czwartek, 16 września 2010

punkt wejścia.

`obejrzałem dwa seriale,
nic nie zrozumiałem
ale wiem
chcę naprawiać świat.



bez zbędnych frazesów, zaczynam się zastanawiać, jak możliwe jest zabrnąć tak daleko, za daleko. dzięki Bogu przeżyłam dziś i na jedenastym i u fotografa (choć to było nie lada przeżycie, swoją drogą niewdzięczny zawód) i z 'boskim alvaro'. pogoda nas nie rozpieszcza, jest dżdżysto oraz mokro, kiedy trzeba coś załatwić, a słonecznie i błogo, kiedy męczysz się w pracy. następnym razem kiedy zacznę przeklinać pogodę, prawdopodobnie ugryzę się w język. taka lekka zmiana tematu. korzystam z ostatniego wolnego czasu, jak by to nazwać - wakacyjnego? w sobotę pierwsze zajęcia - zdążyłam kupić tylko notatnik, resztę jak to mówi tata, Pan przewidzi.

moją wrażliwość, o tej porze roku, koi muzyka z amelii. sentymentalnie znowu jestem w punkcie wejścia, chciałam przeto zaznaczyć, że prędko się nie odnajdę. dlatego, że G. zauważyła, to czym ja otrzaskałam się trzy miesiące w tył. za szybko się zmieniło, za szybko gna, po co, i na co. nie ma już naszych miejsc.. nie ma nas.. ale jesteśmy indywidualnie dalej. jak to wykorzystamy (?) [powrócę do tego w swoim czasie]


opieram dwie, małe, blado-porcelanowe stópki o kant starego, żelaznego kaloryfera, zamykam oczy, wyobrażam sobie, że to mój mały kominek, w moim małym, górskim domku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz