dziś nie było nawet tak zimno. nawet jeszcze tak długo dziś nie czekałam na autobus. a co najlepsze wolno tak dziś nawet nie jechałam. na przystanku wraz z grupką studentów, ludzi starszych i nieco trochę stała [jak to mówią w posen] wuchta dzieci w wieku wczesnoszkolnym. nie dało się jej nie zauważyć. choć melodia rozbrzmiewała w słuchawkach, przedzierał się niemały gwar maluchów. Sfrustrowana pani nauczycielka, próbowała gdzieniegdzie przywołać gawiedź do porządku, ale jak się okazało z małym skutkiem. grupka chłopców z nieodpartą zaciętością walczyło o miejsce siedzące, bardziej dojrzałe dziewczynki wykorzystywały hamowanie pojazdu, aby całkiem przypadkiem wpaść w ramiona kolegi obok [ choć częstotliwością z niespełna dwóch minut było lekką przesadą],ambitniejsi klasy rysowali na szybie, która zdążyła szybko zaparować, kratkę do gry w kółko i krzyżyk. gwarny, wesoły autobus jechał. nieco starsi kiwali pogardliwie głowami, starsi, przyglądali się bezradnemu ciału pedagogicznemu, a studenci uśmiechali się z niemałą wyższością, choć przed chwilą sami wyskoczyli ze śpioszków z myszką miki (albo z panną migotką). co przystanek raczej ktoś wchodził niż wychodził. i było by to trwało w nieskończoność, ale szczęściem trafiliśmy pod szkołę. już prawie wychodzą, prawie wyszli, ktoś jeszcze wbiegł, bo zostawił worek i butelkę koli między siedzeniami, wsiadł znowu ktoś - oparł się o szybę i zupełnie nie mając pojęcia co tu się działo jeszcze minutę temu, bezprecedensowo wytarł paltotem artyzm młodego pokolenia. bo w autobusie, jak w życiu..
szkolenie w pracy na plus, ale wyssało ze mnie moc energii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz