami lunatycy...
sen ogarnął wszystkich ludzi
czarno wokół, miasto śpi
nikt nie może się obudzić
kot na dachu, szczur w kanale
księżyc kusi mundurki białe
zielonego światła brak
bloki czarne cień rzucają,
a z otwartych, ślepych okien jak łzy białe
lunatycy uciekają
Zakochani w sobie, wokół same lustra otaczają ich
nie widzą nic, nie słyszą nic, nic nie czują
połowa tygodnia za nami, a połowa jeszcze przed. nie mam siły ruszyć ręką, ale pewne osoby liczą jeszcze na mój odruch ludzkości. czekając na sorelle, postanowiłam napisać notatkę, żeby jak G. wróci ze zjazdu, miała co czytać. jak zwykle, o tej porze roku w uszach brzmi 'dżem' i 'red hoci'. w autobusie, dla odreagowania syfu z jedenastego, na full leci to drugie. mniejsza o to. każdy ma jakieś zajęcie. niektórym odbijają się w okularach niebiesko- zielone poświaty, od wyświetlaczy. inni czytają, a jeszcze inni tylko udają - bo nie wiem -czy my tacy ciekawi, czy taka ciekawa książka. należałoby spytać persony zgłębiającej lekturę..
wróżka na przystanku, przepowiedziała mi świetlaną przyszłość - mianowicie: muszę zadbać o siebie wizualnie, bo szykują się zmiany. za następujące wskazówki chciała pięć złotych, ale wystarczająco dużo już wiedziałam. tak więc szukam osobistej stylistki. jeżeli obchodzi cię mój los - proszę o kontakt. taka okzaja to jak szóstka w totka.
Wokół sami lunatycy...
poniedziałek, 11 października 2010
czasami się skrywam.
`sometimes I run, sometimes I hide, sometimes I'm scare of you..
tak okropnego poniedziałku chyba nie miałam od dawna. choć siłą rzeczy wstaję codziennie lewą nogą, a w przesądy zwykłam nie dawać wiary, coś jednak od rana wisiało nade mną w powietrzu, coś feralnego. napawa mnie nieodparta chęć cofnięcia zegara o kilka godzin wstecz, choć to takie głupie. może dobrze, ze się nie da, bo wszystko mogłoby potoczyć się się jeszcze gorzej. poza tym- nie miałabym siły jeszcze raz zmierzyć się z jedenastym. to wszystko jest takie dziwne. jutro przecież też jest dzień, szansa, że można coś naprawić, o ile wyrzuty sumienia nie zjedzą mnie do jutra rana. za chwilkę już wtorek. niesamowicie upływa mi czas. nie mam nawet jak przejrzeć notatek na zjazd, bo mój pięciu-przedmiotowy zeszyt poszedł w ruch, jako, ze skrupulatnie prowadzę zapiski. w myśl zasadzie, że ja też mogę kiedyś potrzebować notatek, dziele się wiedzą z innymi. rysuję też ostatnimi czasy. - może coś sprzedam? może prześle na cele charytatywne? tego nie wie nikt. aa i wymyślam nowe wzory motyli - czyli jestem w kulminacji tworzenia.
co do snów -zaczynam się o siebie martwić. to co zafundowałam sobie w nocy, a raczej moje fałdy mózgu, odpowiedzialne za stworzenie obrazów sennych, przechodzi moje najszczersze oczekiwania.
marzenie na dziś: dokończyć ten dzień w dobrym stylu. pchły na noc.
tak okropnego poniedziałku chyba nie miałam od dawna. choć siłą rzeczy wstaję codziennie lewą nogą, a w przesądy zwykłam nie dawać wiary, coś jednak od rana wisiało nade mną w powietrzu, coś feralnego. napawa mnie nieodparta chęć cofnięcia zegara o kilka godzin wstecz, choć to takie głupie. może dobrze, ze się nie da, bo wszystko mogłoby potoczyć się się jeszcze gorzej. poza tym- nie miałabym siły jeszcze raz zmierzyć się z jedenastym. to wszystko jest takie dziwne. jutro przecież też jest dzień, szansa, że można coś naprawić, o ile wyrzuty sumienia nie zjedzą mnie do jutra rana. za chwilkę już wtorek. niesamowicie upływa mi czas. nie mam nawet jak przejrzeć notatek na zjazd, bo mój pięciu-przedmiotowy zeszyt poszedł w ruch, jako, ze skrupulatnie prowadzę zapiski. w myśl zasadzie, że ja też mogę kiedyś potrzebować notatek, dziele się wiedzą z innymi. rysuję też ostatnimi czasy. - może coś sprzedam? może prześle na cele charytatywne? tego nie wie nikt. aa i wymyślam nowe wzory motyli - czyli jestem w kulminacji tworzenia.
co do snów -zaczynam się o siebie martwić. to co zafundowałam sobie w nocy, a raczej moje fałdy mózgu, odpowiedzialne za stworzenie obrazów sennych, przechodzi moje najszczersze oczekiwania.
marzenie na dziś: dokończyć ten dzień w dobrym stylu. pchły na noc.
niedziela, 10 października 2010
uwijmy sobie gniazdo wśród chmur.
Szybo..
Czy pamiętasz mnie?
Czy pamiętasz moje myśli?
Tamten dzień, mroźny dzień, właśnie ten..
Gwiazdko..
Co na szybie lśnisz
Dla mnie z dnia na dzień powstajesz,
Przyniósł Cię, przywiał mróz dla mnie, wiem..
przepraszająco, ale tak bywa, kiedy człowiek ma chwilkę wolnego od dwóch tygodni. praca, studia wypełniają szczeliny mojego życia - na pasję i przyjemności już nie starcza, a raczej brakuje siły. i to nostalgicznie wpędziło mnie w niedzielną depresję. a powinnam być zadowolona, bo mogłam w piątek podzielić się trochę swoim warsztatem. z poczucia bycia w stadzie, przechodzę w pragnienie sytości [ jem niesamowicie dużo, a w ogóle mi to nie wchodzi w różne partie ciała - istne szczęście]
`świerszczu co wśród trawy grasz,
czy pamiętasz te melodię?
którą grał, dla mnie grał lepiej.. nie.
proszę nie zapomnij mnie
choć fioletem wrzące słowa
skradłem Ci, teraz wiem, milczę.. więc
ostatnimi czasy przyoblekam się w różne pozycję społeczne : w tym tygodniu byłam już lekarzem, psychoterapeutką [ pierwsze praktyki już na pierwszym roku], sprzątaczką, znów terapeutką, tym razem od spraw sercowych. medyczne zagadki przyswajam wraz ze zgłębianiem powtórek dr. hausa, z niecierpliwością czekając na nowy sezon, który niebawem ma pojawić się w sieci. i chociaż mam wrażenie, ze znów marudzę z tego powodu i tak się cieszę, ze mogę jeszcze komuś pomóc. a marudzenie uznajmy, jako odezwa, że jeszcze nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania.
o czym to ja miałam dziś pisać? aha - mówiłam o niedzielnej depresji, miałam przeprosić, że się opuszczam z notatkami. no więc depresja spowodowana tym, że dziś w dużej mierze wysłuchałam słów Jana Pawła II - który jest moim największym autorytetem, i zawsze bije się w piersi, że tak mało pamiętam z tak ważnych mi słów. a dziś usłyszałam ponad to... z nostalgii, która stała się już elementem mojej rzeczywistości na obczyźnie, wyrwał mnie telefon od mamy. dostałam kilka mocnych disów, ale także bomb i tryskam energią od ucha do ucha. ten stan, jeśli utrzyma się do jutra rana będzie istnym cudem. zrobię flakon na kwiatki ze słoika po kawie, kilka motyli i jakoś to będzie.
za chwilę z pewnością udam się do jakiegoś specjalisty egzorcysty, bo moje sny stają się tak żywym odzwierciedleniem rzeczywistości, że na prawdę sprawia mi problem rozpoznanie jawy od mar nocnych. gdyby jednak prawdą była choć połowa z nich, skakałabym do nieba i jeszcze centymetr wyżej. właściwie zastanawiam się po co to wszystko? czy już nadszedł czas na zmiany, ważne decyzje, czy nadal mam chodzić nieokrzesana oraz nieogarnięta, dać się porwać zawirowaniu, choć tkwię w nim jak przysłowiowa mucha w kupie.
czytam mądrą książkę. trochę tęsknie za moimi sentymentami.
Spadnijmy w dół,
Objęci w pół,
Otuleni liściem
poprośmy wiatr, o ciszę zimą.
Spadnijmy w dół,
Objęci w pół,
Uwijmy sobie gniazdo wśród chmur,
Kochajmy się..
Czy pamiętasz mnie?
Czy pamiętasz moje myśli?
Tamten dzień, mroźny dzień, właśnie ten..
Gwiazdko..
Co na szybie lśnisz
Dla mnie z dnia na dzień powstajesz,
Przyniósł Cię, przywiał mróz dla mnie, wiem..
przepraszająco, ale tak bywa, kiedy człowiek ma chwilkę wolnego od dwóch tygodni. praca, studia wypełniają szczeliny mojego życia - na pasję i przyjemności już nie starcza, a raczej brakuje siły. i to nostalgicznie wpędziło mnie w niedzielną depresję. a powinnam być zadowolona, bo mogłam w piątek podzielić się trochę swoim warsztatem. z poczucia bycia w stadzie, przechodzę w pragnienie sytości [ jem niesamowicie dużo, a w ogóle mi to nie wchodzi w różne partie ciała - istne szczęście]
`świerszczu co wśród trawy grasz,
czy pamiętasz te melodię?
którą grał, dla mnie grał lepiej.. nie.
proszę nie zapomnij mnie
choć fioletem wrzące słowa
skradłem Ci, teraz wiem, milczę.. więc
ostatnimi czasy przyoblekam się w różne pozycję społeczne : w tym tygodniu byłam już lekarzem, psychoterapeutką [ pierwsze praktyki już na pierwszym roku], sprzątaczką, znów terapeutką, tym razem od spraw sercowych. medyczne zagadki przyswajam wraz ze zgłębianiem powtórek dr. hausa, z niecierpliwością czekając na nowy sezon, który niebawem ma pojawić się w sieci. i chociaż mam wrażenie, ze znów marudzę z tego powodu i tak się cieszę, ze mogę jeszcze komuś pomóc. a marudzenie uznajmy, jako odezwa, że jeszcze nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania.
o czym to ja miałam dziś pisać? aha - mówiłam o niedzielnej depresji, miałam przeprosić, że się opuszczam z notatkami. no więc depresja spowodowana tym, że dziś w dużej mierze wysłuchałam słów Jana Pawła II - który jest moim największym autorytetem, i zawsze bije się w piersi, że tak mało pamiętam z tak ważnych mi słów. a dziś usłyszałam ponad to... z nostalgii, która stała się już elementem mojej rzeczywistości na obczyźnie, wyrwał mnie telefon od mamy. dostałam kilka mocnych disów, ale także bomb i tryskam energią od ucha do ucha. ten stan, jeśli utrzyma się do jutra rana będzie istnym cudem. zrobię flakon na kwiatki ze słoika po kawie, kilka motyli i jakoś to będzie.
za chwilę z pewnością udam się do jakiegoś specjalisty egzorcysty, bo moje sny stają się tak żywym odzwierciedleniem rzeczywistości, że na prawdę sprawia mi problem rozpoznanie jawy od mar nocnych. gdyby jednak prawdą była choć połowa z nich, skakałabym do nieba i jeszcze centymetr wyżej. właściwie zastanawiam się po co to wszystko? czy już nadszedł czas na zmiany, ważne decyzje, czy nadal mam chodzić nieokrzesana oraz nieogarnięta, dać się porwać zawirowaniu, choć tkwię w nim jak przysłowiowa mucha w kupie.
czytam mądrą książkę. trochę tęsknie za moimi sentymentami.
Spadnijmy w dół,
Objęci w pół,
Otuleni liściem
poprośmy wiatr, o ciszę zimą.
Spadnijmy w dół,
Objęci w pół,
Uwijmy sobie gniazdo wśród chmur,
Kochajmy się..
piątek, 8 października 2010
gra świateł.
wariuję.. oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. a to za sprawa koncertu na chlubie naszego miasta - lechu. uwielbiam grę świateł z plus niesamowitą muzyką. chłodne powietrze głaskało nas po policzkach. próbowało ugryźć, nawet było zabawnie i błogo.
biały płyn z połączeniem cytryny wydobywa ze mnie gorycz minionego tygodnia. choć minął on przejmująco szybko. zaprzyjaźniona z syfem i lekką dezorganizacją wypadam z błędnego koła. za szybko upływa mi czas - ale właściwie tak miało być. super się siedzi w nowym wagonie, ale klima daje po plecach. pod koniec dnia wysiada zawsze gardło, a że koniec tygodnia..
chce mieć więcej czasu. czasu.
biały płyn z połączeniem cytryny wydobywa ze mnie gorycz minionego tygodnia. choć minął on przejmująco szybko. zaprzyjaźniona z syfem i lekką dezorganizacją wypadam z błędnego koła. za szybko upływa mi czas - ale właściwie tak miało być. super się siedzi w nowym wagonie, ale klima daje po plecach. pod koniec dnia wysiada zawsze gardło, a że koniec tygodnia..
chce mieć więcej czasu. czasu.
wtorek, 5 października 2010
prawie że.
czy istnieje uciekająca myśl? istnieje. chciałam coś powiedzieć, ale mi uciekło.
spróbuję jutro
spróbuję jutro
sobota, 2 października 2010
złote środki, pozłacane klatki.
`Wybuduję most
Z rozświetlonych słońcem chmur;
Złączę morza szum
Z ciszą gór.
tak dziwnie nie przespanej nocy nie miałam dawno.. właściwie poprawka - przespanej dobrze, ale tak jakby przeleżanej. w nos wodzi mnie zapach sierpniowych jeszcze kwiatów, a babie lato wije sieć między palcami mojej lewej ręki.
dobry wstęp na początek mam nadzieję dobrego dnia. pierwszy raz od dłuższego czasu nie wstałam z muchami w nosie (i tu lekki uśmiech - w związku z muchami). to za sprawą mam. i kilka dobrych mi duszyczek. a może właśnie dzięki historiom pewnych, znanych mi person jedynie z opowieści. tak - gdy pojawia się problem i wykracza poza sferę mojego życia, a dotyka jedynie okręgu w którym się znajduję - wzrusza mnie oraz napawa chęcią działania. a, że przy okazji wpływa to na moją egzystencje i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu- jest mi jeszcze bardziej błogo. wnioski: zabawa nie polega na znalezieniu złotego środka, ale bardziej źródła problemu. bo pewnych rzeczy nie da się zwalczyć zapobiegawczo.
idąc analogicznie i jeszcze dzień dłużej.. tak przyznaję się, ze zdisowana zostałam niemiłosiernie. złota klatka i uwięzione w nim małe, skaczące serce, to efekt przemyśleń - w prawdzie nie moich, ale wydanych przez loże ekspertów. czy na to znajdzie się złoty środek? przecież na cięższe przypadki 'można znaleźć'. do tego tematu jeszcze wrócę.
co więcej? na jedenastym siedzę w innym wagonie.. boli mnie to oj boli, zwłaszcza, że p.e zmieniła pracę, i wróciła liderka loży szyderców. a mnie tam nie ma. w prawdzie tydzień wystarczył, żeby pokochać mój nowy wagon, ale średnia mojego szczęścia = 1,5 tygodnia, także zostało mi jeszcze 3 dni względnie postrzeganego błogostanu. tak, życie jest brutalne. koniec wywodów - pierwszy raz o poranku. witaj szkoło.
Z rozświetlonych słońcem chmur;
Złączę morza szum
Z ciszą gór.
tak dziwnie nie przespanej nocy nie miałam dawno.. właściwie poprawka - przespanej dobrze, ale tak jakby przeleżanej. w nos wodzi mnie zapach sierpniowych jeszcze kwiatów, a babie lato wije sieć między palcami mojej lewej ręki.
dobry wstęp na początek mam nadzieję dobrego dnia. pierwszy raz od dłuższego czasu nie wstałam z muchami w nosie (i tu lekki uśmiech - w związku z muchami). to za sprawą mam. i kilka dobrych mi duszyczek. a może właśnie dzięki historiom pewnych, znanych mi person jedynie z opowieści. tak - gdy pojawia się problem i wykracza poza sferę mojego życia, a dotyka jedynie okręgu w którym się znajduję - wzrusza mnie oraz napawa chęcią działania. a, że przy okazji wpływa to na moją egzystencje i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu- jest mi jeszcze bardziej błogo. wnioski: zabawa nie polega na znalezieniu złotego środka, ale bardziej źródła problemu. bo pewnych rzeczy nie da się zwalczyć zapobiegawczo.
idąc analogicznie i jeszcze dzień dłużej.. tak przyznaję się, ze zdisowana zostałam niemiłosiernie. złota klatka i uwięzione w nim małe, skaczące serce, to efekt przemyśleń - w prawdzie nie moich, ale wydanych przez loże ekspertów. czy na to znajdzie się złoty środek? przecież na cięższe przypadki 'można znaleźć'. do tego tematu jeszcze wrócę.
co więcej? na jedenastym siedzę w innym wagonie.. boli mnie to oj boli, zwłaszcza, że p.e zmieniła pracę, i wróciła liderka loży szyderców. a mnie tam nie ma. w prawdzie tydzień wystarczył, żeby pokochać mój nowy wagon, ale średnia mojego szczęścia = 1,5 tygodnia, także zostało mi jeszcze 3 dni względnie postrzeganego błogostanu. tak, życie jest brutalne. koniec wywodów - pierwszy raz o poranku. witaj szkoło.
niedziela, 26 września 2010
ale zanim pójdę.
`Ile jestem ci winien?
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń?
Ale kiedy wszystko już oddam, czy
będziesz szczęśliwa i wolna czy...
będziesz szczęśliwa i wolna czy...
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
ale zanim pójdę chciałbym powiedzieć ci, że:
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze.
sobotnie mądrości:
- dlaczego ludzie są bogaci?
- bo Bóg chcę ich wynagrodzić za dobre uczynki.
- jesteś pewny? spytaj mamy lub taty. jest dużo ludzi, którzy mają mnóstwo kasy, a kradną, mordują, oszukują..
- a ja wiem dlaczego Bóg daje pieniądze drugiemu - by mógł się dzielić miłością.
na początku tej notatki pragnę przeprosić, że kolejny raz robię sobie z gęby wycieraczki i znowu nie napisałam w piątek, jak to obiecałam. okazuje się, że można z tych moich wypocin odnajdywać owe inspirację, nowe źródło - i odczytać je na nowo.
swoją drogą, za radą G, miałam rozpisać konkurs w związku z tematyką, jaką mogę tu umieszczać, bo ileż można pisać o syfie na jedenastym, moimi stanami depresyjnymi i nagłymi wywodami moralizatorskimi? w weekend szału nie było - oprócz cudownego wieczoru w sobotę [w neo] oraz dzisiejszego śniadania na piątkowie. uwielbiam zapach starych, klasycznych kamieniczek. tak odzywa się we mnie duch starodawnej epoki, ale kto mnie zna wie, że tak trudno odnaleźć mi się w tych czasach. poprawka! wróć! w tym zawojowanym, płaskim mieście, które jest o krok dalej niż 'zacofany wschód',a który tak bardzo kocham.
z nowości, a raczej po staremu - wrócił akcję żołądkowe. bynajmniej nie jest to znakiem mojej aklimatyzacji tutaj. coś z tym jednak trzeba zrobić.. może, wynika to ze stanu mojej pogłębiającej się apatii.? może nie? śnią mi się ludzie, miejsca, zdarzenia, że gdybym tylko mogła, wyczarowałabym awionetkę i przyleciała. zostały wspomnienia i tylko unoszący się kurz.
podczas pisania tej notki, rozmowa z Sorellą, uświadomiła mi w jak ciemniej nananan jestem. ja się pytam dlaczego?? skąd?? a właśnie po to, 'żeby wypełnić sobie maksymalnie czas'. na to moje 'też bym tak chciała..' i bardzo szybka odpowiedź: "sama sie kopnij! nie licz na kogoś, tylko na siebie! bo nikt za Ciebie nie przeżyje tego życia. każdy ma gdzieś, co Ty robisz, czym zajmujesz sie w wolnym czasie. musisz sama sie tym zająć a potem pokazać, jakie to wszystko jest fajne i innych tym zarażać. czaisz?"
-czaisz, czaisz, cokolwiek to znaczy.
biorę się za siebie!! PROMISE!! dzisiaj już na pewno!! ale za nim pójdę, kawałek na dobranoc [ tylko nie mogłam znaleźć mojej wersji ]
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń?
Ale kiedy wszystko już oddam, czy
będziesz szczęśliwa i wolna czy...
będziesz szczęśliwa i wolna czy...
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
ale zanim pójdę chciałbym powiedzieć ci, że:
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze.
sobotnie mądrości:
- dlaczego ludzie są bogaci?
- bo Bóg chcę ich wynagrodzić za dobre uczynki.
- jesteś pewny? spytaj mamy lub taty. jest dużo ludzi, którzy mają mnóstwo kasy, a kradną, mordują, oszukują..
- a ja wiem dlaczego Bóg daje pieniądze drugiemu - by mógł się dzielić miłością.
na początku tej notatki pragnę przeprosić, że kolejny raz robię sobie z gęby wycieraczki i znowu nie napisałam w piątek, jak to obiecałam. okazuje się, że można z tych moich wypocin odnajdywać owe inspirację, nowe źródło - i odczytać je na nowo.
swoją drogą, za radą G, miałam rozpisać konkurs w związku z tematyką, jaką mogę tu umieszczać, bo ileż można pisać o syfie na jedenastym, moimi stanami depresyjnymi i nagłymi wywodami moralizatorskimi? w weekend szału nie było - oprócz cudownego wieczoru w sobotę [w neo] oraz dzisiejszego śniadania na piątkowie. uwielbiam zapach starych, klasycznych kamieniczek. tak odzywa się we mnie duch starodawnej epoki, ale kto mnie zna wie, że tak trudno odnaleźć mi się w tych czasach. poprawka! wróć! w tym zawojowanym, płaskim mieście, które jest o krok dalej niż 'zacofany wschód',a który tak bardzo kocham.
z nowości, a raczej po staremu - wrócił akcję żołądkowe. bynajmniej nie jest to znakiem mojej aklimatyzacji tutaj. coś z tym jednak trzeba zrobić.. może, wynika to ze stanu mojej pogłębiającej się apatii.? może nie? śnią mi się ludzie, miejsca, zdarzenia, że gdybym tylko mogła, wyczarowałabym awionetkę i przyleciała. zostały wspomnienia i tylko unoszący się kurz.
podczas pisania tej notki, rozmowa z Sorellą, uświadomiła mi w jak ciemniej nananan jestem. ja się pytam dlaczego?? skąd?? a właśnie po to, 'żeby wypełnić sobie maksymalnie czas'. na to moje 'też bym tak chciała..' i bardzo szybka odpowiedź: "sama sie kopnij! nie licz na kogoś, tylko na siebie! bo nikt za Ciebie nie przeżyje tego życia. każdy ma gdzieś, co Ty robisz, czym zajmujesz sie w wolnym czasie. musisz sama sie tym zająć a potem pokazać, jakie to wszystko jest fajne i innych tym zarażać. czaisz?"
-czaisz, czaisz, cokolwiek to znaczy.
biorę się za siebie!! PROMISE!! dzisiaj już na pewno!! ale za nim pójdę, kawałek na dobranoc [ tylko nie mogłam znaleźć mojej wersji ]
wtorek, 21 września 2010
poniedziałek, 20 września 2010
morza szum, ptaków śpiew... złota plaża pośród drzew.
leże, piasek wbija mi się w plecy, za chwilę ktoś chlapie morską wodą, szumią falę, mewy trzepocą skrzydłami.. a budzik wybija 5:30 - czas wstać. tak zaczęty dzień nie zwiastował nic szczególnego, a jednak..
w sumie dużo i mało czasu - zależy na co. pierwsze wykłady, nowe znajomości oraz jedenaste wypełniają mi szczeliny, po prostu życia. w nocy tylko woda napływająca do grzejnika nie pozwala skupić myśli.. choć nie było korków, spokój panował dopóki nie zaczął się koncert stinga. posłuchałam, a jak! nie zapomina się wykonawcy, utworów na których się wychowało i które większość z nich to najfantastyczniejsze wspomnienia. ciekawe zjawisko, a raczej dwa zjawiska subkultury, patrzyły na mnie wzrokiem, jakby chciały mnie zjeść żywcem. uwielbiam przyglądać się ludziom. i w tym autobusie to nie ja miałam problemy. bo przecież, jeśli decydujemy się na wyrazistość, idziemy z podniesionym czołem - wnioski po pierwszych zajęciach z filozofii. Panie przymnóż nam.. dystansu. biję się w piersi - tak czasami moje patrzenie kogoś rani. posypuję więc głowę popiołem - i proszę o wybaczenie tych, którym moim po prostu subiektywnym "patrzeniem" sprawiłam przykrość.
czasami po prostu nie mam siły, choć jestem pracownikiem miesiąca. ale dzisiaj to nie była tyko osłoda na początek tygodnia. to Bóg dmucha i pozwala poczuć znów piasek i zapach morza z porannego snu. nawiasem zdradzę - jaki ten świat jest malutki - nie mały. z euforii znów popadłam w skrajne emocję, i poleciało kilka łez na wieczornym spacerze. ale za chwile zawiał wiatr i ogarnął mnie swym ciepłem. już się nie bałam - bo przecież ktoś się o mnie ciągle troszczy. ponieważ ciągle walczymy, nie biegamy z białą flagą na kiju.
człowiek [ bo i kobieta i mężczyzna] wypełniony jest pierwiastkiem wrażliwości. są też wybryki natury - ale takie jest życie, taki świat, piękny, choć nadal niezrozumiały i czasem jeszcze.. no własnie - czasem jeszcze.
w sumie dużo i mało czasu - zależy na co. pierwsze wykłady, nowe znajomości oraz jedenaste wypełniają mi szczeliny, po prostu życia. w nocy tylko woda napływająca do grzejnika nie pozwala skupić myśli.. choć nie było korków, spokój panował dopóki nie zaczął się koncert stinga. posłuchałam, a jak! nie zapomina się wykonawcy, utworów na których się wychowało i które większość z nich to najfantastyczniejsze wspomnienia. ciekawe zjawisko, a raczej dwa zjawiska subkultury, patrzyły na mnie wzrokiem, jakby chciały mnie zjeść żywcem. uwielbiam przyglądać się ludziom. i w tym autobusie to nie ja miałam problemy. bo przecież, jeśli decydujemy się na wyrazistość, idziemy z podniesionym czołem - wnioski po pierwszych zajęciach z filozofii. Panie przymnóż nam.. dystansu. biję się w piersi - tak czasami moje patrzenie kogoś rani. posypuję więc głowę popiołem - i proszę o wybaczenie tych, którym moim po prostu subiektywnym "patrzeniem" sprawiłam przykrość.
czasami po prostu nie mam siły, choć jestem pracownikiem miesiąca. ale dzisiaj to nie była tyko osłoda na początek tygodnia. to Bóg dmucha i pozwala poczuć znów piasek i zapach morza z porannego snu. nawiasem zdradzę - jaki ten świat jest malutki - nie mały. z euforii znów popadłam w skrajne emocję, i poleciało kilka łez na wieczornym spacerze. ale za chwile zawiał wiatr i ogarnął mnie swym ciepłem. już się nie bałam - bo przecież ktoś się o mnie ciągle troszczy. ponieważ ciągle walczymy, nie biegamy z białą flagą na kiju.
człowiek [ bo i kobieta i mężczyzna] wypełniony jest pierwiastkiem wrażliwości. są też wybryki natury - ale takie jest życie, taki świat, piękny, choć nadal niezrozumiały i czasem jeszcze.. no własnie - czasem jeszcze.
czwartek, 16 września 2010
punkt wejścia.
`obejrzałem dwa seriale,
nic nie zrozumiałem
ale wiem
chcę naprawiać świat.
bez zbędnych frazesów, zaczynam się zastanawiać, jak możliwe jest zabrnąć tak daleko, za daleko. dzięki Bogu przeżyłam dziś i na jedenastym i u fotografa (choć to było nie lada przeżycie, swoją drogą niewdzięczny zawód) i z 'boskim alvaro'. pogoda nas nie rozpieszcza, jest dżdżysto oraz mokro, kiedy trzeba coś załatwić, a słonecznie i błogo, kiedy męczysz się w pracy. następnym razem kiedy zacznę przeklinać pogodę, prawdopodobnie ugryzę się w język. taka lekka zmiana tematu. korzystam z ostatniego wolnego czasu, jak by to nazwać - wakacyjnego? w sobotę pierwsze zajęcia - zdążyłam kupić tylko notatnik, resztę jak to mówi tata, Pan przewidzi.
moją wrażliwość, o tej porze roku, koi muzyka z amelii. sentymentalnie znowu jestem w punkcie wejścia, chciałam przeto zaznaczyć, że prędko się nie odnajdę. dlatego, że G. zauważyła, to czym ja otrzaskałam się trzy miesiące w tył. za szybko się zmieniło, za szybko gna, po co, i na co. nie ma już naszych miejsc.. nie ma nas.. ale jesteśmy indywidualnie dalej. jak to wykorzystamy (?) [powrócę do tego w swoim czasie]
opieram dwie, małe, blado-porcelanowe stópki o kant starego, żelaznego kaloryfera, zamykam oczy, wyobrażam sobie, że to mój mały kominek, w moim małym, górskim domku.
nic nie zrozumiałem
ale wiem
chcę naprawiać świat.
bez zbędnych frazesów, zaczynam się zastanawiać, jak możliwe jest zabrnąć tak daleko, za daleko. dzięki Bogu przeżyłam dziś i na jedenastym i u fotografa (choć to było nie lada przeżycie, swoją drogą niewdzięczny zawód) i z 'boskim alvaro'. pogoda nas nie rozpieszcza, jest dżdżysto oraz mokro, kiedy trzeba coś załatwić, a słonecznie i błogo, kiedy męczysz się w pracy. następnym razem kiedy zacznę przeklinać pogodę, prawdopodobnie ugryzę się w język. taka lekka zmiana tematu. korzystam z ostatniego wolnego czasu, jak by to nazwać - wakacyjnego? w sobotę pierwsze zajęcia - zdążyłam kupić tylko notatnik, resztę jak to mówi tata, Pan przewidzi.
moją wrażliwość, o tej porze roku, koi muzyka z amelii. sentymentalnie znowu jestem w punkcie wejścia, chciałam przeto zaznaczyć, że prędko się nie odnajdę. dlatego, że G. zauważyła, to czym ja otrzaskałam się trzy miesiące w tył. za szybko się zmieniło, za szybko gna, po co, i na co. nie ma już naszych miejsc.. nie ma nas.. ale jesteśmy indywidualnie dalej. jak to wykorzystamy (?) [powrócę do tego w swoim czasie]
opieram dwie, małe, blado-porcelanowe stópki o kant starego, żelaznego kaloryfera, zamykam oczy, wyobrażam sobie, że to mój mały kominek, w moim małym, górskim domku.
poniedziałek, 13 września 2010
bajka o młodym koniu.
gnał, jak oszalały. młody był, bez żadnych doświadczeń. jedyną bronią były marzenia, orężem- wyimaginowany świat. zachwycał innych wokół siebie. nie robił zbyt dużo hałasu. jego siła, talent obroniły się same. zachwycał jego artyzm, odwaga, coś tam jeszcze. był małym koniem, który, tak bardzo chciał wybić się z nad ziemi. nie podnosił sobie poprzeczki - ale nie poddawał się i brał udział w zawodach.. pewnego dnia się sparzył. jego różowe niebo zamieniło się w szarugę. nie miał ochoty już biegać, skakać, fikać koziołki. zrobił z siebie istną "naszą szkapę".. oddalił się niesamowicie.. miał nowy wymyślony świat, ale o tyle bardziej niebezpieczny, że gdy schodził na ziemię, czuł jak krew uderza mu do głowy. bał się -tak jak gdyby nikt go nie doceniał, nikt nie lubił, nie zachwycał się, nie kochał. gdy postanowił rzucić to wszystko naglę znalazł, się w budynku, gdzie strasznie pachnie mydłem. usłyszał, że mimo, że oddalił się od Konia- Taty, on go i tak kocha. rozpłakał się jak małe dziecko i postanowił, że nie podda się nigdy w życiu...pomyślał "odnajdę swoje niebo" poczuł się tak bardzo kochany.
następnego ranka zaczęło wszystko wracać do normy.. zauważył, że szare chmurki nabierają blado niebieskiego koloru. i wierzył, że odnajdzie w nowej barwie namiastkę różowego nieba.. cdn..
bo w życiu, jak w bajce. w dobrej bajce, gdzie zakończenie jest z happy endem.[uśmiech pełen szczęścia.]
następnego ranka zaczęło wszystko wracać do normy.. zauważył, że szare chmurki nabierają blado niebieskiego koloru. i wierzył, że odnajdzie w nowej barwie namiastkę różowego nieba.. cdn..
bo w życiu, jak w bajce. w dobrej bajce, gdzie zakończenie jest z happy endem.[uśmiech pełen szczęścia.]
czwartek, 9 września 2010
margines.
zbyt mało czasu, aby podrapać się po głowie. czekając na weekend szukam siebie w faktach jakie przynosi mi Bóg. jestem strasznie zmęczona - bałaganem na jedenastym, co nawiasem mówiąc nie mam zamiaru komentować, swoją codzienną niewiedzą, zabieganiem, hałasem i jeszcze kilkoma mniej lub bardziej absorbującymi mnie rzeczami.
premierowy odcinek House a dużo dał mi do myślenia. tak na marginesie, nie mam za wiele czasu aby prześledzić nową serię w internecie. dlaczego się boimy? czy ludzie znając o nas prawdę, będą nas miej lubić. a nawet nie - nie będą nas akceptować? czemu siłę dąży do indywidualizmu? zwykłe easy- going, czy coś innego. już nie można podbić świata zwykłym uśmiechem, skromnością? a przecież nasza wyjątkowość sama się obroni. w tym momencie spauzuję. nie jestem tą osobą, która powinna kogokolwiek moralizować.. mój suchy fakt - mój rachunek sumienia.
szał ciał, i mętlik w głowie. spróbuję jeszcze raz. jutro.
http://www.youtube.com/watch?v=YoMpKnUKQ2U ---> ścieżka do nowej sztuki?? (didascalia: w trakcie słuchania, zamknęła oczy)
premierowy odcinek House a dużo dał mi do myślenia. tak na marginesie, nie mam za wiele czasu aby prześledzić nową serię w internecie. dlaczego się boimy? czy ludzie znając o nas prawdę, będą nas miej lubić. a nawet nie - nie będą nas akceptować? czemu siłę dąży do indywidualizmu? zwykłe easy- going, czy coś innego. już nie można podbić świata zwykłym uśmiechem, skromnością? a przecież nasza wyjątkowość sama się obroni. w tym momencie spauzuję. nie jestem tą osobą, która powinna kogokolwiek moralizować.. mój suchy fakt - mój rachunek sumienia.
szał ciał, i mętlik w głowie. spróbuję jeszcze raz. jutro.
http://www.youtube.com/watch?v=YoMpKnUKQ2U ---> ścieżka do nowej sztuki?? (didascalia: w trakcie słuchania, zamknęła oczy)
środa, 8 września 2010
ósmego września.
Jakie to szczęście,
że mam Ciebie Tato,
że uśmiech wita mnie Twój, co rano,
że tyle zadań tyle przypomnień
i czułej troski masz, co dzień o mnie.
dziękuję. (uśmiech)
że mam Ciebie Tato,
że uśmiech wita mnie Twój, co rano,
że tyle zadań tyle przypomnień
i czułej troski masz, co dzień o mnie.
dziękuję. (uśmiech)
wtorek, 7 września 2010
igen, igen, igen.
hahaha - najlepsze disco, disco, disco. naród węgierski is very good, very good, wery good. sabaka is crazy, crazy, crazy. - super się dziś bawiłam. Węgry rulez!!!
strasznie bolą mnie nerki, czyli to znak, żeby dziś się porządnie wyspać. cdn jutro - promise, promise, promise.
see you tomorrow
strasznie bolą mnie nerki, czyli to znak, żeby dziś się porządnie wyspać. cdn jutro - promise, promise, promise.
see you tomorrow
niedziela, 5 września 2010
kolorowo i tęczowo.
czasami budzisz się ot tak. kolejny pół dzień, a znów siły brak. mniej wiary w to, że może się coś zmienić. bo dlaczego (i tu znak zapytania). zaczyna się przesilenie jesienne, bo miewam ostatnio dziwne sny i trochę się tego obawiam. dziś pachniało górskim jaśminem oraz była wiosna. podobno kiedy człowiek usilnie o czymś marzy, czy cały czas o tym myśli, to wszystko jest w podświadomości i powraca często w snach. nie ukrywam, że myślę - all time. wielkopolski klimat jednak nauczył mnie, że trzeba jakoś prosperować. skręca mnie jednak, że jutro come back na jedenaste i cały tydzień to samo. miałam racje - weekend przeleciał w mgnieniu oka.
podobno się "obijam z notatkami" - wybaczcie. miałam zasiąść już w piątek i uzupełnić braki. miałam też inne plany.. i to wszystko trafił, no wiadomo. w niedzielne popołudnie czas znalazł się również na uczczenie święta pyry. koncert niesamowity, pyry przepyszne - pieczone of course. - za wstawki angielskie z góry przepraszam, staram się nie nie używać, bo uwielbiam polszczyznę, ale dziś musiałam.
w głowie tylko, jedno, kolorowo.. właśnie to mi w duszy gra. India.Arie - video!!!
od jutra więcej czasu, więc napisze więcej. Ciao.
podobno się "obijam z notatkami" - wybaczcie. miałam zasiąść już w piątek i uzupełnić braki. miałam też inne plany.. i to wszystko trafił, no wiadomo. w niedzielne popołudnie czas znalazł się również na uczczenie święta pyry. koncert niesamowity, pyry przepyszne - pieczone of course. - za wstawki angielskie z góry przepraszam, staram się nie nie używać, bo uwielbiam polszczyznę, ale dziś musiałam.
w głowie tylko, jedno, kolorowo.. właśnie to mi w duszy gra. India.Arie - video!!!
od jutra więcej czasu, więc napisze więcej. Ciao.
czwartek, 2 września 2010
nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic
`Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew
lepiej.. nie mówić.
`Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...
a wcale, że nie. jutro chyba padnę razy trzy, nim doczekam się weekendu, który mi mignie szybciej niż ekspres warszawa-berlin. dwugodzinna awaria systemu na jedenastym wprowadziła "lekką" dezorganizację, ale i niebywałą radochę. był glina, herbata i połamane paluszki z lodówki. Właśnie otrzymałam sms od G. że ma już mieszkanie w mieście studenckim na K. [góry św.] i, że jest okej. sprawiła mi tym wielką radość. Dm. już w krk.
czwartkowe popołudnie minęło. po rozmowie z a.ch. - refleksyjnie. jedno wiem. - jest ktoś, kto się nami nie brzydzi.. muszę to przespać.
szumi mi, mi ciągle w głowie. kocham Cię tato. wszystkiego najlepszego z okazji imienin.
`choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe...
buona notte Amica!
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew
lepiej.. nie mówić.
`Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...
a wcale, że nie. jutro chyba padnę razy trzy, nim doczekam się weekendu, który mi mignie szybciej niż ekspres warszawa-berlin. dwugodzinna awaria systemu na jedenastym wprowadziła "lekką" dezorganizację, ale i niebywałą radochę. był glina, herbata i połamane paluszki z lodówki. Właśnie otrzymałam sms od G. że ma już mieszkanie w mieście studenckim na K. [góry św.] i, że jest okej. sprawiła mi tym wielką radość. Dm. już w krk.
czwartkowe popołudnie minęło. po rozmowie z a.ch. - refleksyjnie. jedno wiem. - jest ktoś, kto się nami nie brzydzi.. muszę to przespać.
szumi mi, mi ciągle w głowie. kocham Cię tato. wszystkiego najlepszego z okazji imienin.
`choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe...
buona notte Amica!
środa, 1 września 2010
apel niepamięci.
strasznie dziwnie czułam się dziś wśród autobusowego zgiełku, gdzie jeszcze czuć było unoszący się zapach białych koszul i młodzieńczego entuzjazmu. dziwnie- po raz pierwszy od tylu lat nie musiałam iść na rozpoczęcie roku.. pierwsze co - zadzwoniłam to starych znajomych z klasy i spytałam jak się czują. Na jedenastym piętrze nic się nie zmieniło, oprócz promieni słońca, które zagościły na krótki czas w burdzie naszych okien - czy na prawdę nikt tam nie sprząta.?
lubię wrzesień. pomijając szkolne przeżycia, na serca dnie chowała się nadzieja, że nadchodzi czas stabilizacji, nowe wyzwania, nowa ramówka w tv [to już z lekkim uśmiechem]. jak to mówili w pewnym radiu na e. mózg potrzebuje przetwarzać informację, i po szaleństwie wakacyjnym jest zwarty i gotowy do pracy. trzeba się uczyć- rzecze absolwent szkoły. pasożyt i leń w życiu nie dojdzie do niczego. tylko ciężką pracą dojdziemy do celu, z małą przestrogą: by szkoła nie znalazła się w naszym życiu na pierwszym miejscu. by była ważna ale nie na pierwszym miejscu.
czy żyję po wczorajszym?(i) nie wiem (nic). czekam na relację, choć wiem, ze było niesamowicie ciężko. były łzy i wielkie powstrzymywanie się, by nie upuścić choć trochę emocji. ale czemu? to przecież nasze cztery lata, cudowne lata. jak nigdy, wczoraj byliśmy tak bardzo razem. no za wyjątkiem mojej persony. i znów się zastanawiam, czy jest to błogosławieństwo, że nie musiałam tego przeżywać. pytanie: jest mi łatwiej, a może... ?
sercem byłam w górach - umysłem byłam w posen, bo zaczynam walczyć o relację z nim, właśnie tu- bo tego się nauczyłam przez te cztery lata. myślę, ze tak jak inni górale św., nie zapomnę tego czasu, i dalej będę kontynuować to dzieło - bez względu na czas, miejsce i bohaterów.
- czas zacząć nowy etap.
mimo przerwy rocznej, podjęłam naukę włoskiego, z marzeniem że łatwiej nauczę się hiszpańskiego - ciao!
`ja nie umieram, ja tylko zasypiam
gdy oczy otwieram..
lubię wrzesień. pomijając szkolne przeżycia, na serca dnie chowała się nadzieja, że nadchodzi czas stabilizacji, nowe wyzwania, nowa ramówka w tv [to już z lekkim uśmiechem]. jak to mówili w pewnym radiu na e. mózg potrzebuje przetwarzać informację, i po szaleństwie wakacyjnym jest zwarty i gotowy do pracy. trzeba się uczyć- rzecze absolwent szkoły. pasożyt i leń w życiu nie dojdzie do niczego. tylko ciężką pracą dojdziemy do celu, z małą przestrogą: by szkoła nie znalazła się w naszym życiu na pierwszym miejscu. by była ważna ale nie na pierwszym miejscu.
czy żyję po wczorajszym?(i) nie wiem (nic). czekam na relację, choć wiem, ze było niesamowicie ciężko. były łzy i wielkie powstrzymywanie się, by nie upuścić choć trochę emocji. ale czemu? to przecież nasze cztery lata, cudowne lata. jak nigdy, wczoraj byliśmy tak bardzo razem. no za wyjątkiem mojej persony. i znów się zastanawiam, czy jest to błogosławieństwo, że nie musiałam tego przeżywać. pytanie: jest mi łatwiej, a może... ?
sercem byłam w górach - umysłem byłam w posen, bo zaczynam walczyć o relację z nim, właśnie tu- bo tego się nauczyłam przez te cztery lata. myślę, ze tak jak inni górale św., nie zapomnę tego czasu, i dalej będę kontynuować to dzieło - bez względu na czas, miejsce i bohaterów.
- czas zacząć nowy etap.
mimo przerwy rocznej, podjęłam naukę włoskiego, z marzeniem że łatwiej nauczę się hiszpańskiego - ciao!
`ja nie umieram, ja tylko zasypiam
gdy oczy otwieram..
niedziela, 29 sierpnia 2010
zatańcz ze mną - ostatni raz.
`Gdy Ciebie zabraknie
I ziemia rozstąpi się, w nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też
W salonie wśród ciepłych świec już nigdy nie zbudzisz mnie..
pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. nie dzisiaj. nawet nie wiem - co napisać. nie czuję ich uścisków, nie widzę ich oczu, nie słyszę..
niebo dziś lekko zrosiło moją twarz w samym środku parku. próbowałam przenieść się myślami w pewien inny, nowy wymiar, aby wyobrazić sobie jak by to mogło być pięknie. nie zdążyłam - zaczęło padać. najpierw jedna kropelka zagościła na moim nadgarstku. kolejne dwie ścigały się na policzku, z inną trzecią kroplą. pachniało tak mocno jabłkami. i nawet już dzisiaj nie pomogły lody kawowe. tak, pewnych rzeczy nie przeskoczymy.
czy słyszysz jak tam, daleko, muzyka gra
Zatańcz ze mną jeszcze raz..
I ziemia rozstąpi się, w nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też
W salonie wśród ciepłych świec już nigdy nie zbudzisz mnie..
pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. nie dzisiaj. nawet nie wiem - co napisać. nie czuję ich uścisków, nie widzę ich oczu, nie słyszę..
niebo dziś lekko zrosiło moją twarz w samym środku parku. próbowałam przenieść się myślami w pewien inny, nowy wymiar, aby wyobrazić sobie jak by to mogło być pięknie. nie zdążyłam - zaczęło padać. najpierw jedna kropelka zagościła na moim nadgarstku. kolejne dwie ścigały się na policzku, z inną trzecią kroplą. pachniało tak mocno jabłkami. i nawet już dzisiaj nie pomogły lody kawowe. tak, pewnych rzeczy nie przeskoczymy.
czy słyszysz jak tam, daleko, muzyka gra
Zatańcz ze mną jeszcze raz..
czwartek, 26 sierpnia 2010
try to make me feel better.
W GÓRACH JEST WSZYSTKO CO KOCHAM - wpis z 20 sierpnia.
ponownie w posen. wtorkowe chwilę ciężkie i nie mam tu na myśli gorączki na wskutek klimatyzacji autobusowej. niczym po kacu alkoholowym wróciłam do rzeczywistości. kocham góry, kocham górali ś. dzięki za cudowny odpoczynek. za mądre słowa, prezenty, kubusia, uśmiech, wspólne chwile - razem. choć niesamowicie ciężko, bo wracasz po trzymiesięcznej nieobecności do domu i dostrzegasz, że to nie to samo miejsce. wszystko się zmienia..
dzięki A. za wszystko. nic już nie napiszę. wierzę, że spotkamy się w domu Ojca. wierze.
dziś było niesamowicie przez 2 godziny 11 min. wiecie? niesamowicie...
So tell me when it's not alright
When it's not OK
Will you try to make me feel better?
Will you say alright?
Will you say OK?
Will you stick with me through whatever?
Or run away
ponownie w posen. wtorkowe chwilę ciężkie i nie mam tu na myśli gorączki na wskutek klimatyzacji autobusowej. niczym po kacu alkoholowym wróciłam do rzeczywistości. kocham góry, kocham górali ś. dzięki za cudowny odpoczynek. za mądre słowa, prezenty, kubusia, uśmiech, wspólne chwile - razem. choć niesamowicie ciężko, bo wracasz po trzymiesięcznej nieobecności do domu i dostrzegasz, że to nie to samo miejsce. wszystko się zmienia..
dzięki A. za wszystko. nic już nie napiszę. wierzę, że spotkamy się w domu Ojca. wierze.
dziś było niesamowicie przez 2 godziny 11 min. wiecie? niesamowicie...
So tell me when it's not alright
When it's not OK
Will you try to make me feel better?
Will you say alright?
Will you say OK?
Will you stick with me through whatever?
Or run away
wtorek, 17 sierpnia 2010
aż rok.
Dziękuję ci, żeś mi tyle dało, życie,
Że oczy codziennie otwieram o świcie
I mogę rozpoznać, co czarne, co białe,
I sięgam też nimi pod nieba powałę,
I ukochanego wypatruję skrycie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle:
Mych pierwszych czytanek odległe dziś chwile
I słowa, którymi opisać mi łatwo
Najbliższych mi ludzi, i jeszcze to światło,
Co świeci dla tego, z kim jest mi najmilej.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Odgłosów i dźwięków filharmonię całą:
Od świtu do zmierzchu kanarków i świerszczy,
Silników i fabryk, i wiatru, i deszczu,
I głosu miłego barwę doskonałą.
Dziękuję ci, żeś mi dało tyle, życie,
Tę pierś, w której czuję serca mocne bicie,
Gdy patrzę na dzieła umysłu ludzkiego,
Gdy patrzę na dobro, od zła tak daleko,
Gdy patrzę na moje w oczach twych odbicie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Wędrówką bez końca umęczone ciało –
Szłam przecież piechotą przez miasta, kałuże,
Pustynie i plaże, równiny i wzgórza,
Aż doszłam do ciebie i jeszcze mi mało.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle,
Radosne momenty i smutne też chwile,
W ten sposób odróżniam nieszczęście i szczęście,
Materie dwie, z których utkałam swe wiersze,
Rozpoznacie w których i swe własne wiersze,
Dzięki temu, życie, żeś mi dało tyle.
Dziękuję Ci ŻYCIE - za życie. 17.08.2009 - 17.08. 2010
Że oczy codziennie otwieram o świcie
I mogę rozpoznać, co czarne, co białe,
I sięgam też nimi pod nieba powałę,
I ukochanego wypatruję skrycie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle:
Mych pierwszych czytanek odległe dziś chwile
I słowa, którymi opisać mi łatwo
Najbliższych mi ludzi, i jeszcze to światło,
Co świeci dla tego, z kim jest mi najmilej.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Odgłosów i dźwięków filharmonię całą:
Od świtu do zmierzchu kanarków i świerszczy,
Silników i fabryk, i wiatru, i deszczu,
I głosu miłego barwę doskonałą.
Dziękuję ci, żeś mi dało tyle, życie,
Tę pierś, w której czuję serca mocne bicie,
Gdy patrzę na dzieła umysłu ludzkiego,
Gdy patrzę na dobro, od zła tak daleko,
Gdy patrzę na moje w oczach twych odbicie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Wędrówką bez końca umęczone ciało –
Szłam przecież piechotą przez miasta, kałuże,
Pustynie i plaże, równiny i wzgórza,
Aż doszłam do ciebie i jeszcze mi mało.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle,
Radosne momenty i smutne też chwile,
W ten sposób odróżniam nieszczęście i szczęście,
Materie dwie, z których utkałam swe wiersze,
Rozpoznacie w których i swe własne wiersze,
Dzięki temu, życie, żeś mi dało tyle.
Dziękuję Ci ŻYCIE - za życie. 17.08.2009 - 17.08. 2010
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
prawdziwe iniewiemnic.
nie wiem. nie mam pojęcia. moje wewnętrzne ja milczy. czy coś sobie wymyśliłam? chce w góry...
czwartek, 12 sierpnia 2010
zacznij dziś, bo jutro wszystko może się zdarzyć.
`zaczynam nowe życie
daruje wszystkie długi
chcę pokochać to czego nie da się polubić
dziesięć tysięcy milionów pomysłów na 7 i pół minuty. po rozmowie z mam muszę się poważnie zastanowić. tam gdzie inni widzą szansę, ja widzę tylko pogorzelisko. czasami depresja idzie w parze z rozpieszczeniem. bynajmniej nie cierpię na to pierwsze, natomiast drugie jest całkiem prawdopodobne - przynajmniej inni tak twierdzą. leci man in the mirror. konwersacja z mam uświadomiła mi, że rzuciłam w kąt kredki, które tak bardzo kochałam. zrobiłam to, w imię egzystencjalnych wywodów i tym podobnych pierdół. nie sprawi to, że nie zostanę kolejnym mickiewiczem, choć gdybym zażywała tak wielką ilość napojów wysoko-procentowych, też bym pisała trzynastozgłoskowcem - nie grozi mi to na razie. ale mam ochotę na easy - going wejście pana dragona.
jeszcze 6 dni. jeszcze 8 godzin do weekendu. jeszcze tak daleko do wieczności.
uśmiechem na twarzy pokonam przeciwności
nic nie będę dłużna oprócz miłości
daruje wszystkie długi
chcę pokochać to czego nie da się polubić
dziesięć tysięcy milionów pomysłów na 7 i pół minuty. po rozmowie z mam muszę się poważnie zastanowić. tam gdzie inni widzą szansę, ja widzę tylko pogorzelisko. czasami depresja idzie w parze z rozpieszczeniem. bynajmniej nie cierpię na to pierwsze, natomiast drugie jest całkiem prawdopodobne - przynajmniej inni tak twierdzą. leci man in the mirror. konwersacja z mam uświadomiła mi, że rzuciłam w kąt kredki, które tak bardzo kochałam. zrobiłam to, w imię egzystencjalnych wywodów i tym podobnych pierdół. nie sprawi to, że nie zostanę kolejnym mickiewiczem, choć gdybym zażywała tak wielką ilość napojów wysoko-procentowych, też bym pisała trzynastozgłoskowcem - nie grozi mi to na razie. ale mam ochotę na easy - going wejście pana dragona.
jeszcze 6 dni. jeszcze 8 godzin do weekendu. jeszcze tak daleko do wieczności.
uśmiechem na twarzy pokonam przeciwności
nic nie będę dłużna oprócz miłości
wtorek, 10 sierpnia 2010
w chwili niemocy.
`słowem jak prostak uderzam Cie w twarz,
nie jednym gestem niszczę, co mam.
W głębi serca jest mi wstyd..
dziś doszliśmy do czerwonego serduszka każdego szczęśliwego pracownika. powiem - nie jest źle, ale wyciągam wnioski i może jutro rozegram to inaczej.. i nie tylko to. zaczyna mnie drażnić cała śpiewka w związku ze zbywania mojej persony, ale podobno jeszcze nie było takiego przypadku, żeby jajko pouczało kurę [ a jak się znalazł takie, i dam sobie rękę uciąć, że szybko się zbiło i to z wielką gracją]. do wczoraj jeszcze inaczej zamierzałam, ale rozgoryczenie czasami tak nas psuję od wewnątrz. nie wyję - już to zrobiłam. uszło powietrza, ale nie było jak w reklamie powerade - padłeś? powstań! wyrocznia XXI wieku czyli tymbark na fb jasno się określił. a 'ić' - pomyślałam w pierwszej chwili. ale, potem "a może to nie głupi pomysł - ale jak to zrobić?" jak zacząć wszystko od nowa mając inne projekcje i plany które diabli wzięli.. mało optymistycznie podejście: to efekt powyżej opisanego syfu, panującego na 11 piętrze sławnego już apartamentowca. i nie powiem: takie życie, bo łatwo zgonić na Bóg wie kogo. a że to moja wina, też nie przyznam -jeszcze nie. niech skruszeje. aaa z pozytywów: dzięki 'loży szyderców, czyli najlepszego rzędu na 11 czyt. pracownicy drugiej kategorii za Rogera, ale, chusteczkę i pięciominutówkę. było miło. na 'villovo' dopiero w piątek, ale praca jest, trzeba posprzątać na przyjazd młodych no i robić robić i jeszcze raz robić. jeszcze wyprowadziło mnie pewne pismo z banku, ale tak to jest, kiedy chce się mieć premię - skądś to znam.
jak to jest, kiedy nie rozumiesz dlaczego stoisz na krze lodu, dryfującym po oceanie, w temperaturze wody 19 stopni, a lód nie pęka. nie tyle od ciepłej wody, co ciężaru twojej chociażby nabitej głowy. nie rozumiesz w momencie, gdy zawiodłaś się na tych dwóch ważnych. jednej, że chyba ma cię w głębokim poważaniu, jak to się mówiło dawniej zwyczajnie na tylną część ciała, a druga jest dalej niż gwiazdy. obie Ci ważne osoby, obie podobno zatroskane o twój los. podobno, bo mam astygmatyzm i straciłam w tym wszystkim ostrość. sami rozumiecie. o ile nie można przytulić kogoś wirtualnie, tak można zmysłowo całować po powiekach.
tylko, że ja co nocy czekam i nawet wiatr zza okna nie muśnie mnie w twarz.
chce weekendu!
`do końca ręka w rękę
aż do nieba bram.
nie jednym gestem niszczę, co mam.
W głębi serca jest mi wstyd..
dziś doszliśmy do czerwonego serduszka każdego szczęśliwego pracownika. powiem - nie jest źle, ale wyciągam wnioski i może jutro rozegram to inaczej.. i nie tylko to. zaczyna mnie drażnić cała śpiewka w związku ze zbywania mojej persony, ale podobno jeszcze nie było takiego przypadku, żeby jajko pouczało kurę [ a jak się znalazł takie, i dam sobie rękę uciąć, że szybko się zbiło i to z wielką gracją]. do wczoraj jeszcze inaczej zamierzałam, ale rozgoryczenie czasami tak nas psuję od wewnątrz. nie wyję - już to zrobiłam. uszło powietrza, ale nie było jak w reklamie powerade - padłeś? powstań! wyrocznia XXI wieku czyli tymbark na fb jasno się określił. a 'ić' - pomyślałam w pierwszej chwili. ale, potem "a może to nie głupi pomysł - ale jak to zrobić?" jak zacząć wszystko od nowa mając inne projekcje i plany które diabli wzięli.. mało optymistycznie podejście: to efekt powyżej opisanego syfu, panującego na 11 piętrze sławnego już apartamentowca. i nie powiem: takie życie, bo łatwo zgonić na Bóg wie kogo. a że to moja wina, też nie przyznam -jeszcze nie. niech skruszeje. aaa z pozytywów: dzięki 'loży szyderców, czyli najlepszego rzędu na 11 czyt. pracownicy drugiej kategorii za Rogera, ale, chusteczkę i pięciominutówkę. było miło. na 'villovo' dopiero w piątek, ale praca jest, trzeba posprzątać na przyjazd młodych no i robić robić i jeszcze raz robić. jeszcze wyprowadziło mnie pewne pismo z banku, ale tak to jest, kiedy chce się mieć premię - skądś to znam.
jak to jest, kiedy nie rozumiesz dlaczego stoisz na krze lodu, dryfującym po oceanie, w temperaturze wody 19 stopni, a lód nie pęka. nie tyle od ciepłej wody, co ciężaru twojej chociażby nabitej głowy. nie rozumiesz w momencie, gdy zawiodłaś się na tych dwóch ważnych. jednej, że chyba ma cię w głębokim poważaniu, jak to się mówiło dawniej zwyczajnie na tylną część ciała, a druga jest dalej niż gwiazdy. obie Ci ważne osoby, obie podobno zatroskane o twój los. podobno, bo mam astygmatyzm i straciłam w tym wszystkim ostrość. sami rozumiecie. o ile nie można przytulić kogoś wirtualnie, tak można zmysłowo całować po powiekach.
tylko, że ja co nocy czekam i nawet wiatr zza okna nie muśnie mnie w twarz.
chce weekendu!
`do końca ręka w rękę
aż do nieba bram.
sobota, 7 sierpnia 2010
jestem no sobą.
dzisiaj było dużo mądrze : usłyszane, przeczytanie, znowu usłyszane i trochę mówione. można powiedzieć, że przez chwilę poczułam trochę namiastki dawnego życia - mowa o siedzeniu do 3 nad ranem. pierwszy raz od dwa miesięcy mogłam sobie na to pozwolić. jestem jaka... no sobą.
ale nie czytałam książki. w ogóle.
ale nie czytałam książki. w ogóle.
piątek, 6 sierpnia 2010
to tylko chwila.
`To tylko kilka gorzkich łez,
Koszmarny sen,
Za chwilę znowu wstanie dzień.
To tylko kilka gorzkich łez,
Sam przecież wiesz,
Tak w życiu czasem zdarza się.
co mądrego można napisać z nocy z piątku na sobotę? może nie warto psuć ciszy. tydzień przeżyty - nie ważne jak ważne że. kilka dziwnych obrazków i zaskakujących faktów sprawiło tylko, że poczułam krew w żyłach. nie przeraziło mnie - z pewnością nie. w ostatnim czasie zahartowałam organizm, ale utwierdza mnie to wszystko w przekonaniu, że na prawdę wszystko się zmienia - czy odnajdę się w moimi świecie, który zmienił się w wielu aspektach? czy odnajdę się w spojrzeniach innych, w kurzu szafek i parapetów, a w ostateczności będę kimś kim nie jestem.
..za chwilę znowu wstanie dzień.
Koszmarny sen,
Za chwilę znowu wstanie dzień.
To tylko kilka gorzkich łez,
Sam przecież wiesz,
Tak w życiu czasem zdarza się.
co mądrego można napisać z nocy z piątku na sobotę? może nie warto psuć ciszy. tydzień przeżyty - nie ważne jak ważne że. kilka dziwnych obrazków i zaskakujących faktów sprawiło tylko, że poczułam krew w żyłach. nie przeraziło mnie - z pewnością nie. w ostatnim czasie zahartowałam organizm, ale utwierdza mnie to wszystko w przekonaniu, że na prawdę wszystko się zmienia - czy odnajdę się w moimi świecie, który zmienił się w wielu aspektach? czy odnajdę się w spojrzeniach innych, w kurzu szafek i parapetów, a w ostateczności będę kimś kim nie jestem.
..za chwilę znowu wstanie dzień.
czwartek, 5 sierpnia 2010
wylansować?
nigdy nie pomyślałam, że tak będę wyczekiwać weekendu. nawet lepsza strona pracy dała się we znaki i wywołała we mnie odruchy wymiotne. ale co - świstek na kolejne dwa tygodnie podpisany? podpisany. razem z 'optymistką' dostałyśmy ten zaszczyt obcowania wciąż na jedenastym piętrze, tylko, że ona wyczyściła biurko z kurzu, przykleiła obrazki, kupiła podkładkę pod mysz, zostawiła karteczki i zakreślacz w piórniku, kubek, aniołka i całą resztę. u mnie nadal syf na biurku, pudełko po kawie admirałowej, którego nie mam czasu wyrzucić i nabity na plastikowy widelec łepek żółtego tulipana - efekt nudy. nie wiem - nie zadamawiam się tak szybko. czas pokaże.
powinnam truchtać jutro z innymi. tak potruchtam, ale do pracy. wszystkim życzę wytrwałości, uśmiechu, dobrej zabawy, trochę zadumy i refleksji nad swoim życiem, nowych znajomości, a zarazem odświeżenia starych. ładnej pogody, życzliwości tych których spotkają, dużo tańca, śpiewu, pogodnych - 13 satysfakcji, radości z dojścia oraz pokoju serca.
p.s. idziemy z postępem. na prawdę. ale czy ktoś mi wyjaśni co znaczy 'wylansować'?
powinnam truchtać jutro z innymi. tak potruchtam, ale do pracy. wszystkim życzę wytrwałości, uśmiechu, dobrej zabawy, trochę zadumy i refleksji nad swoim życiem, nowych znajomości, a zarazem odświeżenia starych. ładnej pogody, życzliwości tych których spotkają, dużo tańca, śpiewu, pogodnych - 13 satysfakcji, radości z dojścia oraz pokoju serca.
p.s. idziemy z postępem. na prawdę. ale czy ktoś mi wyjaśni co znaczy 'wylansować'?
wtorek, 3 sierpnia 2010
nocna strona życia m.
`Pod niebem pełnym cudów
nieruchomieję z nudów
właśnie pod takim niebem
wciąż nie wiem czego nie wiem.
światło z kolejnym świtem
ciągle nazywam życiem
które spokojnie toczy
swą nieuchronność nocy.
właściwie to nie mam czasu na nudę. jest tyle do zrobienia a jeszcze 15 dni. czas nas goni, ale możemy być szybsi- o tyle jesteśmy bogatsi. od nas zależy, jak rozegramy pewne kwestie. a jednak pod tym niebem, nie wiem jeszcze czego nie wiem, a powinnam wiedzieć. tak - życie, zaczyna się o świcie, a dokładnie o 6:30. w moim przypadkiem i to podkreślam z uśmiechem na twarzy - nieuchronność nocy jest kwintesencją świtu, który mnie do niej prowadzi.
tak poza tym to ona jest troszeczkę za gruba. ale może on takie lubi - o gustach się nie dyskutuje.
moje 48 kg mogło by popsuć scenerię. dobrej nocy.
`ten błękit snów i pragnień
niejeden z nas odnajdzie
a niechby zaszedł za daleko
pewnie zostanie tam
pewnie zostanie sam
nieruchomieję z nudów
właśnie pod takim niebem
wciąż nie wiem czego nie wiem.
światło z kolejnym świtem
ciągle nazywam życiem
które spokojnie toczy
swą nieuchronność nocy.
właściwie to nie mam czasu na nudę. jest tyle do zrobienia a jeszcze 15 dni. czas nas goni, ale możemy być szybsi- o tyle jesteśmy bogatsi. od nas zależy, jak rozegramy pewne kwestie. a jednak pod tym niebem, nie wiem jeszcze czego nie wiem, a powinnam wiedzieć. tak - życie, zaczyna się o świcie, a dokładnie o 6:30. w moim przypadkiem i to podkreślam z uśmiechem na twarzy - nieuchronność nocy jest kwintesencją świtu, który mnie do niej prowadzi.
tak poza tym to ona jest troszeczkę za gruba. ale może on takie lubi - o gustach się nie dyskutuje.
moje 48 kg mogło by popsuć scenerię. dobrej nocy.
`ten błękit snów i pragnień
niejeden z nas odnajdzie
a niechby zaszedł za daleko
pewnie zostanie tam
pewnie zostanie sam
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
w - akcje
jakoś tak pusto, cicho i ponuro. pociesza mnie żółta kartka z własnoręcznie wykonanym kalendarzem, na którym skreślam kolorem zielonym [bo zielony, to kolor nadziei, jak powiadał swego czasu prof. doktor R.] dni do 19, w którym uda mi się wyrwać do domu, do moich górali ś. niebieskim zaznaczam dni na 'villowie' a w czerwonym serduszkiem zaznaczyłam dziesiątego, czyli radosny dzień pracującego człowieka. nie mam czasu, żeby porządnie zjeść, mam masakrycznie dużo zadań na 'villowo' - może to i lepiej, bo szybciej płynie czas. na jedenastym piętrze naszego apartamentowca, jakby trochę ciszej i spokojniej, ale syf jak był tak jest. pozytyw, że ktoś przyniósł ergleya do picia. oby przeżyć do piątku.
cudny zapach gór tatrzańskich dobiegł mnie o godzinie 20:13, a może bardziej gwar krupówkowej ulicy - ale to też dobre. trochę zazdroszczę, ale prawdą jest, że mamy takie wakacje, na jakie zapracujemy, a że ja mam takie jakie mam.. ale już niedługo chwila wytchnienia.
i tak wole góry świętokrzyskie.
[dziś bez wiersza - nie mam siły.]
cudny zapach gór tatrzańskich dobiegł mnie o godzinie 20:13, a może bardziej gwar krupówkowej ulicy - ale to też dobre. trochę zazdroszczę, ale prawdą jest, że mamy takie wakacje, na jakie zapracujemy, a że ja mam takie jakie mam.. ale już niedługo chwila wytchnienia.
i tak wole góry świętokrzyskie.
[dziś bez wiersza - nie mam siły.]
sobota, 31 lipca 2010
tell me.
`In my dreams I'm dying all the time
Then I wake its kaleidoscopic mind
I never meant to hurt you
I never meant to lie
So this is goodbye
This is goodbye
Tell the truth, you never wanted me
Tell me...
In my dreams I'm jealous all the time
When I wake I'm going out of my mind
Going out of my mind....
i kolejna noc, optymistyczna, bo w uszach moby, z tekstem który wpisuję się idealnie w dzisiejszy senny epizod. tradycyjnie inna sobota. udałam się na 'villowo' i mam zadań od groma, ale jak to powiedziałam An:'królowa jest tylko jedna...'. Z w.G. natomiast trywialne dywagację na temat: życia ogólnie, harmonii międzyludzkiej, ogarnięcia [powiało o zgrozo]. ze spokojem osiągniemy taki czy inny cel, po prostu my się różnimy: G lubi chodzić, mnie kręci osiągnięcie celu - bez zbędnej ekstazy związanej z przygodami po drodze. to czyni nas różnymi i bardzo dobrze. warto konfrontować myśli - jedyny pożytek z tego, że się wygadasz. nie jest prostą rzeczą pogodzić z sobą dystans, cierpliwość, a raczej powinnam napisać czas związany z dystansem + ogarnięciem. wiem trochę to skomplikowane, dla mnie samej trudne i niepojęte. czekać? - a i owszem. walnąć pięścią w stół? -nie nie, to takie dziecinne. jedno wiem na pewno - słowo friends ma dla mnie moc tak wielką, jak stąd do wieczności.
oddech.jeden.drugi.brak trzeciego. sucho i gorzko w ustach. z dziurawą kieszenią, lecz pełną jeszcze głową pomysłów na bój idę z samą ja. tą ja tutejszą. łażę i snuję się po pokoju, na próżno szukając siebie po kątach. pozamiatam jeszcze trochę - dobrze? jeśli niczego nie znajdę, to chociaż będę mieć satysfakcję z szukania.
w głowie melodia klawiszy, zapach morza, doznanie wiatru oceanicznego i jego ramion, w których osłaniam się przed spadającym, zimnym i niechcianym deszczem. trzyma mnie mocno, abym w przypływie bezsilności nie spróbowała zdezerterować, nawet więcej - nawet nie pomyślała o ucieczce. liczy się jego zapach koszuli i melodia księżycowa - to był cudowny sen. ale już dzisiaj nie ma szans na powtórkę.
a jednak mam nadzieję, że znów przyjdzie mnie osłonić. z tą myślą po powiekami zaczynam czekać tej nocy.
Then I wake its kaleidoscopic mind
I never meant to hurt you
I never meant to lie
So this is goodbye
This is goodbye
Tell the truth, you never wanted me
Tell me...
In my dreams I'm jealous all the time
When I wake I'm going out of my mind
Going out of my mind....
i kolejna noc, optymistyczna, bo w uszach moby, z tekstem który wpisuję się idealnie w dzisiejszy senny epizod. tradycyjnie inna sobota. udałam się na 'villowo' i mam zadań od groma, ale jak to powiedziałam An:'królowa jest tylko jedna...'. Z w.G. natomiast trywialne dywagację na temat: życia ogólnie, harmonii międzyludzkiej, ogarnięcia [powiało o zgrozo]. ze spokojem osiągniemy taki czy inny cel, po prostu my się różnimy: G lubi chodzić, mnie kręci osiągnięcie celu - bez zbędnej ekstazy związanej z przygodami po drodze. to czyni nas różnymi i bardzo dobrze. warto konfrontować myśli - jedyny pożytek z tego, że się wygadasz. nie jest prostą rzeczą pogodzić z sobą dystans, cierpliwość, a raczej powinnam napisać czas związany z dystansem + ogarnięciem. wiem trochę to skomplikowane, dla mnie samej trudne i niepojęte. czekać? - a i owszem. walnąć pięścią w stół? -nie nie, to takie dziecinne. jedno wiem na pewno - słowo friends ma dla mnie moc tak wielką, jak stąd do wieczności.
oddech.jeden.drugi.brak trzeciego. sucho i gorzko w ustach. z dziurawą kieszenią, lecz pełną jeszcze głową pomysłów na bój idę z samą ja. tą ja tutejszą. łażę i snuję się po pokoju, na próżno szukając siebie po kątach. pozamiatam jeszcze trochę - dobrze? jeśli niczego nie znajdę, to chociaż będę mieć satysfakcję z szukania.
w głowie melodia klawiszy, zapach morza, doznanie wiatru oceanicznego i jego ramion, w których osłaniam się przed spadającym, zimnym i niechcianym deszczem. trzyma mnie mocno, abym w przypływie bezsilności nie spróbowała zdezerterować, nawet więcej - nawet nie pomyślała o ucieczce. liczy się jego zapach koszuli i melodia księżycowa - to był cudowny sen. ale już dzisiaj nie ma szans na powtórkę.
a jednak mam nadzieję, że znów przyjdzie mnie osłonić. z tą myślą po powiekami zaczynam czekać tej nocy.
piątek, 30 lipca 2010
coś na ząb.
po tygodniu pełnym wrażeń, nadchodzi tydzień jeszcze bardziej ciekawszy, z którym trzeba się zmierzyć. ale dziś piątek, jeszcze jest go chwilkę. pewne decyzję powinny się znaleźć na płaszczyźnie z ich realizacją. ja tym czasem prześpię się z tematem.
mam napisała ze jutro też jest dzień. no jest - i trzeba to wykorzystać.
'And if somebody's going to make it
then this somebody ought to be you
And I keep telling my reflection
Ambitions are already starting to fade'
mam napisała ze jutro też jest dzień. no jest - i trzeba to wykorzystać.
'And if somebody's going to make it
then this somebody ought to be you
And I keep telling my reflection
Ambitions are already starting to fade'
środa, 28 lipca 2010
adieu.
`Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
Czy po pustyni błądzisz znów,
Rozmawiasz z echem pośród skał?
Czy tam, gdzie świeci złoty wóz
Oglądasz Ziemię w swoich snach,
Gdzie pozostała z tamtych dni
Niby wspomnienie bajka ta.
dziś odeszła, śpiewała bajecznie o sprawach niebanalnych. pozostawiła po sobie kilka zdartych płyt i emocje które nadal wywołują rumieńce na twarzy mej mamy [ na mojej zresztą też]. będę pamiętać kołysankę o Małym Księciu i energiczne "trzynastego" i pierwsze karaoke w podstawówce z piosenką "nie bądź taki szybki bill". jeśli Bóg sprawi tak, że kiedyś będę mieć rodzinę, z pewnością jej piosenki będą wpisane w zestaw "małego usypiacza". Kasia Sobczyk 1945-2010.
przegadana środa za nami. popołudniowy deszcz zrosił nie tyle liście drzew, ale i serca mieszkańców tego zawojowanego miasta. moje z lekka ostudził, choć milion innych spraw dnia dzisiejszego, na nowo spowodowały chaos. jak zwykle bałam się, że nie dotrę na 'villowo' i nie skończę pracy domowej na dziś. chaos razy trzy. nie krzyczałam na siebie przed lustrem, bo mnie nie kręcą takie duperele, ale pomyślałam "weź się proszę w garść - w tą dżdżystą środę. zakasałam rękawy i ruszyłam do boju - efekt: przynajmniej nie spóźniłam się na autobus.
brat pozdrawia a pies się patrzy. dobranoc.
Odszedłeś z mej książeczki kart.
Czy po pustyni błądzisz znów,
Rozmawiasz z echem pośród skał?
Czy tam, gdzie świeci złoty wóz
Oglądasz Ziemię w swoich snach,
Gdzie pozostała z tamtych dni
Niby wspomnienie bajka ta.
dziś odeszła, śpiewała bajecznie o sprawach niebanalnych. pozostawiła po sobie kilka zdartych płyt i emocje które nadal wywołują rumieńce na twarzy mej mamy [ na mojej zresztą też]. będę pamiętać kołysankę o Małym Księciu i energiczne "trzynastego" i pierwsze karaoke w podstawówce z piosenką "nie bądź taki szybki bill". jeśli Bóg sprawi tak, że kiedyś będę mieć rodzinę, z pewnością jej piosenki będą wpisane w zestaw "małego usypiacza". Kasia Sobczyk 1945-2010.
przegadana środa za nami. popołudniowy deszcz zrosił nie tyle liście drzew, ale i serca mieszkańców tego zawojowanego miasta. moje z lekka ostudził, choć milion innych spraw dnia dzisiejszego, na nowo spowodowały chaos. jak zwykle bałam się, że nie dotrę na 'villowo' i nie skończę pracy domowej na dziś. chaos razy trzy. nie krzyczałam na siebie przed lustrem, bo mnie nie kręcą takie duperele, ale pomyślałam "weź się proszę w garść - w tą dżdżystą środę. zakasałam rękawy i ruszyłam do boju - efekt: przynajmniej nie spóźniłam się na autobus.
brat pozdrawia a pies się patrzy. dobranoc.
wtorek, 27 lipca 2010
pamiętnik starszego subiekta.
WSTĘP - od autora
pełna życia, powściągliwie szalona, lekko ekscentryczna, niesamowicie silna w swej wrażliwości, urokliwa... Muza. mieszka w płatkach róż w swoim pokoju, w każdym elemencie jej pamiątkowego regału, w tapecie z kwiatuszkami, w księżycu, w którym przegląda się każdej nocy siedząc na parapecie. jej spokojem książka, jej azylem muzyka, jej zapomnieniem artyzm. w swoim roztargnieniu mocno odpowiedzialna. czasem krzyczy, ale tylko w momencie, kiedy problemy z wyrażaniem miała Sztuka. szuka siebie? nie. po prostu staje nad brzegiem morza i daje sobie dużo czasu, aż fale wód wyrzucą najpiękniejszą muszlę. czeka - bo wie, że kiedyś znajdzie ją, i już na zawsze będzie mogła tańczyć w takt melodii szumu. tak samo i ja - daje czas nam, aby po woli odkrywać, co w jej duszy gra.
cdn.
pełna życia, powściągliwie szalona, lekko ekscentryczna, niesamowicie silna w swej wrażliwości, urokliwa... Muza. mieszka w płatkach róż w swoim pokoju, w każdym elemencie jej pamiątkowego regału, w tapecie z kwiatuszkami, w księżycu, w którym przegląda się każdej nocy siedząc na parapecie. jej spokojem książka, jej azylem muzyka, jej zapomnieniem artyzm. w swoim roztargnieniu mocno odpowiedzialna. czasem krzyczy, ale tylko w momencie, kiedy problemy z wyrażaniem miała Sztuka. szuka siebie? nie. po prostu staje nad brzegiem morza i daje sobie dużo czasu, aż fale wód wyrzucą najpiękniejszą muszlę. czeka - bo wie, że kiedyś znajdzie ją, i już na zawsze będzie mogła tańczyć w takt melodii szumu. tak samo i ja - daje czas nam, aby po woli odkrywać, co w jej duszy gra.
cdn.
poniedziałek, 26 lipca 2010
cześć - tu numer 4.3.6
wraz ze zbiegiem okoliczności, po uszy tkwię w świecie liczb - w dosłownym tego słowa znaczeniu. bez żadnych dywagacji, wcale nie mam zamiaru porównywać życia do funkcji, która raz przyjmuje wartości dodatnie, raz jest malejąca, do funkcji wraz z jej dziedziną, przeciwdziedziną itp. [nawet z ujemną deltą.] faktem jest jednak to, że życie i matematyka prędzej czy później spotykają się na płaszczyźnie zwanej logiką. pewne twarde, jak mur fakty dowodzą, że logiczne myślenie nie jest moją mocną stroną, co również przekłada się w praktyce. okazuję się przeto,że przy pomocy królowej nauk, jak po nitce do kłębka dochodzimy do sensu życia. ale to kwestia pracowitości, żmudnych ćwiczeń, drobiazgowości oraz wytrwałości. [to takie egzystencjalne wywody po 4h z trójmianem kw.]
poranny hałas tramwajów, przerwał błogą, od dawna przespaną spokojnie noc. spadam niczym kot na cztery łapy i zaczynam cotygodniową walkę z cennym czasem mierzonym w dobach. odkrycia przeprowadzone z ośmiu godzin wyciągniętych mi w każdy dzień od poniedziałku do piątku, stwierdzam, że miło się patrzy na ludzi, którzy lubią swoją prace. fantastycznie też ściga się z autobusem, który przyjeżdża o 22:45, a ty jesteś na przystanku o 22:18. efekt - na przystanku, pod domem czas - 22:27 + wypieki na policzkach.
poniedziałki zawsze są trudne, dziś nie było wyjątku.
tylko noc dzieli mnie od wtorku, albo aż.
`a second, a minute, and hour, a day goes by.
p.s. `a mnie i tak bardziej rajcują litery.
poranny hałas tramwajów, przerwał błogą, od dawna przespaną spokojnie noc. spadam niczym kot na cztery łapy i zaczynam cotygodniową walkę z cennym czasem mierzonym w dobach. odkrycia przeprowadzone z ośmiu godzin wyciągniętych mi w każdy dzień od poniedziałku do piątku, stwierdzam, że miło się patrzy na ludzi, którzy lubią swoją prace. fantastycznie też ściga się z autobusem, który przyjeżdża o 22:45, a ty jesteś na przystanku o 22:18. efekt - na przystanku, pod domem czas - 22:27 + wypieki na policzkach.
poniedziałki zawsze są trudne, dziś nie było wyjątku.
tylko noc dzieli mnie od wtorku, albo aż.
`a second, a minute, and hour, a day goes by.
p.s. `a mnie i tak bardziej rajcują litery.
niedziela, 25 lipca 2010
dwudziestego piątego lipca
`Przyjaciela mam, co pociesza mnie,
gdy o Jego ramię oprę się.
W Nim nadzieję mam, uleciał strach.
Nienostalgicznie zacznę post z dużej litery - godzina 21:58, choć czas pokazuje pacyficzny. każdy z nas dzień przepełniony jest marzeniami. podobno najważniejsza jest teraźniejszość, jak to mawia Wilson z doktora house a. trudno się z nim nie zgodzić, bo tak jest, że dużo zależy od tu i teraz. `warto powalczyć o porządek w swoim życiu, bo każdy z nas dziś buduje swoją przyszłość [ a to już szymkowiak].
wiele dzisiejszych chwil mnie zachwyciło, wiele mnie wzruszyło - wiele zapamiętam. słowa są tak piękne, tak różne, tak na różny sposób wypowiadane, tak z różnych miejsc, miast, wysokości. każdy dał coś innego, każdy ubrał życzliwość w inne słowa- lecz najważniejsze jest to, że wszystko to pochodzi z serca. dziś usłyszałam, że takie dni, jak dzisiejszy pokazuje nam naszą wyjątkowość- a ja powiem, że pokazuje, jak piękna może być przyjaźń, i bardziej niż moją wyjątkowość pokazuję wyjątkowość tych, którzy pamiętali. potencjał innych, który ostatnio tak mi się tu zamazał, powraca, niczym zapach herbacianych róż. w głowach ciągle wirują słowa: marzenia, droga, realizacja, odwaga, jeszcze raz marzenia, dużo miłości . wyjątkowość tego, co wypowiadamy nabiera ciężkości w momencie, gdy przyjmujemy to bez żadnego rozkładania na czynniki pierwsze - więc dzisiejsza noc powinna być spokojna.
popołudniowe porównania ściągnęły mnie na ziemię oraz uświadomiły, że piękno, leży w szumie rzeki i w starych schodach z niezgrabionymi liśćmi [choć jest środek lata] i paczką po wypalonych papierosach. dotychczas uważałam, że to rynkowe kamieniczki mają swój urok - dziś doszłam do wniosku, że pachną tylko potrawami z menu powstałych w nich restauracjach. jedynie, co ratowało inscenizację rynkową, to stukot obcasów o kamieniste dróżki, choć i ten wydawał się niejako wysublimowany - kwestia słuchu. sesja zdjęciowa wyszła równie pomyślnie, jak spostrzeżenia - dzisiaj, to jednak ja dorwałam się do sprzętu, i nieudolnie udało mi się zrobić kilka ostrych ujęć - w większości jednak nadają się do poprawki. sama trochę też pozowałam, choć usłyszałam, że znów prezentuję minę kota nananana na deszczu. tak już wyglądam, a poza tym nie mam ochoty patrzeć na swoje oblicze - choć zdjęcia wyszły naprawdę profesjonalnie. na szczęście nie skończy się to wrzuceniem dzieł na naszą szkołę i fb. radosną twórczość wkleja się do zeszytu albo chowa do zielonego pudła na skarby - powiało tajemnicą.
jeszcze coś z rzeczy które mnie dziś urzekły:
`Życie poznaje się żyjąc- pisała Maria Dąbrowska.
Żyjąc znaczy: szukając prawdy, kochając,
będąc szczęśliwym, milcząc..
W codzienności jest ukryte to piękno,
do którego odkrywania jesteś zaproszona.
Niech towarzyszy Ci odwaga i przeświadczenie,
że to, co odkrywasz, należy ubogacić sobą.
Należysz do życia, a nie tylko coś od niego ci się należy.
Niech zatem kieruje Cię ono ku innym..
16:05:41
Żyjąc, szukając, będąc odkrywasz siebie..
Szanuj granice Twoich możliwości,
ale nie lękaj się wyzwań.
Wypełniając nimi teraźniejszość,
zbudujesz most ku przyszłości..
16:06:56
cdn..
kolejna noc. zasypiam spokojnie i chcę, nie przegadać, tego, co dziś usłyszałam- powiem tylko słowo, które odda wszystko, co czuję - z jego wielkością i pięknem: dziękuję.
p.s grazie za życzenia o pokój w sercu - bo takie też było.
gdy o Jego ramię oprę się.
W Nim nadzieję mam, uleciał strach.
Nienostalgicznie zacznę post z dużej litery - godzina 21:58, choć czas pokazuje pacyficzny. każdy z nas dzień przepełniony jest marzeniami. podobno najważniejsza jest teraźniejszość, jak to mawia Wilson z doktora house a. trudno się z nim nie zgodzić, bo tak jest, że dużo zależy od tu i teraz. `warto powalczyć o porządek w swoim życiu, bo każdy z nas dziś buduje swoją przyszłość [ a to już szymkowiak].
wiele dzisiejszych chwil mnie zachwyciło, wiele mnie wzruszyło - wiele zapamiętam. słowa są tak piękne, tak różne, tak na różny sposób wypowiadane, tak z różnych miejsc, miast, wysokości. każdy dał coś innego, każdy ubrał życzliwość w inne słowa- lecz najważniejsze jest to, że wszystko to pochodzi z serca. dziś usłyszałam, że takie dni, jak dzisiejszy pokazuje nam naszą wyjątkowość- a ja powiem, że pokazuje, jak piękna może być przyjaźń, i bardziej niż moją wyjątkowość pokazuję wyjątkowość tych, którzy pamiętali. potencjał innych, który ostatnio tak mi się tu zamazał, powraca, niczym zapach herbacianych róż. w głowach ciągle wirują słowa: marzenia, droga, realizacja, odwaga, jeszcze raz marzenia, dużo miłości . wyjątkowość tego, co wypowiadamy nabiera ciężkości w momencie, gdy przyjmujemy to bez żadnego rozkładania na czynniki pierwsze - więc dzisiejsza noc powinna być spokojna.
popołudniowe porównania ściągnęły mnie na ziemię oraz uświadomiły, że piękno, leży w szumie rzeki i w starych schodach z niezgrabionymi liśćmi [choć jest środek lata] i paczką po wypalonych papierosach. dotychczas uważałam, że to rynkowe kamieniczki mają swój urok - dziś doszłam do wniosku, że pachną tylko potrawami z menu powstałych w nich restauracjach. jedynie, co ratowało inscenizację rynkową, to stukot obcasów o kamieniste dróżki, choć i ten wydawał się niejako wysublimowany - kwestia słuchu. sesja zdjęciowa wyszła równie pomyślnie, jak spostrzeżenia - dzisiaj, to jednak ja dorwałam się do sprzętu, i nieudolnie udało mi się zrobić kilka ostrych ujęć - w większości jednak nadają się do poprawki. sama trochę też pozowałam, choć usłyszałam, że znów prezentuję minę kota nananana na deszczu. tak już wyglądam, a poza tym nie mam ochoty patrzeć na swoje oblicze - choć zdjęcia wyszły naprawdę profesjonalnie. na szczęście nie skończy się to wrzuceniem dzieł na naszą szkołę i fb. radosną twórczość wkleja się do zeszytu albo chowa do zielonego pudła na skarby - powiało tajemnicą.
jeszcze coś z rzeczy które mnie dziś urzekły:
`Życie poznaje się żyjąc- pisała Maria Dąbrowska.
Żyjąc znaczy: szukając prawdy, kochając,
będąc szczęśliwym, milcząc..
W codzienności jest ukryte to piękno,
do którego odkrywania jesteś zaproszona.
Niech towarzyszy Ci odwaga i przeświadczenie,
że to, co odkrywasz, należy ubogacić sobą.
Należysz do życia, a nie tylko coś od niego ci się należy.
Niech zatem kieruje Cię ono ku innym..
16:05:41
Żyjąc, szukając, będąc odkrywasz siebie..
Szanuj granice Twoich możliwości,
ale nie lękaj się wyzwań.
Wypełniając nimi teraźniejszość,
zbudujesz most ku przyszłości..
16:06:56
cdn..
kolejna noc. zasypiam spokojnie i chcę, nie przegadać, tego, co dziś usłyszałam- powiem tylko słowo, które odda wszystko, co czuję - z jego wielkością i pięknem: dziękuję.
p.s grazie za życzenia o pokój w sercu - bo takie też było.
sobota, 24 lipca 2010
w krainie niebytu - wspomnienia.
jakie piękne są wspomnienia. znajdujesz w nich ludzi ci bliskich, niesamowite sytuacje, zapach tamtych chwil coś tam jeszcze. i choć by się chciało wrócić do szkolnych ławek, życie toczy się dalej. przychodzi z nowymi niespodziankami, z nową gamą kolorów, dźwięków, zapachów, doznań, co i tak paradoksalnie za chwilę stanie się historią, a zarazem przeistoczy się we wspomnienia. już momencik, znów będziesz straszy, o jeden dzień, o jeden rok. wieczorne podsumowania z w. G.! uświadomiło mi wielkość wspomnień, siłę przyjaźni i magię egzaminów na studia. to ostatnie z dużą dozą uśmiechu, ale mało kto wie, że pedagogika specjalna to także umiejętność śpiewania piosenek. i także dowód, że pewne kierunki są rozwinięciem naszych pasji [w tym przypadku artyzmu G.]
podobno stanie w miejscu jest mało ambitne. ruszenie się z miejsca, z kolei wymaga odwagi. w moim przypadku nadal jest to kwestia pokoju serca. czy rok coś zmienia? to tylko życie. kolejna nieprzespana noc.
`I did not miss you much
I did not suffer
What did not kill me
Just made me tougher
podobno stanie w miejscu jest mało ambitne. ruszenie się z miejsca, z kolei wymaga odwagi. w moim przypadku nadal jest to kwestia pokoju serca. czy rok coś zmienia? to tylko życie. kolejna nieprzespana noc.
`I did not miss you much
I did not suffer
What did not kill me
Just made me tougher
piątek, 23 lipca 2010
coś z początku.
`Obserwuję zachodnie niebo
Słońce tonie
Gęsi odlatują na południe
To mnie wprawia w zamyślenie....
zapisz kolejną kartkę. popraw błędy- nie koniecznie te ortograficzne. Mów między wierszami tylko wtedy kiedy to konieczne. otaczasz się tłumem, a i tak czujesz, że jesteś samotny, ale szukaj pokoju w sercu. nie trzeba błądzić, żeby poznać jaki jest świat - nie trzeba wszystkiego próbować. nie błądź na siłę i nie szukaj dna aby się od niego odbić, bo znajdziesz jedynie trampolinę na której zaczniesz skakać. jesteś na powierzchni i nawet na drodze, tylko znajdź pokój w sercu.
dziurawa kieszeń, brak kolorowych kredek to bilans strat dzisiejszego dnia - a pozytywy? to, że z każdy dzień przynosi ci czystą kartkę, którą możesz zapisać ołówkiem, tak, że będzie ona kolorowa.
`It's time that I confess: I must have loved you
Słońce tonie
Gęsi odlatują na południe
To mnie wprawia w zamyślenie....
zapisz kolejną kartkę. popraw błędy- nie koniecznie te ortograficzne. Mów między wierszami tylko wtedy kiedy to konieczne. otaczasz się tłumem, a i tak czujesz, że jesteś samotny, ale szukaj pokoju w sercu. nie trzeba błądzić, żeby poznać jaki jest świat - nie trzeba wszystkiego próbować. nie błądź na siłę i nie szukaj dna aby się od niego odbić, bo znajdziesz jedynie trampolinę na której zaczniesz skakać. jesteś na powierzchni i nawet na drodze, tylko znajdź pokój w sercu.
dziurawa kieszeń, brak kolorowych kredek to bilans strat dzisiejszego dnia - a pozytywy? to, że z każdy dzień przynosi ci czystą kartkę, którą możesz zapisać ołówkiem, tak, że będzie ona kolorowa.
`It's time that I confess: I must have loved you
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)