poniedziałek, 20 września 2010

morza szum, ptaków śpiew... złota plaża pośród drzew.

leże, piasek wbija mi się w plecy, za chwilę ktoś chlapie morską wodą, szumią falę, mewy trzepocą skrzydłami.. a budzik wybija 5:30 - czas wstać. tak zaczęty dzień nie zwiastował nic szczególnego, a jednak..

w sumie dużo i mało czasu - zależy na co. pierwsze wykłady, nowe znajomości oraz jedenaste wypełniają mi szczeliny, po prostu życia. w nocy tylko woda napływająca do grzejnika nie pozwala skupić myśli.. choć nie było korków, spokój panował dopóki nie zaczął się koncert stinga. posłuchałam, a jak! nie zapomina się wykonawcy, utworów na których się wychowało i które większość z nich to najfantastyczniejsze wspomnienia. ciekawe zjawisko, a raczej dwa zjawiska subkultury, patrzyły na mnie wzrokiem, jakby chciały mnie zjeść żywcem. uwielbiam przyglądać się ludziom. i w tym autobusie to nie ja miałam problemy. bo przecież, jeśli decydujemy się na wyrazistość, idziemy z podniesionym czołem - wnioski po pierwszych zajęciach z filozofii. Panie przymnóż nam.. dystansu. biję się w piersi - tak czasami moje patrzenie kogoś rani. posypuję więc głowę popiołem - i proszę o wybaczenie tych, którym moim po prostu subiektywnym "patrzeniem" sprawiłam przykrość.

czasami po prostu nie mam siły, choć jestem pracownikiem miesiąca. ale dzisiaj to nie była tyko osłoda na początek tygodnia. to Bóg dmucha i pozwala poczuć znów piasek i zapach morza z porannego snu. nawiasem zdradzę - jaki ten świat jest malutki - nie mały. z euforii znów popadłam w skrajne emocję, i poleciało kilka łez na wieczornym spacerze. ale za chwile zawiał wiatr i ogarnął mnie swym ciepłem. już się nie bałam - bo przecież ktoś się o mnie ciągle troszczy. ponieważ ciągle walczymy, nie biegamy z białą flagą na kiju.

człowiek [ bo i kobieta i mężczyzna] wypełniony jest pierwiastkiem wrażliwości. są też wybryki natury - ale takie jest życie, taki świat, piękny, choć nadal niezrozumiały i czasem jeszcze.. no własnie - czasem jeszcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz