przerwa, którą zaplanowałam miała trwać długo. w zamyśle, jak najbardziej, ale życie robi swoje.. na prośbę drogich mi górali, kontynuacja trwa. początkiem do całości, a raczej kwintesencją niech będzie takdundundun - czymś czym zachwycam się sekunda po sekundzie.
ponownie w posen. dwa dni w górach św. były przepełnione magią i zapachem świeżych rumianków, choć jest początek listopada.zdecydowanie: za szybko minęło.
właściwie od końca poprzedniego tygodnia dzieją się różne dziwne rzeczy w moim życiu. wariacki pomysł z wyjazdem do puław. z pewnością - nie żałuję. jak już wcześniej napisałam: byłam w niebie.. ale tego nieba z przykrością nie uwzględnię na tej stronie, bo te doświadczenia są bardzo mocno zakorzenione w sercu.
czy niebo było w górach? właściwie nie da się tego zmierzyć w takiej kategorii, ale łzy który poleciały w momencie zamykania drzwi domu rodzinnego niech będą dowodem, że pobyt tam miał niebiańskie podłoże. gorzej jest teraz. ściska za gardło i nie chce puścić..
dziękuje za aniołka, kubusia, krówki, wiesze, każdy gest, uścisk, uśmiech..
zatopiona w refleksje i zadumę dzisiejszego święta... zamyślona nad sensem i jego brakiem, nad życiem.. i nad tym, co jeszcze można zrobić, dać lub poświęcić, żeby jeszcze chwilkę pooddychać górskim powietrzem..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz