`You give me butterflies
And that's the reason why I'm so shy
You know I can't deny
I wanna taste your lips
And that's my only alibi
Take me places no one knows
All alone in cognito,
Get there fast and take it slow
Make me say boy I want more.
po godzinnym błogostanie, a mianowicie po obejrzeniu prezentacji, którą stworzyłam w dwa dni przed przeniesieniem się do posen, postanawiam zebrać myśli i stworzyć kolejną notatkę. przedłużam swój czas. za chwilę niedziela. jedyny wolny dzień, a pewnie zostanie on przeznaczony na powtórkę z biomedyki, a może nie.. w zapasie, kilka ciekawych lektur plus kawa z dodatkiem ulubionej gorzkiej czekolady - suma: udane przedpołudnie.. mam tylko nadzieję, że próżność nie zawiśnie nad nami, bo tylko dopóki walczę, jestem zwycięzcą.
początek listopada zapowiadał się ciężko, z wielu względów. pomijając weekendowo, jedenaste. tkwi jednak we mnie wiara, że Pan zapanuje nad moją zazdrością, pychą i jej siostrą próżnością.. próżności boję się najbardziej.. z radością jednak stwierdzę, że ktoś nie brzydzi się moją słabością.
choć jesienna słota okrywa opłotki tej płaskiej wielkopolskiej rzeczywistości, w nozdrza uderza zapach pierwszego śniegu, choć pogoda nie najgorsza i nie zapowiada się na rychłe zmiany. sentymentalnie - jak najbardziej. zaczynam dostrzegać, jak ważną rolę może odgrywać nasza wrażliwość, choć wole uchodzić w oczach tego świata za największego kozaka. pytanie tylko po co..
biegła ścieżką, zerwała jabłko... kolejny zwariowany sen.. a może sen z przesłaniem.
muszę to wyjaśnić.
you give me butterflies.
p.s będziemy ciociami (z uśmiechem)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz