`sometimes I run, sometimes I hide, sometimes I'm scare of you..
tak okropnego poniedziałku chyba nie miałam od dawna. choć siłą rzeczy wstaję codziennie lewą nogą, a w przesądy zwykłam nie dawać wiary, coś jednak od rana wisiało nade mną w powietrzu, coś feralnego. napawa mnie nieodparta chęć cofnięcia zegara o kilka godzin wstecz, choć to takie głupie. może dobrze, ze się nie da, bo wszystko mogłoby potoczyć się się jeszcze gorzej. poza tym- nie miałabym siły jeszcze raz zmierzyć się z jedenastym. to wszystko jest takie dziwne. jutro przecież też jest dzień, szansa, że można coś naprawić, o ile wyrzuty sumienia nie zjedzą mnie do jutra rana. za chwilkę już wtorek. niesamowicie upływa mi czas. nie mam nawet jak przejrzeć notatek na zjazd, bo mój pięciu-przedmiotowy zeszyt poszedł w ruch, jako, ze skrupulatnie prowadzę zapiski. w myśl zasadzie, że ja też mogę kiedyś potrzebować notatek, dziele się wiedzą z innymi. rysuję też ostatnimi czasy. - może coś sprzedam? może prześle na cele charytatywne? tego nie wie nikt. aa i wymyślam nowe wzory motyli - czyli jestem w kulminacji tworzenia.
co do snów -zaczynam się o siebie martwić. to co zafundowałam sobie w nocy, a raczej moje fałdy mózgu, odpowiedzialne za stworzenie obrazów sennych, przechodzi moje najszczersze oczekiwania.
marzenie na dziś: dokończyć ten dzień w dobrym stylu. pchły na noc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz