podczas czytania, zalecane słuchanie:
jestem. od czerwca. z perspektywy czasu nie mam najmniejszego pojęcia, czy to była najlepsza decyzja na ówczesny czas. pytań bezlik, ale nigdy nie dowiem się prawdy. udowodnione jest, z punktu biologicznego, psychologicznego i jakiego tam chcecie, że najwięcej jest ludzi po prostu przeciętnych. krzywa właśnie osiąga szczytową wielkość nad przeciętnością, bo przecież mało zostało ludzi inteligentnych - nie mylić z pojęciem indywidualnych - takich jest już cała masa [czyli dochodzimy znów do przeciętności]. ale krzywa ma to do tego, że lubi być zmienna.
nikt chyba nie chce być przeciętnym- przynajmniej ja tak mam. moje poranione myślenie nie ratuję nawet logika, która jasno i wyraźnie pochwala postawę przeciętności. z drugiej strony historia nie raz pokazała, że postawy skrajności doprowadziły do rozłamu i degradacji istoty ludzkiej [to jednak wyższa filozofia, w którą nie czas się zagłębiać]. wsłuchuję się nadal we wnętrze, słyszę nieubłagany krzyk bycia lepszym, dostrzeganym. i łapię się na tym, że człowiek jest z natury słaby, niezdolny, aby sam osiągnąć doskonałość, w różnej postaci, bo szczęście jest wymiarem nieskończonym oraz dla każdego z osobna - czymś innym. dziwie się sobie. po co mi skrajność na pięć minut? czy jestem aż tak próżna, czy aż tak nieszczęśliwa. co by było gdyby..
jestem od czerwca. mogłam być w krk, z kimś, gdzieś, kiedyś. czy było by lepiej.(?) `trawa jest zawsze zielona tam gdzie nas nie ma. dzięki temu, tamtemu, owemu zawijasowi wylądowałam tu. poznałam tylu różnych ludzi. gdyby mnie nie było, nie wiedziała bym, czym jest uczucie porannego, odbijającego się słońca w przeciwsłonecznych okularach, a jesienią dreszcze w oczekiwaniu na autobus. nie znała drogi na jedenaste, uczelnie oraz w jeszcze w kilka miejsc, smaku wielkopolskiej herbaty. nie miała pojęcia o odpowiedzialności, czy uczuciu bezradności w chwili, kiedy "możesz wszystko", a nie możesz niczego. a jednak tu jestem. jaki jest sens, nawet z biologicznego punktu widzenia, zastanawianie się, co by było gdyby.. a może spotkała mnie najlepsza opcja ze wszystkich możliwych. i tak mogę gdybać do samego rana, i tak się nie dowiem.
wczoraj był gniew, dziś już tylko zmęczenie, bo mogę się zgiąć, poryczeć, wyć, a i tak nic nie urobię. gdy myślę "ja to mam zawsze pod górkę", zaraz na horyzoncie pojawia się brzydula ula, na którą nikt nigdy nie spojrzy. w starych, wieśniackich spodniach, z napakowanym plecakiem oraz z kulą, żeby było zabawniej. i idzie, w oczach tego świata postrzegana, jako sierota życiowa - idzie, to za dużo powiedziane, ona się wlecze.. z podniesionym czołem i uśmiechem na twarzy. nieudawanym. widać jak na dłoni, że ma za co dziękować. każdy narzeka, ale zawsze są wyjątki od reguły. nie ugryzę się w język, ale czuje się jak szmata.
do tego jeszcze wrócę w momencie, kiedy ochłonę.
to przedsmak nowej szaty graficznej, bo jeśli czas na zmiany, to zostaje iść w myśl porzekadła : `co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz