poniedziałek, 26 lipca 2010

cześć - tu numer 4.3.6

wraz ze zbiegiem okoliczności, po uszy tkwię w świecie liczb - w dosłownym tego słowa znaczeniu. bez żadnych dywagacji, wcale nie mam zamiaru porównywać życia do funkcji, która raz przyjmuje wartości dodatnie, raz jest malejąca, do funkcji wraz z jej dziedziną, przeciwdziedziną itp. [nawet z ujemną deltą.] faktem jest jednak to, że życie i matematyka prędzej czy później spotykają się na płaszczyźnie zwanej logiką. pewne twarde, jak mur fakty dowodzą, że logiczne myślenie nie jest moją mocną stroną, co również przekłada się w praktyce. okazuję się przeto,że przy pomocy królowej nauk, jak po nitce do kłębka dochodzimy do sensu życia. ale to kwestia pracowitości, żmudnych ćwiczeń, drobiazgowości oraz wytrwałości. [to takie egzystencjalne wywody po 4h z trójmianem kw.]

poranny hałas tramwajów, przerwał błogą, od dawna przespaną spokojnie noc. spadam niczym kot na cztery łapy i zaczynam cotygodniową walkę z cennym czasem mierzonym w dobach. odkrycia przeprowadzone z ośmiu godzin wyciągniętych mi w każdy dzień od poniedziałku do piątku, stwierdzam, że miło się patrzy na ludzi, którzy lubią swoją prace. fantastycznie też ściga się z autobusem, który przyjeżdża o 22:45, a ty jesteś na przystanku o 22:18. efekt - na przystanku, pod domem czas - 22:27 + wypieki na policzkach.
poniedziałki zawsze są trudne, dziś nie było wyjątku.

tylko noc dzieli mnie od wtorku, albo aż.


`a second, a minute, and hour, a day goes by.


p.s. `a mnie i tak bardziej rajcują litery.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz