Jedne mniej, inne więcej, ale zawsze.
W moim przypadku raczej to pierwsze - pokazują mi to mocne fakty, doświadczenia, ważne rozmowy (to tu, to tam). Nie jest jednak łatwo!
Mój poranek po dwóch tygodniach nie należy do najlepszych. Wstaje po 10. - to akurat plus. Jedenaście przespanych godzin, gdzie średnia tygodniowa wynosi 5,5 h niewątpliwie pozawala założyć, że dzień może być udany - a jednak?
Wchodzę na fejsa. Tablica - moja tablica - jego tablica - jego zdjęcia - nasze wiadomości - jego zdjęcia - zdjęcia na których go oznaczyli - dość - wyloguj się. Ok.
Sprawdzam pocztę (choć nie pisaliśmy maili), fakty na tvn24, interię, plotka (żałosne). Coś z reguły zajmie moją uwagę - a to Obama ma problemy, Angelina usunie teraz... napadli dwukrotnie na tę samą stację benzynową - jednak na krótko. Na fejsa ponownie nie wchodzę - zbyt mocno sfrustrowana po ostatnim. Laptopa jednak nie zamykam, w obawie przed rzeczywistością, gdzie muszę wstać, wziąć prysznic, umyć włosy, coś zjeść i napić się herby, pojechać a to do biblioteki, a to pomóc przy dziecku a to gdzieś tam jeszcze - czyli plany założone na mój pierwszy urlopowy dzień od nie wiem kiedy.
Ok - nie wyłączam laptoka... Wśród kart zapisanych na przeglądarce dostrzegam swój blog. Otwieram adres i jak na lekarstwo w oczy rzuca mi się fragment: ,,Jesteś moją Wiosną z wyprzedzeniem! Dopóki tak jest po prostu mnie tu nie będzie."
Przedwiośnie, które tak bardzo lubię właśnie się skończyło. Prawdą za to jest, że zakładałam napisać, kiedy ten stan się skończy. Minęły jednak prawie dwa tygodnie - dobrze, że późno niż wcale.
Mogłabym zrobić bilans zysków i strat:
Z pozytywów na pewno:
- Zadbałam o wygląd -tzn. trochę nowych ciuchów, kosmetyków, maseczki, kąpiele, czyli coś, co każda z nas lubi - to nic, że w afekcie.
- Przeszłam na zdrowe odżywianie - mam namyśli ciemne pieczywo, jogurty, regularne posiłki, dużo owoców i warzyw, niesłodzona herba, woda, woda, woda.
- Uprawiam nordic walking - choć to powinna zaliczyć do negatywów, bo nabawiłam się kleszcza i teraz czekam, czy to nie przypadkiem borelioza, albo inne gówno - zobaczymy.
- Czytam dużo książek - jak najbardziej pozytyw uświadamiający mi, że realizuję swoje postanowienie noworoczne z przed dwóch lat, kiedy to poznałam apsztyfikanta - przypadek?
- Mam czas na imprezy - głównie domówki, z racji wieku, poznaje nowych ludzi, odnawiam stare kontakty i dostrzegam jak więzy międzyludzkie są ważne.
- Więcej się modle i chodzę do kościoła - dlaczego piszę o tym na końcu? Fakt ten chyba niedobrze o mnie świadczy, a może jest prawdziwy, bo jeszcze mało we mnie ufności i gorliwości. Zgodnie jednak twierdze, że to jak najbardziej zysk.
Negatywy?
- Straciłam bliską mi osobę, a wraz z nią: rozmowy, pocałunki, uściski, sms, rozmowy telefoniczne, plany na przyszłość, wspomnienia z przeszłości, wycieczki... i inne aspekty związane z bycia razem.
- Nie mam czasu na pisanie licencjatu przez swoje pozytywy, które nawiązały się z tego tego jednego negatywu.
Poza tym negatywów brak.
A teraz tak całkiem poważnie:
Rozstaliśmy się w dobrej komitywie. Do tej pory jestem zdumiona (a kilka rozstań przeżyłam), jak można pięknie rozejść się z drugą osobą, w dodatku w prawie tym samym miejscu, gdzie nastąpił pierwszy pocałunek. Decyzja była wspólna, naznaczona ostatnimi doświadczeniami. W momencie ,,zerwania" czułam, że tego właśnie chcę. Potem przychodziły jeszcze różne myśli, ale do chwili obecnej żyję w przekonaniu - to była dobra decyzja.
Minęły już prawie dwa tygodnie. Do tej pory było naprawdę dobrze. Świadczą o tym wskazane przeze mnie pozytywy. Jednak minęło zbyt mało czasu, żeby nad pewnymi sprawami przejść do porządku dziennego. Dalej martwię się kiedy coś go boli, czy kiedy się smuci - nie jest mi to obojętne, choć nie umawialiśmy się na żadne przyjacielskie stosunki - bo to nawet nie jest możliwe. Chcąc, czy nie chcąc mamy wspólnych znajomych i często się widzimy.
Czas wielu rzeczy uczy. Przede wszystkim nowych reakcji na stare sytuację.
Najważniejsze jest to co będzie, a to co było pomaga nam lepiej spojrzeć na świat. Tak właśnie traktuje swoje ostatnie doświadczenie. Poza tym, zawsze wydawało mi się, że wiem kiedy i kogo kocham - za co i pomimo czego. Tak też jest w tym przypadku. Rozstanie w gruncie rzeczy nie spowodowało straty pewnej osoby, jak to mi się wydawało. Straciłam jedynie swoje egoistyczne projekcje, bo przecież mam Kogo kochać, a w przyszłości (mam nadzieję) spotkam kolejną osobę do kochania. A jeśli miłość tak wygląda - jestem na bardzo dobrym miejscu.
jeszcze tylko dokończyć licencjat ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz