poniedziałek, 13 września 2010

bajka o młodym koniu.

gnał, jak oszalały. młody był, bez żadnych doświadczeń. jedyną bronią były marzenia, orężem- wyimaginowany świat. zachwycał innych wokół siebie. nie robił zbyt dużo hałasu. jego siła, talent obroniły się same. zachwycał jego artyzm, odwaga, coś tam jeszcze. był małym koniem, który, tak bardzo chciał wybić się z nad ziemi. nie podnosił sobie poprzeczki - ale nie poddawał się i brał udział w zawodach.. pewnego dnia się sparzył. jego różowe niebo zamieniło się w szarugę. nie miał ochoty już biegać, skakać, fikać koziołki. zrobił z siebie istną "naszą szkapę".. oddalił się niesamowicie.. miał nowy wymyślony świat, ale o tyle bardziej niebezpieczny, że gdy schodził na ziemię, czuł jak krew uderza mu do głowy. bał się -tak jak gdyby nikt go nie doceniał, nikt nie lubił, nie zachwycał się, nie kochał. gdy postanowił rzucić to wszystko naglę znalazł, się w budynku, gdzie strasznie pachnie mydłem. usłyszał, że mimo, że oddalił się od Konia- Taty, on go i tak kocha. rozpłakał się jak małe dziecko i postanowił, że nie podda się nigdy w życiu...pomyślał "odnajdę swoje niebo" poczuł się tak bardzo kochany.

następnego ranka zaczęło wszystko wracać do normy.. zauważył, że szare chmurki nabierają blado niebieskiego koloru. i wierzył, że odnajdzie w nowej barwie namiastkę różowego nieba.. cdn..


bo w życiu, jak w bajce. w dobrej bajce, gdzie zakończenie jest z happy endem.[uśmiech pełen szczęścia.]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz