niedziela, 25 lipca 2010

dwudziestego piątego lipca

`Przyjaciela mam, co pociesza mnie,
gdy o Jego ramię oprę się.

W Nim nadzieję mam, uleciał strach.


Nienostalgicznie zacznę post z dużej litery - godzina 21:58, choć czas pokazuje pacyficzny. każdy z nas dzień przepełniony jest marzeniami. podobno najważniejsza jest teraźniejszość, jak to mawia Wilson z doktora house a. trudno się z nim nie zgodzić, bo tak jest, że dużo zależy od tu i teraz. `warto powalczyć o porządek w swoim życiu, bo każdy z nas dziś buduje swoją przyszłość [ a to już szymkowiak].

wiele dzisiejszych chwil mnie zachwyciło, wiele mnie wzruszyło - wiele zapamiętam. słowa są tak piękne, tak różne, tak na różny sposób wypowiadane, tak z różnych miejsc, miast, wysokości. każdy dał coś innego, każdy ubrał życzliwość w inne słowa- lecz najważniejsze jest to, że wszystko to pochodzi z serca. dziś usłyszałam, że takie dni, jak dzisiejszy pokazuje nam naszą wyjątkowość- a ja powiem, że pokazuje, jak piękna może być przyjaźń, i bardziej niż moją wyjątkowość pokazuję wyjątkowość tych, którzy pamiętali. potencjał innych, który ostatnio tak mi się tu zamazał, powraca, niczym zapach herbacianych róż. w głowach ciągle wirują słowa: marzenia, droga, realizacja, odwaga, jeszcze raz marzenia, dużo miłości . wyjątkowość tego, co wypowiadamy nabiera ciężkości w momencie, gdy przyjmujemy to bez żadnego rozkładania na czynniki pierwsze - więc dzisiejsza noc powinna być spokojna.


popołudniowe porównania ściągnęły mnie na ziemię oraz uświadomiły, że piękno, leży w szumie rzeki i w starych schodach z niezgrabionymi liśćmi [choć jest środek lata] i paczką po wypalonych papierosach. dotychczas uważałam, że to rynkowe kamieniczki mają swój urok - dziś doszłam do wniosku, że pachną tylko potrawami z menu powstałych w nich restauracjach. jedynie, co ratowało inscenizację rynkową, to stukot obcasów o kamieniste dróżki, choć i ten wydawał się niejako wysublimowany - kwestia słuchu. sesja zdjęciowa wyszła równie pomyślnie, jak spostrzeżenia - dzisiaj, to jednak ja dorwałam się do sprzętu, i nieudolnie udało mi się zrobić kilka ostrych ujęć - w większości jednak nadają się do poprawki. sama trochę też pozowałam, choć usłyszałam, że znów prezentuję minę kota nananana na deszczu. tak już wyglądam, a poza tym nie mam ochoty patrzeć na swoje oblicze - choć zdjęcia wyszły naprawdę profesjonalnie. na szczęście nie skończy się to wrzuceniem dzieł na naszą szkołę i fb. radosną twórczość wkleja się do zeszytu albo chowa do zielonego pudła na skarby - powiało tajemnicą.


jeszcze coś z rzeczy które mnie dziś urzekły:

`Życie poznaje się żyjąc- pisała Maria Dąbrowska.
Żyjąc znaczy: szukając prawdy, kochając,
będąc szczęśliwym, milcząc..
W codzienności jest ukryte to piękno,
do którego odkrywania jesteś zaproszona.
Niech towarzyszy Ci odwaga i przeświadczenie,
że to, co odkrywasz, należy ubogacić sobą.
Należysz do życia, a nie tylko coś od niego ci się należy.
Niech zatem kieruje Cię ono ku innym..

16:05:41
Żyjąc, szukając, będąc odkrywasz siebie..
Szanuj granice Twoich możliwości,
ale nie lękaj się wyzwań.
Wypełniając nimi teraźniejszość,
zbudujesz most ku przyszłości..

16:06:56
cdn..

kolejna noc. zasypiam spokojnie i chcę, nie przegadać, tego, co dziś usłyszałam- powiem tylko słowo, które odda wszystko, co czuję - z jego wielkością i pięknem: dziękuję.


p.s grazie za życzenia o pokój w sercu - bo takie też było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz