czwartek, 2 września 2010

nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic

`Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew

lepiej.. nie mówić.


`Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...

a wcale, że nie. jutro chyba padnę razy trzy, nim doczekam się weekendu, który mi mignie szybciej niż ekspres warszawa-berlin. dwugodzinna awaria systemu na jedenastym wprowadziła "lekką" dezorganizację, ale i niebywałą radochę. był glina, herbata i połamane paluszki z lodówki. Właśnie otrzymałam sms od G. że ma już mieszkanie w mieście studenckim na K. [góry św.] i, że jest okej. sprawiła mi tym wielką radość. Dm. już w krk.

czwartkowe popołudnie minęło. po rozmowie z a.ch. - refleksyjnie. jedno wiem. - jest ktoś, kto się nami nie brzydzi.. muszę to przespać.

szumi mi, mi ciągle w głowie. kocham Cię tato. wszystkiego najlepszego z okazji imienin.

`choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe...

buona notte Amica!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz