niedziela, 9 grudnia 2012
CZAS
it just takes time
it just takes time
it just takes time
hard work and your time
Cudownie błogi weekend z magicznymi kredkami, grzaną fortuną w weneckiej kuchni... Dobrze się nastrajam na czekający mnie cieżki tydzień. Najbardziej przeraża mnie myśl, czy wyrobię się z nauką na kolokwia oraz znajdę czas na zrobienie prezentów. Zostały mi również dwa tygodnie, żeby zamknąć b. trudny etap w życiu i z czystym sumieniem wejść w czas świąt. Może nie ma zbytnio co się martwić. Co roku przecież przeżywam ten sam krytyczny moment związany z okresem przedświątecznym, a jakoś zawsze wyrabiam się na czas. Więc może nie ma co panikować.
***
Kiedy dostaje wiadomość (sms, mail, list itp..) czuję się w obowiązku odpowiedzieć na daną informację (i większości przypadków to robie). Dziś otrzymałam dość specyficzną wiadomośc - adwentową:
Złóż szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały.Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! ... Aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa.
Normalnie bym się chyba nie przejęła, ale że ostatnio tak dziwne dzieją się rzeczy . . . . Czuję się zatem zobowiązana do natychmiastowej odpowiedzi - swoim życiem. Szybko, czas leci.
P.s. Gdy Pan odmienił los Syjonu,
wydawało się nam, że śnimy.
Usta nasze były pełne śmiechu,
a język śpiewał z radości.
P.s. 1 Metodologia nie jest taka trudna.
środa, 5 grudnia 2012
Niech sie wypali.
Pozwoliłam mu upaść, mojemu sercu
Moje dłonie - one były silne ale moje kolana o wiele za słabe
Ale jest takie oblicze ciebie jakiego nigdy nie znałam,
Wszystko co mi powiedziałeś nigdy nie było szczere, nigdy prawdziwe
A wszystkie te gierki w które ze mną pogrywałeś, zawsze zwyciężałeś, zawsze wygrywałeś
Ale wznieciłam ogień w deszczu
Obserwowałam jak leje kiedy dotknęłam twojej twarzy
Cóż, płonął gdy tak płaczę
Bo słyszałam jak ten ogień wykrzykuje twoje imię, twoje imię
Czasami budzę się tuż przy drzwiach
Wygląda na to że to serce które schwytałeś wciąż czeka na ciebie
Mimo tego że kiedy między nami już skończone
Nie mogę się powstrzymać od wypatrywania ciebie/ od oczekiwania na ciebie
Podpaliłam deszcz
I pchnęłam nas w te płomienie
Cóż, poczułam że coś umiera
Bo wiedziałam że to był ostatni raz, ostatni raz
Och, nie
Niech więc płonie
Niech parzy
Niech się wypali...
Mniej więcej tak chciałam wyrazić wszystko, co ostatnio się wydarzyło, a że trudno było to ująć w słowa.. Dziś jeszcze bardziej wsłuchałam się w tekst tej piosenki - jedynej piosenki Adel, którą lubię.
W oczekiwaniu na Mikołaja 2012 przeglądam stos karteczek pod moim stolikiem - co zrobić, a czego nie. Większość z nich to stos nic nieznaczących spraw, chociaż w momencie pisania wcale tak nie uważałam. Mniejsza o to - ważne, że udało mi się posprząać w pokoju. Właśnie uświadomiłam sobie, że potrzebna mi będzie komódka (o czym już wcześniej pisałam), ale na list do Św. Mikołaja jest już lekko za późno. Właściwie - kto wie, może nie jest. Zatem Św. Mikołaju: różnie w tym roku ze mną było. Nie śmiem twierdzić, że byłam słodka, zgrabna, powabna i pokorna - nie o to chodzi. Ty jesteś takim wyjątkowym Świętym od obdarowywania innych, dlatego proszę Cię o 79,99 pln na moją wymarzoną komodę, która ułatwi mi życie w posen (i w moim pokoju, przede wszystkim). Wierzę, że wysłuchasz mojej prośby i zadziałasz przez jakąś cudowną osobę. Ściskam oraz czekam na całuski dziś w nocy - Twoja E.
Poza tym zbliża mi się pierwsze koło... i ostatnie w tym roku.
Pozdrawiam
E.
P.s. Praco licencjacka - napisz się !
sobota, 24 listopada 2012
tydzien
Na dobrą sobotę dobra płyta... Charlie Monroe... mmmmhmmm
Cudownie jest się obudzić i czuć, że Bóg w swej miłości zatroszczył się o twój dzień, jeszcze zanim ty zdążyłeś go zaprojektować. Tak jest dziś w moim przypadku. Nie musiałam nawet rwać włosów z głowy, nie zdążyłam się nawet zastanowić, pomyślałam: idę spać - troszcz się Ty! ... i długo czekać nie musiałam.
Nie napiszę może dzisiaj nic twórczego: za oknem mokro i szaro, a w moim pokoju kolorowo od sobotniego sprzątania. Mam zdecydowanie zbyt dużo .. wszystkiego: ubrań, książek, KOSMETYKÓW ... i tylko jedną szafę na to wszystko. Dlatego moim postanowieniem (ale nie adwentowym) jest za pierwszą wypłatę (od b. dawna) zakupić niewielką komodę. Na szczęście nie muszę się dziś o to martwić.
Ubiegły tydzień był dla mnie tak pracowity i rewelacyjny! Po wspaniałym weekendzie - gdzie mam nadzieję narodził się we mnie nowy człowiek - przyszła szara rzeczywistość, a ja miałam siłę, aby w nią wejść. Ubiegły tydzień to czas słuchania przez duże S. Wokół mnie nowi, ale i starzy ludzie, którzy chcą dzielić się akurat ze mną tym, co ich spotyka. Na tym się nie kończy, ponieważ również ja mogę do kogoś mówić, do kogoś kto mnie wysłucha.
Dziś wieczór zacznie się nowy tydzień, ale już wiem, że będzie on dobry. . . !
piątek, 9 listopada 2012
juz rozstani... z granicami, z jezykami.
I wiem. że teraz coś wymyślę,
tylko zostaw tego cholernego drinka, zgaś papierosa
Cholernie cienka linia, mogę ją nabazgrolić.
Bo z tobą, i bez ciebie- jestem dobry.
mhhmmm...
Tak dawno nie pisałam, że prawdopodobnie zapomniałam jak się to robi.
Nawet nie wiem, co bym chciała napisać.
Może zacznę od tego, że nastała kolejna jesień. Znowu jest zimno, liście lecą z drzew, ale nie jest tak szarawo. Ludzie wokół mnie nieustannie swoje porażki, niepowodzenia, humor i brak siły zganiają na pogodę. Ja natomiast zganiam na ogarniające mnie lenistwo, chciwość, pychę, zazdrość,niezdrową ambicję... Mogłabym wymieniać i wymieniać, a i tak to wszystko na próżno. Cały czas ktoś siedzi mi na ramieniu i mówi: to jest złe, niedobre, a potem znowu, musisz być perfekcyjna! Projektuj! Zaplanuj.. i naglę wszystko wychodzi bezsensu, przynajmniej prowadzi do bezsensu.
W tej z pozoru smutnej historii znajdzie się zielonogórska puenta. Na szczęście wiem, gdzie jest źródło mojej pociechy i tam mogę iść i tam mogę czerpać.
Zapowiada się jutro dobry dzień.
Już dziś nic nie powiem, za wyjątkiem jednego- głos m&r przeplatający się na zmianę jest jak melodia słodka. Za ost. grosze kupiłam płytę.
Tęsknie też, ale zostawiam Cię w wolności.
Odchodzimy,
rozplątani,
zaplątani,
tacy sami.
czwartek, 11 października 2012
PO PROSTU chce byc w Twojej głowie.
Po prostu chcę być z powrotem w Twojej głowie
Po prostu chcę być z powrotem w Twojej głowie
Nie jestem niewierna
Ale zagubię się
Kiedy się trochę przestraszę
Kiedy się trochę przestraszę
Kiedy się trochę.....
Jest tak jakoś cicho.. Do jasnej cholery - uwolniłam się! Wykrzyczałam i nie przeżywam. Jest wyśmienicie... Mam nadzieję i to się teraz liczy.
Tyle by można pisać. Dzieje się tyle różnych rzeczy. W większości z nich nie rozumiem, większości nie pojmuję, a mimo to czuję, że wszystko to pochodzi od Największej Miłości.. Nie wiem, co szykujesz, ale zawierzam Ci swoje życie.. Nie mam pojęcia dlaczego dzwonią ,,śmieciowe" propozycje, czemu dziś nie przeżywam, dlaczego po prostu chcę być w Twojej głowie.
No dobrze - może się domyślam, ale zupełnie nie wiem dlaczego tak się dzieje i co mi chcesz przez to powiedzieć...
Wszystko w swoim czasie.
Wypoczywam do bólu i bardzo sobie to cenię. Może trzeba nabrać sił przed nowymi wyzwaniami, albo zwyczajnie jest mi to teraz potrzebne. Posen jest taki zimny a jednocześnie uroczy... Zupełnie inny.
Dobrze, że jeszcze kawa z syropem orzechowym pomaga na samopoczucie.
Jutro zmierzenie z dwulatkiem.
Byle nie bolała mnie głowa.. znowu.
niedziela, 23 września 2012
od A do Zet, jak dwa razy dwa.
Od A do Zet, od Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą a ja to wciąż ja.
Powyższy teledysk faktycznie ma lekkie podłoże związane z ostatnim wydarzeniem jakim jest wejście do kin filmu: ,,Jesteś Bogiem". Z tego miejsca zaznaczam, że nie jestem wielką fanką obudzoną z letargu, bo po obejrzeniu tego filmu, wiele takich głosów się pojawi. Paktofoniki raczej nie słuchałam, nie słucham ogólnie hip-hopu, ale należę do pokolenia, które pamięta całą fascynację chłopakami i tego, co robili w odradzającym się kraju (choć przyznam się, że pamiętam to jakby przez mgłę.) Film jednak przypomniał mi ten mój ulubiony kawałek, który raczej ma więcej dryfu i klimatu reggae. A tekst idealnie wpisuje się w to, co ostatnio przeżywam.
Tak, jestem już w Posen. Zadowolona, pełna energii. Cenie sobie ostatni czas, właśnie gdzie mogłam się przekonać, że Lata lecą, a ja to wciąż ja, od A do Zet, jak dwa razy dwa.
O tym realizowaniem pasji, o której wspomniałam w ostatnim wpisie oczywiście nie zapomniałam. Śpieszę się jednak powoli: na razie zaktualizowałam prawą kolumnę (gdzie i po co zaglądam i że serdecznie polecam). Zrobiłam nowe tło na dobijam się, gdzie będzie powiew nowej bryzy - jeszcze nad tym pracuję.
Czas na praktykach dał mi dużo bogactwa. Każdy uśmiech, gest, czy nawet oplucie miały sens. A chyba największą perłą jaką znalazłam wśród potu, zmęczenia, frustracji nad tworzeniem dokumentacji, zabieganiu, czy każdej godziny w szkole jest to, że powołanie zrównuje się z przypadkiem, albo odwrotnie: mój wmawiany przypadek = powołanie. Tego bym sobie życzyła na zbliżający się rok akademicki.
Ja to ja to ja to tej.
sobota, 1 września 2012
Everything Is Everything
Zakochałam się w powyższej piosence... Jest mi tak lekko, błogo...
Dużo zmian! Od 11h jestem bezrobotna, na własne życzenie. Uważam jednak, że jest to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie chce już wracać do tego, co było (a ostatnie tygodnie do łatwych nie zaliczam.) Więc tym jakże optymistycznym akcentem chce zakończyć pewien etap w życiu raz, a dobrze, nie oglądając się wstecz, ale robiąc swoje.
Za jakieś 72h będę już w swoich Górach Świętokrzyskich, ale nie po to, aby odpoczywać (choć cieszę, się na spotkanie z bliskimi), ale żeby zrealizować kolejny cel i z zapałem oraz entuzjazmem wkroczyć w nowy rok akademicki, nowe wyzwania. . . nowy Posen. Już chyba wspomniałam rok temu jak bardzo lubię zbliżającą się jesień, która daje mi nowe nadzieje, postanowienia (czego nie mogę zauważyć 1 stycznia). B. lubię ten okres. Z perspektywy czasu widzę również, jak bardzo się zmieniam - nadal pozostaję wrażliwa, tylko z inną częstotliwością. Zauważam jak z każdym dniem dojrzewam - oczywiście tylko w wybranych aspektach mojego życia. Np. jeszcze niedawno 1 września był dla mnie czasem kojarzącym się z siedzeniem w ławce, a teraz znów idę do szkoły tylko, że już będę po tej drugiej stronie wspomnianej ławki. Czy sobie poradzę? Odpowiedzi nie znam, ale na pewno zweryfikuję wiedzę nabytą przez czas studiów. Na razie to doświadczenie traktuję jako kolejny szczyt do zdobycia, a że od 2,5 lat z braku czasu i nawet nie mam kiedy pojechać w Karpaty, zostaje mi zadowolić się takim stanem rzeczy.
Po odbytych praktykach, zaczną się prawdziwe wyzwania. Wracam już do kochanego Posen i zamierzam - oprócz tego, że znaleźć nowe źródło utrzymania - zacząć realizować swoje pasje. Tak tak. Proszę puścić fanfary, ponieważ dziś 1. września, z całą pewnością poczułam, zbliżający się czas - ten odpowiedni... Zastrzegam sobie jednak (co myślę dałam dowód dzisiejszym wstępem) prawo do dalszego dojrzewania. Krótko mówiąc pragnę rozwiać wszelkie wątpliwości, co do tego, że znów porwę się z motyką na słońce. Nic bardziej mylnego. Teraz liczy się dla mnie, aby wszelką siłę, entuzjazm i radość włożyć w naukę (szczególnie, że chce rok licencjacki zakończyć śpiewająco). Dodatkowo postarać się uporządkować w końcu to swoje życie... i małymi kroczkami realizować pasje - ale już nie za wszelką cenę.
Wstaje dziś rano, godzina 10:01.. trochę rozczarowana, ale mogłam nie świętować tak wczoraj swojego odejścia siedzeniem i oglądaniem jakiegoś tandetnego serialu (swoją drogą co praca musiała zrobić z człowiekiem, kiedy w momencie wyzwolenia sięga po tak prostackie zagranie i włącza głupoty - być może poczułam się wolna) i zajadaniem się zupą kremowa z brokuł... hmmm pychota!
Ale jeszcze wszystko przed nami. Zaplanowany jogging nie wypali dzisiaj, ale spacer z Rudą jak najbardziej! Będę mieć okazję na wybranie trasy.
Tak mówiłam - dużo zmian....
środa, 22 sierpnia 2012
Nie zawsze tak bedzie.
Siedem dni słonecznego czerwca
To wystarczajaco długo, by zakwitły
Kwiaty na twej letnie sukience
Którą nosiłaś wiosną
Sposób w jaki się smialiśmy
Dlaczego zrzuciłaś na mnie to wszystko?
Chyba zbliżam się do granicy, gdzie sprawię sobie na ścianie tablicę korkową, gdzie będę sobie przywieszać pewne prawdy życiowe. Na samym początku powędruje napis: po 18. Nie pozwól by kierowały Tobą lęki i oczekiwania innych. Powędruje też puenta pewnej wzruszającej historii, która zdarzyła się kiedyś, komuś, naprawdę.
Pewien człowiek, który nie radził sobie w życiu wybrał się po poradę do mnicha i zapytał:
- Co mam robić? Nie widzę wyjścia z moich problemów, żona ode mnie odchodzi, nie wiąże końca z końcem. Wciąż mam problemy finansowe, pracę też chyba stracę. Daj mi jakąś radę. Odpowiedz mi jak mam sobie w życiu poradzić?'
Wówczas mnich dał mu taką poradę:
- Napisz na kartce wielkimi literami takie zdanie: NIE ZAWSZE TAK BĘDZIE. Powieś tą kartkę w widocznym miejscu i co jakiś czas na nią spoglądaj.
Człowiek wrócił do domu i zrobił tak, jak mu mnich doradził. Minął tydzień, miesiąc i mężczyzna powrócił do mnicha mówiąc:
- Wiesz to działa! Po miesiącu spoglądania na te słowa, wiele spraw w moim życiu ułożyło się. Polepszyła się sytuacja z żoną, pozostałem w pracy i w sumie nie będzie tak źle. Mogę już zdjąć tę kartkę. Tak bardzo jestem Ci wdzięczny.
- Nie zdejmuj jej- odpowiedział mnich - niech ona pozostanie tam, gdzie jest, bo . . . . NIE ZAWSZE TAK BĘDZIE.
Umieszczając sobie taki napis, zawsze - czy to dzień ciężki czy lekki - zawsze ma sens.
Oprócz tablicy korkowej, mam też ogromną ochotę iść się przebadać - tak ogólnie: czy rozwijam się prawidłowo, czy nie mam zaburzeń psychospołecznych, psychologicznych i wszystkich z przedrostkiem psycho.. a tak serio, to kusi mnie badanie tarczycy i porządna wizyta u dietetyka, który dobierze mi dietę, żeby odtruć trochę ten "zasiedziały organizm". Nie nie, nie zwariowałam. Pamiętam, gdzie leży prawdziwe źródło szczęścia i zadowolenia z życia.
fragment
Niebo jest w Nas
Wojciech Żmudziński SJ
sobota, 4 sierpnia 2012
it's my life .
Obudziłam się rano i światło świeciło na mnie
Usłyszałam głos w mojej głowie
' Wstań i poczuj tą poranną bryzę '
Mam duży problem z odczuwaniem teraźniejszości. Żyje albo przeszłością, albo przyszłością. To jest tak niesamowicie frustrujące, bo kompletnie nie czuję tu i teraz, co powoduje, że nie cieszę się chwilą obecną, targają mną lęki i ogólnie nie jest w porządku. Tyle wiem o sobie dziś, teraz - to może nie jest ze mną jeszcze tak źle?
Tydzień był udany. Tyle ludzi przewinęło się przez mój dom, a teraz siedzę zupełnie sama i próbuje jakoś to wszystko poukładać.
Właściwie ten post, a raczej cykl kolejnych moich wpisów chciałam nazwać ODLICZANIE, a żeby nadać lekkiej dramaturgii i wzbudzić w czytelniku ciekawość, dreszcz emocji, coś tam jeszcze, mogłabym nawet posunąć się o krok dalej i napisać WIELKIE ODLICZANIE - ale nie zrobię tego. Z prostych przyczyn - dziś sama doszłam do wniosku, że nie jest to wszystko takie oczywiste. To znaczy, decyzję jak najbardziej podjęłam i zamierzam się jej trzymać jak amen w pacierzu, ale przy tej nadmiernej ekscytacji zastanowiłam się b. mocno, a efekt rozmyśleń doprowadził mnie do jednej prawdy: właściwie nie czuję, żeby to odliczanie było najważniejsze w tym momencie. Może teraz nie umiem tego dokładnie sprecyzować, jednak wiem jedno, że nie chce aby mnie to wszystko tak zdominowało. Oczywiście, każdy ma jakieś lęki, obawy i całkowicie jest to zrozumiałe, ale dziś przychodzi On i daje mi mannę z nieba, chleb żywy, nadzieje w to, że mnie w tym wszystkim nie zostawi. I to ostatnie zdanie jest takie pełne radości i niweczy cały mój dzisiejszy wstęp do tej notatki. Skoro On się mnie nie brzydzi to dlaczego ja mam mieć taki stosunek ascetyczny do siebie.
Z spraw jeszcze istotnych - serce mam trochę rozbite, ale właśnie dziś, gdzie tak dużo usłyszałam i tak dużo otrzymałam, chce uwierzyć, że w tym wszystkim jest jakiś cel i że nie będzie źle, a jeśli będzie źle (choć czuje, że źle nie będzie), to że znajdę taki spokój i siłę, że mnie to wszystko nie zabije. Jeśli mogłabym wysłać Ci dzisiaj jakąś wiadomość to po prostu wierząc w Twoją moc napisałabym: Obudziłam się rano i światło świeciło na mnie, usłyszałam głos w mojej głowie. ' Wstań i poczuj tą poranną bryzę '.
środa, 25 lipca 2012
poniedziałek, 23 lipca 2012
Pocztowka z wakacji.
Na samym początku Ania i jej „Sobremesa”. Tak dobrej płyty od dawna nie słyszałam. Z niecierpliwością dziś czekam na wyniki konkursu, gdzie można wygrać podwójne zaproszenie na jej koncert w Opolu. Jeśli mi się nie uda, to stracę wiarę i już zrezygnuje z wszelkiego rodzaju konkursów (zniechęciłam się po konkursie, gdzie można było dobrze zjeść z Magdą Gessler - a wiadomo, Polak głodny, Polak zły... a w dodatku głodny student... nieważne).
Chyba nie bez przyczyny powstało stwierdzenie: ,,powroty są zawsze ciężkie.." W moim przypadku to nie tylko zarwana nocka i dosyć ciężki powrót do rzeczywistości człowieka pracującego (w dodatku takiego, którego obecna praca nie satysfakcjonuję), ale przede wszystkim frustracja, kiedy dziś rano termometr wskazywał 27+ a słońce zapowiadało piękny dzień. Pomyślałam Czy nie mogło tak być w ubiegłym tygodniu? Nie wiem czy to kwestia, dojrzałości (już w środę ukończę te swoje 21 lat - choć wole, aby w mniemaniu innych już zawsze było 19) , ale przywołałam się do porządku i w duchu odpowiedziałam sobie: daj spokój ! To przecież był fantastyczny czas !
Swoje tegoroczne wakacje zaczęłam od naprawdę wyśmienitego śniadania. Tak teraz sobie myślę, że właśnie to śniadanie było upragnionym wstępem do całości pobytu w domu. Podkreślam, że nie mówię to jako biedny student, który ma w lodówce światło i pingwiny, ale jako osoba, która przez ostatni rok nigdy w spokoju nie zjadła z rana. Poza tym zawsze wiedziałam, że posiłek w gronie najbliższych tylko ich scala. Na marginesie, to bardzo brakuje mi śniadań, obiadów, kolacji z moją rodziną - może czas założyć własną? Tak więc rozpoczęliśmy od Ty jesteś chlebem ubogich, a potem już kolejny dzień był piękniejszy. W tym też miejscu muszę zachwalić smak tamtejszej herbaty, co już kiedyś podkreśliłam, ma niesamowity smak.
Potem już było tylko lepiej: rowerki wodne, strzelanie z łuku, czarownice, żaby, lody, tańce, spotkania min. garażowe, agapa u gospodarzy, dużo słowa, letnia scena muzyczna, pizza i wiele kochanych osób! Przekonałam się, że mimo, iż dzieli nas już tak dużo, nadal wszystkim na sobie zależy. Przepraszam, że nie ze wszystkimi miałam okazję się pożegnać, ale jak to się mówi : przecież my się nie rozstajemy.
Podczas tego urlopu zaplanowałam sobie, że po prostu odpocznę: od ciężkiego roku na studiach, od przytłaczającej pracy, od tego co tu w posen fajne i mniej - od mojej samotności. W efekcie muszę stwierdzić, że się nie rozczarowałam. W dzień nie było czasu na rozmyślanie, dlatego każdej nocy, przy łopoczącym sercu myślałam, co by tu takiego zmienić, żeby po powrocie po prostu być szczęśliwym. Napisałam przy łopoczącym sercu, ponieważ im czas szybciej leciał uświadomiłam sobie, że nie uda mi się zrobić nic, że znowu wrócę ze spuszczonym nosem na kwintę i będę dochodzić do siebie przez miesiąc z niezadowoloną miną ( choć rokowania tym razem były o wiele lepsze, ponieważ bardzo polubiłam to miasto). W końcu jednak doszłam do granicy, a raczej przepaści, ze stwierdzeniem, że będę tylko szczęśliwa jak zostanę w domu rodziców... W tej sytuacji cieszyłam się, że w tej sytuacji mogłam się odwołać do Kogoś, kto dał mi światło na tą sprawę.. Naglę w nocy dzień przed wyjazdem, kiedy byłam przekonana, że nie wrócę tutaj uświadomiłam sobie fakt, że każdego dnia ktoś z posen do mnie dzwonił i pytał się, jak żyję, czy mi dobrze, kiedy wracam itp.. Ten fakt na tyle mnie oprzytomniał, że mam już swoje życie tutaj i nie mogę się tak poddać.. Zresztą cały ten blog jest historią zmagania się z doświadczeniem przebywania tak daleko od domu, przebywania tu. . . Wiedziałam, że zostanie w domu byłoby najgłupszą rzeczą jaką mogłabym zrobić. Dziś mogę się uśmiechać, że miałam do kogo wrócić, choć przyznam : powroty są jednak ciężkie.
P.S. Pisząc tą notatkę uświadomiłam sobie, że dokładnie dwa lata temu powstał ten blog!!! A wiec dziś świętujemy drugie urodziny!!! Bardzo się cieszę. INIEWIEMNIC to moja historia, gdzie z małej dziewczynki z kokardami w głowie dochodzę do hmmm na pewno nie do dojrzałej kobiety :), ale w miarę ogarniętej dwudziestki. To historia miejsca, którego trudno było z początku zaakceptować, gdzie mogłam zawsze wyrazić siebie i gdzie wielokrotne iniewiemnic stało się odpowiedzią do wielu nurtujących mnie pytań.
Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali w pisaniu, nadal wspierają i tym, którzy po prostu to czytają.
Wiecznie !
poniedziałek, 9 lipca 2012
If I imagine you. . .
Wpadłeś tylko na minutę i żałuję, że nie przyszłam tu wcześniej.
If I imagine you....
Ogłaszam wszem i wobec -sesję uważam za zakończoną.... Pewnie w kilku zdaniach nie wypowiem swej radości związanej z tym faktem, jednak wierzcie - jestem szczęśliwa !
Chce napisać, że w końcu wracam wśród żywych - ale nie jestem zbyt przekonana... Już niedługo was wszystkich zobaczę!!! Już tęsknie.. ale tęsknie już też za tobą posen.. za moimi zachwytami - cholera - dobrze mi tutaj.
8 nieodebranych połączeń, 7 sms.. 0 malil - tak ta łaska radości wdziera się między szczeliny mojego życia. Wytężam wzrok, żeby tą radość zobaczyć, a on przychodzi ot tak. Cieszy mnie to, dziś szczególnie... To był ciężki dzień, ale jak to miałam okazję Ci powiedzieć: mam nadzieję, że kiedyś mi wszystko wytłumaczysz.. wszystko to, czego dziś nie rozumiem.
Dziwne to uczucie - właściwie zupełnie nie brałam Ciebie pod uwagę.
Wpadłeś na minutę
i żałuję,
że nie mam jeszcze na ten temat zdania.
Dziś słucham dalej. . .
środa, 4 lipca 2012
mój pierwszy P.S.
Grzebiąc wśród Twojej twórczości napatoczyłam się na Twoją historię... Kocham ten uśmiech !
Proszę, jeśli obejrzysz ten film i wzruszy Cię ta historia, zamknij oczy, podziękuj Bogu za Andrea i Jego Mamę, a potem podziękuj za swoje życie . . . .
. . .. i od tej pory już zawsze bądź mądry.
Alla finestra. . .
My love che sei l’amore mio
Sento la tua voce è ascolto il mare
Sembra davvero il tuo respiro
L’amore che mi dai
Questo amore che
Sta li nacosto
In mezzo alle sue onde
A tutte le sue onde
Come una barca che
Moja miłość,
Jesteś moją miłością.
słyszę twój głos,
I słucham szumu morza.
To brzmi jak twój oddech.
I cała miłość którą chcesz mi dać,
Ta miłość,
To jest tam, ukryte.
Ukryte pomiędzy falami.
Wszystkimi falami tego świata.
Tak jak ta łódka.
Po prostu rozpływam się w głosie Andrea Bocelli'go. . . To takie niesamowite, że miałam jego muzykę na wyciągnięcie ręki, a dopiero teraz.. . dopiero teraz się zakochałam.... w człowieku, który kiedy śpiewa pod powiekami ma anioły, do których się uśmiecha, a one z wdzięcznością całują jego oczy. Tak bardzo Bóg Ci błogosławi, że aż ja w swoim małym ciele czuję tą łaskę.
Piszę na wyciągnięcie ręki - bo byłam na jego koncercie we Włoszech. . . .
Teraz ja zamykam oczy i proszę Boga by zesłał i do mnie anioły abym mogła poczuć choć na chwile zapach tamtego dnia.
Alla finestra. . .
I słuchamy. . .
piątek, 29 czerwca 2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Hello Innocence . . . !
Witaj, Głupoto.
Wygląda na to,że byliśmy przyjaciółmi przez lata.
Kończę z tym.
Jak chciałbym nigdy nie zaczynać!
Jestem ponad to wszystko!
I nawet nie potrafię wyrazić jak zadowolony jestem z tego!
Jestem ponad to wszystko!
Ponieważ pracowałem i przeklinałem i pracowałem
Jednego ciemnego poranka
Ona zostawiła mnie,odeszła bez ostrzeżenia.
I poleciała nocą do miasta Londyn.
Moje ostatnie odkrycie sezonu - Jamie Cullum.
Dzięki Pająkowi (której z tego miejsca dziękuję), mogłam zapoznać się z jazzem we współczesnym wydaniu, czego jak dotąd się obawiałam. Na samo szczęście dyskografia Jamie' go rozwiała wszelkie wątpliwości - poza tym te teksty. Właściwie dziś nie musiałabym nic pisać, bo powyższa treść piosenki oddaje wszystko z czym się dzisiaj chce uporać. I najważniejsze Jestem ponad wszystko!
Miałam jeszcze coś dodać, ale chyba nie chce przegadać dzisiejszego posta, dzisiejszego dnia. . .
Bye Bye Innocence . . . !
wtorek, 19 czerwca 2012
czas ucieka, by nigdy nie powrócić. . .
To wszystko, co wokół mnie ostatnio się dzieje sprawia, że zapominam jaki mamy dzień tygodnia. Tyle zdarzeń, tyle ludzi, tyle wspomnień.... tyle tego wszystkiego. Kocham to miasto ! ! ! Już naprawdę i szczerze... mam wrażenie, że to dobre miejsce dla mnie - pewnie też dzięki Euro - ta atmosfera gospodarza - coś wspaniałego ! Ma się ochotę krzyknąć: chwilo trwaj!
Terminy nadal mnie gonią - goni mnie właściwie wszystko. Dziś rano jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z pewnej, jednej życiowej prawdy: czas ucieka, by nigdy nie powrócić.. nie powrócą zdarzenia, ludzie, wspomnienia... oczywiście wszystko zostanie w pamięci i sercu, ale już nigdy nie powróci... Na początku myślałam, że oszaleje, ale przyszła druga myśl, na szczęście bardzo pozytywna - to wszystko jest po coś, konkretnie po coś, z ukrytą prawdą i sensem. Dzięki pewnym osobą mam chęć dziś wstać z łóżka i zrobić coś więcej niż dotychczas - mam ochotę zgłębiać wiedzę, realizować zainteresowania,uczyć się języków, robić ćwiczenia, zdrowo się odżywiać, poleżeć 10 min dłużej w wannie, dążyć do perfekcjonizmu, być silniejszą, uśmiechnąć się, robić miny i marszczyć czoło. I chociaż, znowu jest mi smutno (zawsze jak po pożegnaniu) cieszę się z minionych doświadczeń. Natomiast w moim sercu rodzi się wiara, że to co najlepsze zawsze jest przede mną !
Amelie... to lubię o tej porze roku.
P - thx ! <3
sobota, 16 czerwca 2012
that night we go to party !
Kochanemu Paulowi i Kevinowi - dziękuję, i zawszę będę mieć was w sercu
E.
*****
Dużo się wydarzyło przez ten tydzień.. jestem no name, ale i tak wydawało się, że jest w porządku - do dzisiaj. Emocję wzięły górę.
Na tą chwilę czekałam dwa lata i kilka dni wcześniej. Kiedy jest tak o włos blisko... zawaliłam? Nie mam pojęcia. Inaczej nie umiałam postąpić... Nie mam już żadnej nadziei. Chce po prostu zacisnąć zęby i wskrzesić troszkę siły, aby podlecieć i wybić się w górę - ponad to wszystko. Nie chce już planować, zamartwiać się o to co za chwilę, o to co jutro. Chcę tylko umieć to akceptować, bez żadnych względnych wymagań.
Ehhh sesja. Może to i lepiej.
piątek, 8 czerwca 2012
Sen nocy czerwcowej.
r
Scena niczym z dobrego filmu grozy..
Brzozowe stoliki, pachnie grilowanym stekiem, saładką z czerwonej kapusty i dobrym winem z wyższej póki... Światło jest bardzo sprzyjające - nie męczy oczu, nie razi, a wręcz dodaje uroku całej scenerii. Uroku jak i moja kreacja.. obcisła mała czarna.. włosy blond upięte w lekki kok z wypuszczonymi pejsami loków... W sumie nie wiem, co robimy we dwójkę w tej wykwintnej restauracji. Nie raz w sumie jadaliśmy wspólnie. A no tak - ciebie stać na takie lokale... ale czemu zapraszasz mojego dobrego, niedawno poznanego znajomego - studenta prawa... i ładujesz mu w klatkę trzydzieści kulek z podręcznego pistoletu? A ja robię dobrą minę i uśmiecham się gdy on wydaje ostatnie tchnienie... To było okropne. Czemu był winny ten chłopak? Co takiego wiedział?
Moje ręce całe mokre i spocone, odmawiają posłuszeństwa. Wino uderza do głowy i w końcu racjonalna myśl: co ja tu ku##a robię? Gra - znając mojego towarzysza - toczyła się o grubą kasę, może lepiej: o najwyższą stawkę. Więc czemu się dziwię, że uczestniczę w tej całej grze.
- mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało. Czy ty jesteś nienormalna!? Chcesz, żeby władował Ci kulki prosto w plecy???? A jednak musiałam zaryzykować. Byłam jedynym świadkiem tego zajścia- oprócz czarnoskórego kelnera, który pewnie nie zawahał się zadzwonić na policje. Ale czy ucieczka miała sens? Przecież dokładnie znał moje miejsce zamieszkania, nawet wiedział, gdzie mogłam się skryć. To było jak pułapka bez wyjścia. Znajdzie mnie wszędzie, gdzie się udam, przewidzi każdy mój ruch., dopadnie w każdym miejscu, zrani moich bliskich, nie zawaha się... A jednak musiałam zaryzykować. Co mi zostało? Oddać się w ręce policji, jako współuczestnik zbrodni, czy prędzej czy później zginąć z jego rąk...
- tak proszę Pani. Uprzejmie proszę.. tylko proszę do mnie wrócić, rozstania bym nie przeżył - jego szarmancki głos, tylko przysporzył mi ciarki na plecach. ten oszukańczy ton zawsze zwodził innych - a tym razem miał zwodzić mnie. Miał skutecznie nałożyć mi klapki na oczy. Żegnając uścisnął mi rękę i zostawił pocałunek na mojej dłoni. Delikatnie osunęłam krzesło w tył, zdjęłam białą serwetę z kolan, która jeszcze pachniała nasiąkniętą, młodą krwią, odwróciłam się na pięcie i delikatnie pożegnałam się z moim towarzyszem. Byłam przekonana, że jeśli tylko się odwrócę wpakuje mi ze dwie kulki prosto w głowę. Trudno, zachowam spokój - przecież nie będę uciekać. W tej jednej chwili zachowam się jak na damę przystało.
Wychodząc widziałam tylko jego szarmancki uśmiech na twarzy, a może tylko maskę pod uśmiechem, której czaiła się prawdziwa, podła twarz gotowa skoczyć mi do gardła i zagryźć na śmierć. Delikatnie posuwałam się w stronę wyjścia do toalety, kątem oka dostrzegając, jak wspomniany kelner zdenerwowany wykręca numer przez telefon. Znajduję się w przejściu, ku mojemu zaskoczeniu, cała żywa i zdrowa. Już nie mam na sobie sukienki, a leginsy, sweter i kurtkę dżinsową. Z upiętej fryzury nic już nie zostało - włosy znów miałam rozpuszczone i w dodatku rude. Na zapleczu oszalała policja i ochrona przekazywała, że poszukiwana jest para: eleganckiego pana, w dobrze skrojonym garniturze i pachnącego perfumami Hugo Bossa ( w cale nie to nie zdziwiło) i jego współtowarzyszki, młodej rudowłosej dziewczyny. Jak możliwe jest, żeby w takim krótkim czasie wieść się szybko rozniosła.
- Tylko bez paniki! - szepnęłam w duchu. Przecież mogłaś zginąć przed chwilą. Ostatnie, co mogłaś zrobić to zacząć uciekać, żeby wszyscy zauważyli ten twój rudy łeb. Dobrze - wejdź do toalety i pomyśl racjonalnie. Przecież najciemniej jest pod latarnią. To może jedź do domu? Wystarczy, że wydostaniesz się z centrum, a on jeśli miał cie dorwać już by to zrobił.
Przed toaletą stała kontrola, gdzie przeszukiwali każdego z osobna. Za późno - odwrotu nie było.
- Może Pani wejść - rzekł miły głos ochroniarza.
- Marian weź ją przeszukaj, ona jest ruda - krzyknął ktoś obok, a pan Marian od niechcenia przejechał mnie po całym ciele. Od nie chcenia, bo miałam miałam wrażenie, a wręcz byłam przekonana, że to tylko rutyna, a oni chyba dostali informację, że ów ruda współtowarzyszka, była młoda, ALE nieco starsza ode mnie a w dodatku wyglądała bosko (bo przecież dżinsowa paniusia nie pasuje do eleganckiego Hugo Bossa). Na moje szczęście się udało. A swoją drogą jak bardzo się mylili - mieli mnie prawie w garści.
W toalecie nieco się uspokoiłam. Teraz tylko trzeba było znaleźć tylne wyjście i udać się do domu. Nie przewidziałam jednak dzwonka w telefonie, a co za tym idzie - znajomego głosu w słuchawce:
- Musi mi Pani pomóc. Jakiś debil wezwał policję. Czekam na Panią w tunelu za restauracją. Proszę się nie martwić - jak już się z stąd wydostaniemy zabiorę Panią w bezpieczne miejsce. - Słowem się nie odezwałam, ale z pewnością słyszał mój ciężki oddech po drugiej stronie. Marzyłam, żeby nie było takiej sytuacji - po co mu potrzebna moja pomoc?! Jakie zabiorę Panią w bezpieczne miejsce?! Myśl racjonalnie - możesz uciec do domu, bo on nie będzie cię gonił, ani po to, że chce twojej pomocy (bo na to nie miał czasu), ani tym bardziej, żeby się zemścić. I co zrobiłam?? To samo co do cholery robię każdego dnia w rzeczywistości - lituje się i daje się nabrać na ten cholerny sztuczny urok i jak to ciele idę ci pomóc.
Uciekamy, a ty pozwalasz sobie na więcej, coraz więcej - jak bym była twoją własnością. Co dalej? Dalej zadzwonił budzik, a ja przez cały dzisiejszy dzień analizując naszą nocną przygodę dochodzę do wniosku, że przytrafiły się nam idealne osobowości jakie reprezentujemy. Ja zawsze ci ulegam, ale tym razem miarka się przebrała... To nic, że miałeś satysfakcję z mojego ciężkiego oddechu. Myśl co chcesz - już nie boje się twojej opinii. Trening czyni mistrza.
koniec toksycznej relacji
ja to zmienię
obiecuję!!
i słowa dotrzymam.
Scena niczym z dobrego filmu grozy..
Brzozowe stoliki, pachnie grilowanym stekiem, saładką z czerwonej kapusty i dobrym winem z wyższej póki... Światło jest bardzo sprzyjające - nie męczy oczu, nie razi, a wręcz dodaje uroku całej scenerii. Uroku jak i moja kreacja.. obcisła mała czarna.. włosy blond upięte w lekki kok z wypuszczonymi pejsami loków... W sumie nie wiem, co robimy we dwójkę w tej wykwintnej restauracji. Nie raz w sumie jadaliśmy wspólnie. A no tak - ciebie stać na takie lokale... ale czemu zapraszasz mojego dobrego, niedawno poznanego znajomego - studenta prawa... i ładujesz mu w klatkę trzydzieści kulek z podręcznego pistoletu? A ja robię dobrą minę i uśmiecham się gdy on wydaje ostatnie tchnienie... To było okropne. Czemu był winny ten chłopak? Co takiego wiedział?
Moje ręce całe mokre i spocone, odmawiają posłuszeństwa. Wino uderza do głowy i w końcu racjonalna myśl: co ja tu ku##a robię? Gra - znając mojego towarzysza - toczyła się o grubą kasę, może lepiej: o najwyższą stawkę. Więc czemu się dziwię, że uczestniczę w tej całej grze.
- mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało. Czy ty jesteś nienormalna!? Chcesz, żeby władował Ci kulki prosto w plecy???? A jednak musiałam zaryzykować. Byłam jedynym świadkiem tego zajścia- oprócz czarnoskórego kelnera, który pewnie nie zawahał się zadzwonić na policje. Ale czy ucieczka miała sens? Przecież dokładnie znał moje miejsce zamieszkania, nawet wiedział, gdzie mogłam się skryć. To było jak pułapka bez wyjścia. Znajdzie mnie wszędzie, gdzie się udam, przewidzi każdy mój ruch., dopadnie w każdym miejscu, zrani moich bliskich, nie zawaha się... A jednak musiałam zaryzykować. Co mi zostało? Oddać się w ręce policji, jako współuczestnik zbrodni, czy prędzej czy później zginąć z jego rąk...
- tak proszę Pani. Uprzejmie proszę.. tylko proszę do mnie wrócić, rozstania bym nie przeżył - jego szarmancki głos, tylko przysporzył mi ciarki na plecach. ten oszukańczy ton zawsze zwodził innych - a tym razem miał zwodzić mnie. Miał skutecznie nałożyć mi klapki na oczy. Żegnając uścisnął mi rękę i zostawił pocałunek na mojej dłoni. Delikatnie osunęłam krzesło w tył, zdjęłam białą serwetę z kolan, która jeszcze pachniała nasiąkniętą, młodą krwią, odwróciłam się na pięcie i delikatnie pożegnałam się z moim towarzyszem. Byłam przekonana, że jeśli tylko się odwrócę wpakuje mi ze dwie kulki prosto w głowę. Trudno, zachowam spokój - przecież nie będę uciekać. W tej jednej chwili zachowam się jak na damę przystało.
Wychodząc widziałam tylko jego szarmancki uśmiech na twarzy, a może tylko maskę pod uśmiechem, której czaiła się prawdziwa, podła twarz gotowa skoczyć mi do gardła i zagryźć na śmierć. Delikatnie posuwałam się w stronę wyjścia do toalety, kątem oka dostrzegając, jak wspomniany kelner zdenerwowany wykręca numer przez telefon. Znajduję się w przejściu, ku mojemu zaskoczeniu, cała żywa i zdrowa. Już nie mam na sobie sukienki, a leginsy, sweter i kurtkę dżinsową. Z upiętej fryzury nic już nie zostało - włosy znów miałam rozpuszczone i w dodatku rude. Na zapleczu oszalała policja i ochrona przekazywała, że poszukiwana jest para: eleganckiego pana, w dobrze skrojonym garniturze i pachnącego perfumami Hugo Bossa ( w cale nie to nie zdziwiło) i jego współtowarzyszki, młodej rudowłosej dziewczyny. Jak możliwe jest, żeby w takim krótkim czasie wieść się szybko rozniosła.
- Tylko bez paniki! - szepnęłam w duchu. Przecież mogłaś zginąć przed chwilą. Ostatnie, co mogłaś zrobić to zacząć uciekać, żeby wszyscy zauważyli ten twój rudy łeb. Dobrze - wejdź do toalety i pomyśl racjonalnie. Przecież najciemniej jest pod latarnią. To może jedź do domu? Wystarczy, że wydostaniesz się z centrum, a on jeśli miał cie dorwać już by to zrobił.
Przed toaletą stała kontrola, gdzie przeszukiwali każdego z osobna. Za późno - odwrotu nie było.
- Może Pani wejść - rzekł miły głos ochroniarza.
- Marian weź ją przeszukaj, ona jest ruda - krzyknął ktoś obok, a pan Marian od niechcenia przejechał mnie po całym ciele. Od nie chcenia, bo miałam miałam wrażenie, a wręcz byłam przekonana, że to tylko rutyna, a oni chyba dostali informację, że ów ruda współtowarzyszka, była młoda, ALE nieco starsza ode mnie a w dodatku wyglądała bosko (bo przecież dżinsowa paniusia nie pasuje do eleganckiego Hugo Bossa). Na moje szczęście się udało. A swoją drogą jak bardzo się mylili - mieli mnie prawie w garści.
W toalecie nieco się uspokoiłam. Teraz tylko trzeba było znaleźć tylne wyjście i udać się do domu. Nie przewidziałam jednak dzwonka w telefonie, a co za tym idzie - znajomego głosu w słuchawce:
- Musi mi Pani pomóc. Jakiś debil wezwał policję. Czekam na Panią w tunelu za restauracją. Proszę się nie martwić - jak już się z stąd wydostaniemy zabiorę Panią w bezpieczne miejsce. - Słowem się nie odezwałam, ale z pewnością słyszał mój ciężki oddech po drugiej stronie. Marzyłam, żeby nie było takiej sytuacji - po co mu potrzebna moja pomoc?! Jakie zabiorę Panią w bezpieczne miejsce?! Myśl racjonalnie - możesz uciec do domu, bo on nie będzie cię gonił, ani po to, że chce twojej pomocy (bo na to nie miał czasu), ani tym bardziej, żeby się zemścić. I co zrobiłam?? To samo co do cholery robię każdego dnia w rzeczywistości - lituje się i daje się nabrać na ten cholerny sztuczny urok i jak to ciele idę ci pomóc.
Uciekamy, a ty pozwalasz sobie na więcej, coraz więcej - jak bym była twoją własnością. Co dalej? Dalej zadzwonił budzik, a ja przez cały dzisiejszy dzień analizując naszą nocną przygodę dochodzę do wniosku, że przytrafiły się nam idealne osobowości jakie reprezentujemy. Ja zawsze ci ulegam, ale tym razem miarka się przebrała... To nic, że miałeś satysfakcję z mojego ciężkiego oddechu. Myśl co chcesz - już nie boje się twojej opinii. Trening czyni mistrza.
koniec toksycznej relacji
ja to zmienię
obiecuję!!
i słowa dotrzymam.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Pachnia deszczem, wiem, ze jestes
Zgubione nagle chwile
Odpływaja
Bezimienne
Jak łzy
Kiedy tyle serc
Traci wiarę w swoje sny
Twoje sny na wietrze
Pachną deszczem
Wiem, że jesteś
Nie wiem
Nie wiem skąd wieje wiatr
Jeszcze nie wiem skąd wieje wiatr
Wiem, że cię niesie
Szeptem uniesień
Do mych warg
....
Twoich nadziei
Wołam ciebie
Dziękuje.
czwartek, 31 maja 2012
You are so craysay
Jesteś szalona mówię Ci
zawsze nią byłaś.
Skończysz wreszcie śnić?
Nie jesteś aniołem mówię Ci .
Jesteś szalona ...
Bardzo podoba mi się interpretacja tego utworu. Ale tak to jest, jeśli się ma talent, pięknych rodziców i samemu jest się pięknym. . .
Cyfrowe relacje doprowadzają do takiego momentu w życiu, że takiej relacji po prostu nie ma. Naglę zdajesz sobie sprawę, że np pięcioletnia znajomość kompletnie nie istniała, przynajmniej tak jak miałeś do tej pory wrażenie. Cyfrowe relacje powodują to, że naglę dziesięć tysięcy milionów miliardów bilionów ważnych, wypowiedzianych słów, traci na wartości - pęka jak bańka mydlana. I już nie ma nic. I nie ma nas - choć i tak nas nie było.
Czy jest na to jakieś rozwiązanie??? Jakaś dobra rada...???
Tak. Po takim doświadczeniu (już kolejnym) należy wstać, otrząsnąć pył z nóg i iść do przodu. Bez zbędnych sentymentów - przecież nie ma co się roztrząsać nad czymś czego nie było.
Paradoksalnie, u nas wygląda to w ten sposób, że każde z nas "nie ma nic więcej do dodania". Ja nie mam... i nie mam złudzeń.
Temat uważam za zamknięty.
****
Choć za oknem szaro i dosyć zimno, ja mam nieodparte wrażenie, że to się zmieni. W taką pogodę, tak łatwo wyobrażam sobie, że leżę w domku, pod zielonym kocem i wraz z Młodym oglądam "Czterej Pancerni i Pies" (Przynajmniej tak to sobie wyobrażam). No nic nic nic. Czas pokaże.
A tym czasem: "Miłość Cię znajdzie..."
piątek, 11 maja 2012
dobijam sie i zapraszam.
Tak jak obiecałam wcześniej . . . dziele się moim kawałkiem płaszczyzny poznańskiej.
równocześnie informuję, że nadal zamierzam tworzyć na iniewiemnic, także ze spokojem - jak to kiedyś mawiano na jedenastym.
pozdrawiam i ściskam gorąco.
ADRES : https://dobijamsieobijamsie.wordpress.com/
niedziela, 6 maja 2012
i ze Cie nie opuszcze ,az do smierci !
To nie moim mały światem chcesz się dzielić.. . . . .
Przygotowuje się do b. ważnej - a może najważniejszej walki, w ostatnim czasie. Walki o własny świat, marzenia pragnienia. Właśnie wczoraj - będąc światkiem zaślubin dwojga kochających się ludzi, którzy mają więcej niż inni - bo miłość i wiarę w Boga - nad zwyczajniej zachciało się i mnie Go mieć. To takie niesamowite, że mogłam od wczesnego rana podglądać wszelkie przygotowania, pomagać się im ubierać, przygotowywać stół do błogosławieństwa i w końcu w nim uczestniczyć. To takie niesamowite, patrzyć na radość dwojga młodych ludzi kroczących do ołtarza. Znając dobrze przy okazji ich historię poznania się... i widząc jak "Pokornym i skruszonym sercem Ty Boże nie gardzisz." Cudowne, kiedy bracia śpiewają i grają pieśni, a ja wśród tłumu czuje się tak blisko, tak dobrze. I wpatrując się w jeden cudowny szczegół dobijam jeden gwóźdź do trumny... do trumny, a raczej grobu z napisem: '' dnia 5.05... odeszła od nas Nostalgia poznańska - spoczywaj w spokoju."
Moje serce łomocze w swej klatce,
A ja znowu nie mogę go powstrzymać.
Moje serce, zimniejsze niż skała.
Ale nie o smutku dziś tu mowa - przecież było wesele, jest wesele !
Nie wiem czy ktoś (z moich bliskich) śledzi jeszcze tego bloga. Mam skrytą nadzieję, że tak. Już niedługo uchylę wam kawałek poznańskiego świata - który stworzyłam na prośbę wszystkich tu - w posen.
Nie zapomnę o iniewiemnic i też z pewnością będę tu zaglądać - nawet może częściej.
Dla moich kochanych nowożeńców K&M składam serdeczne życzenia jeszcze raz. Przede wszystkim dobroci jak Chleb, miłości, miłości, miłości. . . . A także podziękowania, że pozwolili mi tak blisko uczestniczyć w ich najważniejszym dniu w życiu, za słowa przysięgi małżeńskiej, iza serdeczność, za wiarę w Boga i w siły wiary w siebie, za miłość i za róże.
Zdrowie Pary Młodej!
Bądź krwią w moich żyłach,
Iskrą w mym mózgu,
A ja zrobię to samo.
Bądź świtem mojego dnia,
Słońcem po deszczu,
A ja zrobię to samo.
Zrobię to samo, tylko zostań.
piątek, 13 kwietnia 2012
kara niny. . .
Dziś w nocy zaśniemy
We własnych domach
Gdzie śpimy osobno
Nie śnimy o sobie
Im starsi jesteśmy
Tym wyższe są ściany
W których śpimy
Tym trudniej je ruszyć
Tym trudniej je zburzyć
Przez dziurkę od klucza
Demony miłości nie mają szans
W tej zabudowie odpornej na kłamstwa
I niedomówienia i inne zabiegi
Konieczne do zmian....
Przestaję więc myśleć
I oddychać .. . .
na początku sentymentalnie - Gabriele "Gabę" odkryłam na falach radiowej trójki w klasie maturalnej - pamiętam pisałam notatki z Granicy... był to jej debiutancki koncert, a ja miałam wrażenie, że nikt jej wcześniej nie słyszał. . . a potem już się tylko "nią" dzieliłam... muzyka na poziomie, zmysłowe teksty. b. miło się wraca.
Święta były cudowne.
powrót do rzeczywistości nie taki, jak sobie zaplanowałam... ale widzę - dosłownie na każdym kroku, jak bardzo się o mnie troszczysz. . .
mam ochotę być teraz twarda - nie jak skała, ale jak pewne osoby, które mnie ostatnio inspirują. . swoją osobowością- bo, że sztuką, to wiem od dawna.
mam ochotę wypowiedzieć to co myślę. . . na głos. że nie dam sobą pomiatać, że nie dam się wykorzystać, że nie ponoszę odpowiedzialności za czyjeś błędy i wiele innych. brzmi to może jak tupet, ale duszę to w sobie i uważam, że czas stanąć w prawdzie, choć na razie zero we mnie pokory, a więcej gniewu- co może nie jest dobre - z pewnością nie jest.
fałszywym przyjaciołom serdecznie dziękuje. na szczęście jest was garstka - minimalna. szczerze, życzę powodzenia - oby nikt was tak nie potraktował. na wszystkie zażalenia odpiszę, odpowiem - na głos.
jutro uczelnia - nareszcie :)
dobranoc poznaniu.
czwartek, 29 marca 2012
dziewietnastoletnie, wyjatkowe marzenia.
Pamiętaj o mnie, będąc postacią z ekranu
Pamiętaj o mnie, będąc kimś, kim zawsze marzyłeś być
Pamiętaj o mnie...
To tylko dziewiętnastoletnie, frajerskie marzenia
Chyba sądziłem, że masz jakiś smak
Po prostu dziewiętnastoletnie, nieprzyzwoite marzenia
Pamiętaj o mnie, podpisując kolejny kontrakt filmowy,
I myśl o mnie, tkwiąc w fotelu na czterech kółkach
Pamiętaj o mnie, wśród fleszy aparatów i okrzyków
Pamiętaj o mnie... wyjątkowe marzenia.
stuk, puk, po 19:00 z żonkilem w ręku przemierzamy ramie w ramie. taki piękny jest dziś posen, choć nikt się nie spodziewa, że już następnego dnia będzie wyjątkowo zimno. jest cudownie spędzać czas z wyjątkowymi ludźmi. pogoda sprzyja, a lody w kawiarence wydają się być trochę popsute - jak wszystko ostatnio. moja łza, pierwsza, tysięczna już ich milion. a tu takie słodkości. świetnie się wczoraj rozmawiało. kilka wniosków mam dla ciebie. w zupełności się zgadzam, że istnieją w życiu takie blokady, na które nie mamy wpływu. zgoda również, że pewnych fragmentów mózgu wyciąć się nie da - poprzestawiać również.
więc co z tym fantem zrobić?
tego właśnie nie wiem. ale wiem, ze cudownie się siedzi na murku czekając na tramwaj z pełnymi marzeń głowami i z żonkilem w ręku.cudownie się marznie patrząc w dal i nie wyobrażając sobie niczego - zupełnie, zupełnie niczego. dobrze kiedy mi mój wiek mnie nie razi a tobie nie przeszkadza. nigdy nie jest za późno na spełnianie pragnień (nawet dla mnie). fantastycznie, kiedy czas stoi w miejscu i nie liczysz się ja, ty, ale marzenia.. . . i nasze uśmiechy w przelocie.
chyba pierwszy raz iniewiemnic tu nie pasuje!
czy się jeszcze spotkamy? bardzo bym chciała. a jeśli nie - czekam cię w Nowym, Lepszym Życiu - z żonkilem w ręku.
P.s. nie przestawaj marzyć, bo i ja zwątpię. . . .
Pamiętaj o mnie, będąc kimś, kim zawsze marzyłeś być
Pamiętaj o mnie...
To tylko dziewiętnastoletnie, frajerskie marzenia
Chyba sądziłem, że masz jakiś smak
Po prostu dziewiętnastoletnie, nieprzyzwoite marzenia
Pamiętaj o mnie, podpisując kolejny kontrakt filmowy,
I myśl o mnie, tkwiąc w fotelu na czterech kółkach
Pamiętaj o mnie, wśród fleszy aparatów i okrzyków
Pamiętaj o mnie... wyjątkowe marzenia.
stuk, puk, po 19:00 z żonkilem w ręku przemierzamy ramie w ramie. taki piękny jest dziś posen, choć nikt się nie spodziewa, że już następnego dnia będzie wyjątkowo zimno. jest cudownie spędzać czas z wyjątkowymi ludźmi. pogoda sprzyja, a lody w kawiarence wydają się być trochę popsute - jak wszystko ostatnio. moja łza, pierwsza, tysięczna już ich milion. a tu takie słodkości. świetnie się wczoraj rozmawiało. kilka wniosków mam dla ciebie. w zupełności się zgadzam, że istnieją w życiu takie blokady, na które nie mamy wpływu. zgoda również, że pewnych fragmentów mózgu wyciąć się nie da - poprzestawiać również.
więc co z tym fantem zrobić?
tego właśnie nie wiem. ale wiem, ze cudownie się siedzi na murku czekając na tramwaj z pełnymi marzeń głowami i z żonkilem w ręku.cudownie się marznie patrząc w dal i nie wyobrażając sobie niczego - zupełnie, zupełnie niczego. dobrze kiedy mi mój wiek mnie nie razi a tobie nie przeszkadza. nigdy nie jest za późno na spełnianie pragnień (nawet dla mnie). fantastycznie, kiedy czas stoi w miejscu i nie liczysz się ja, ty, ale marzenia.. . . i nasze uśmiechy w przelocie.
chyba pierwszy raz iniewiemnic tu nie pasuje!
czy się jeszcze spotkamy? bardzo bym chciała. a jeśli nie - czekam cię w Nowym, Lepszym Życiu - z żonkilem w ręku.
P.s. nie przestawaj marzyć, bo i ja zwątpię. . . .
sobota, 3 marca 2012
O wszystkim co pragne robić z Toba, prosze nie mów. . .
czasami mam tak, że w ogóle nie rozumiem, co się koło mnie dzieje..aha- i dlaczego. nie rozumiem, być może nie muszę. mam wrażenie, że problem tkwi we mnie - pod wieloma względami, których nie wybaczyłby nam świat. tylko pytam się - po co? Przecież z pewnością
- nie dlatego, że powinnam brać za to odpowiedzialność,
- nie dlatego, że może jet to niepoprawnie politycznie,
- a może na końcu wreszcie, że boje się opinii osób trzecich.
jest po prostu tak, że wracasz ciemną nocą, gdzie gwiazdy oświetlają ci drogę bardziej niż blask latarni, po policzkach gładzi cię lekki wiatr, a w nozdrza (jak na złość) zapach wiosennego już powietrza. i to wszystko, ten cały klimat wpędza cię w przekonanie, że prawdopodobnie. . . to nie jest twoja bajka, po mimo tego, ze jakimś cudem grasz w niej pierwsze skrzypce.
w gwoli wyjaśnienia:
prawdopodobnie (jeszcze niedawno) zamknęłabym za sobą furtkę, a klucz wyrzuciła hen daleko, tak że nikt by nawet nie wiedział. zamknęła mocno, z hukiem i trzaskiem, jak to mam/miałam zwyczaj robić ze wszystkimi pięknymi rzeczami w swoim życiu.
teraz tego nie zrobię, nie dlatego, że widzę, jak bardzo nie daje mi to szczęścia, a czasu nie da się cofnąć. przyczyna jest prosta, to świat się zmienia wokół ciebie i ty zawsze dajesz przyzwolenie na częstotliwość, z jaką będzie ten fakt ingerował w twoim życiu. jeśli jest ci z tym dobrze - to okej. jeśli nie, to płacisz sporą cenę, ale pamiętaj, że wszystko, a raczej spora część leży w twoich rękach - nikt inny nie będzie chciał wziąć za to odpowiedzialności (przynajmniej w moim przypadku tak jest)
podsumowując: tej furtki nie zamykam, mając nadzieję, że jest to wstępem do nowej, lepszej rzeczywistości.
. . . nigdy nikomu.
* * *
nie za bardzo mam się czym pochwalić. praca, studia, znowu praca, trochę wolnego i dużo ludzi, na których zawsze brak mi czasu. ostatnio się zastanawiałam, czy to kwestia zorganizowania, czy jestem już tak zafiksowana, że uciekam wgłąb siebie tak iż bardziej się nie da. i tu niespodzianka - bo jednak to pierwsze, a jeśli to pierwsze, jest duża szansa, że uda mi się to jeszcze zmienić.
co do inspiracji - wciąż nie mam, ale lubię obserwować ludzi, to co robią i jaki mają warsztat. bacznie przyglądać się, jak definiują samych siebie i swoją pracę. dochodzę często do wniosku, że w takich momentach bardzo cenie DOŚWIADCZENIE, SKROMNOŚĆ i WRAŻLIWOŚĆ - czego dowodem, jest powyższy teledysk (też).
- wiele się muszę jeszcze nauczyć.
- oby było więcej takich wieczorów jak dzisiaj.
- byle by nie zabrakło takich chęci co wczoraj.
środa, 8 lutego 2012
outsourcing.
no tak - za chwilę egzaminy, a ja w czarnej dziurze. zamiast się uczyć psychologii, ja zgłębiam ekonomie i marketing. trzeba to zmienić.
konferencyjno- seminaryjnie bardzo pozytywnie. nowe kontakty są - zdjęć jeszcze nie ma, (tych bez koszulki też), ale jak to kilka dni temu postanowiłam - chce oddać swoje afekty. choć zastanawiam się po co te doświadczenia(?).
Aha.
wracając do pracy - cały czas się czegoś uczę - i korzystam z zasobów.
jest dobrze.
cudownie jest od czasu do czasu kiedy twoje ciało przeszywa dreszcz- jak dzisiaj.
kawałek dedykuje dniu wczorajszemu....
sobota, 4 lutego 2012
Para - Para - Paradise. . .
w kościach czułam dzisiejsze słońce. jeszcze zima na dobre nie rozgościła się na naszych podwórkach, a już za jedyne 6 tygodni ma jej nie być - tak tak - można wierzyć i nie wierzyć w przepowiednie świstaka, ale czasem to takie optymistyczne. pożyjemy, zobaczymy.
siły nie mam do tego lutego. w pracy pracy po łokcie, ale głupawka mam nadzieję minąć (wraz z zimą). ratuje się gorzką czekoladą i chwilami spędzonymi w kuchni. tylko mój tato chwali sobie taką pogodę, ja zdecydowanie odwrotnie. całkiem miło jednak wyczyniać sztukę w kuchnie - bo zaiste - gotowanie jest pewnego rodzaju sztuką, artyzmem nie dla każdego. kuchni trzeba się uczyć -over and over and.. kuchnie trzeba zrozumieć, mieć do niej dużo pokory i odwagi, i może jeszcze wyrozumiałości (?) kuchnie trzeba chcieć poznawać - wszystkimi zmysłami. trzeba umieć odróżnić smak, zapach - trzeba ją dotykać, napatrzeć się jej..
ymmmmmmmmmm. może to dla kogoś czysta komercja - dla mnie tylko magia.
nie mam cierpliwości do mediów. dziękuje, za miejsce gdzie mogę się z tym wybałuszyć.
takie tam bibrzenie.
siły nie mam do tego lutego. w pracy pracy po łokcie, ale głupawka mam nadzieję minąć (wraz z zimą). ratuje się gorzką czekoladą i chwilami spędzonymi w kuchni. tylko mój tato chwali sobie taką pogodę, ja zdecydowanie odwrotnie. całkiem miło jednak wyczyniać sztukę w kuchnie - bo zaiste - gotowanie jest pewnego rodzaju sztuką, artyzmem nie dla każdego. kuchni trzeba się uczyć -over and over and.. kuchnie trzeba zrozumieć, mieć do niej dużo pokory i odwagi, i może jeszcze wyrozumiałości (?) kuchnie trzeba chcieć poznawać - wszystkimi zmysłami. trzeba umieć odróżnić smak, zapach - trzeba ją dotykać, napatrzeć się jej..
ymmmmmmmmmm. może to dla kogoś czysta komercja - dla mnie tylko magia.
nie mam cierpliwości do mediów. dziękuje, za miejsce gdzie mogę się z tym wybałuszyć.
takie tam bibrzenie.
niedziela, 22 stycznia 2012
If you ever leave me baby...
...Leave some morphine at my door.
Jeśli kiedykolwiek mnie opuścisz kochanie,
Zostaw trochę morfiny przy drzwiach ...
dziwne. te oczy, ten uśmiech, i tatuaż na ręce. pachniałeś jak marzenie. nietrudno było cię nie zauważyć - ten taniec, ruch, spojrzenie, gest i .. ja. wszystko przebiegało jak należy. oparłeś się o ścianę i zawiesiłeś wzrok na mojej filigranowej osobie. moje ruchy, dosyć niezgrabne nabierały melodii. choć nie patrzyłam w twoją stronę wciąż czułam na sobie twój wzrok. w końcu podniosłam oczy aby momentalnie spotkać się z twoimi. niesamowity blask. twój uśmiech, moja nieśmiałość. pomyślałam: to tylko chwila. stałeś jeszcze chwilkę po czym skierowałeś się w moją stronę. nie podszedłeś jednak do mnie, ale do stojącej obok mojej koleżanki. wciąż jednak czułam twój wzrok. ale już nie patrzyłam w twoją stronę. wiedziałam, że musiałam się przewidzieć. przez chwile zrobiło mi się smutno, ale uśmiechnęłam się sama do siebie i postanowiłam się dobrze bawić. musiałeś zauważyć, że się uśmiecham bo w mgnieniu oka byłeś tuż obok. nic już nie widziałam tylko twój szeroki uśmiech i ten wymowny wyraz twarzy: no choć tu do mnie. podeszłam. niczym kura zdobywająca względy koguta skupiłam się aby ten krótki taniec był jak najlepszy. choć stałam tyłem wiedziałam, że się śmiejesz, i na swym ciele poczułam przelotnie twoje dłonie. skrępowana odwróciłam się w twoją stronę. twój i mój niepewny uśmiech. zdjęłam ci czapkę z głowy i założyłam na swoją. widziałam, że podobał ci się ten gest choć czapka była za luźna i osuwała mi się po skroni. naglę twoje dłonie splotły się z moimi tak mocno, że z wrażenia krew uderzyła mi do głowy. przyciągnąłeś mnie do siebie i wtuliłeś delikatnie. bałam się ale pozwoliłam ci oprzeć głowę na ramieniu. stałam tyłem, więc nie widziałam twojej reakcji ale wiedziałam, że się uśmiechasz, jak delikatnie dotykasz ustami moje włosy, odgarniasz je z lekka aby dobrze poczuć zapach mojej skóry. czułam twój oddech na szyi, miałam nieodparte wrażenie, ze pragniesz dobrze zapamiętać jak pachnę. tak jakbyśmy mieli się nigdy spotkać. tak, jakbyś uczył się mnie na pamięć, aby każdego dnia gdy do mnie wrócisz, mógł mnie odtworzyć w całości - niczego nie pomijając. również wyczuwałam twój zapach. był tak samo delikatny, jak twoje dłonie, które z uścisków przenikały moje ciało aby znowu wrócić w uścisk. piosenka się skończyła, ja oddałam ci czapkę, ale ty wcale nie zamierzałeś wypuścić mnie z rąk. nie protestowałam, sama nie chciałam cię opuszczać chłopaku z tatuażem. przetańczyliśmy kolejną piosenkę, kiedy w końcu zebrałam się, aby do ucha szepnąć ci:mnie zdobywa się więcej niż dwie piosenki. na co ty mi odpowiedziałeś: wcale nie zamierzam cię wypuszczać dzisiejszej nocy. jego twarz była piękna a uśmiech przyprawiam nie o skoki ciśnienia. odwrócił mnie w swoją stronę i położył mi moje ręce na swoich barkach. ujęłam nieśmiało jego szyję i od czasu do czasu zerkałam w jego oczy. robiłam to nieśmiało, ale imponowało ci to. ty natomiast odwdzięczałeś się pięknym uśmiechem - pełnym wdzięczności. podobało mi się kiedy przeplatałeś sobie między palcami moje włosy, czule głaskałeś mą twarz i trzymałeś mnie przy sobie mocną ręką, ale w dalszym ciągu delikatnie. niczego nie przyśpieszałeś. pozwoliłeś, aby sytuacja sama się rozwijała tańczyliśmy bardzo długo po czym on w pewnym momencie spytał: czy mam kogoś. choć przez cały czas niewinnie kokietowałam go spojrzeniem stanęłam pewna siebie i złowieszczo się uśmiechnęłam. chciałam trochę podpuszczać cię chłopaku z tatuażem. widziałam, że czeka na odpowiedz i stał się niepewny kiedy tak z nim pogrywałam. zgodnie z prawdą powiedziałam nie. a on: nie wierze!!. niemożliwe. i od razu wrócił na jego twarz uśmiech z domieszką ulgi po czym jeszcze mocniej mnie przycisnął do siebie. czułam się świetnie i trwałoby to może dłużej gdyby na chwile nie rozdzielili nas moi i jego znajomi. zakręciło mi się w głowie. musiałam podejść do stolika aby się czegoś napić i naglę poczułam jak spada na mnie lawina emocji.. ja i on. nie podejrzewałam takiego obrotu sprawy. wiedziałam, że muszę wrócić, ale mimo wszystko odczekałam chwilkę. gdy ponownie weszłam na parkiet nie widziałam chłopaka z tatuażem, jednak specjalnie nie chciałam się oglądać, abyś się nie zorientował, że zaczyna mi zależeć. po jakimś czasie dostrzegłam, że ktoś mnie szuka w tłumie i to było fantastyczne uczucie. odwróciłam się, żeby nie ujawnić jak bardzo chciałam, żeby znów podszedł. był tuż obok ale nie dotknął mnie. postanowiłam się odwrócić i na metr ode mnie stała jego pięknie wyrzeźbiona sylwetka. przechylił lekko głowę w bok, jakby chciał mi powiedzieć: nie podejdziesz? długo mam jeszcze czekać? wciąż się uśmiechał wyciągnął ku mnie swoją rękę i pociągnął do siebie. znów stałam tyłem, a serce waliło mi jak młot. on wtulił mnie mocno i szepnął do ucha: widzisz, tak jest lepiej. i faktycznie było. znów długo tańczyliśmy, i w miarę upływu czasu pozwalałam mu się coraz bardziej do mnie zbliżyć. w dalszym ciągu był delikatny, ale już teraz bez ogródek robił to pewniej, jakby miał do tego stuprocentowe prawo. przy okazji mogliśmy troszkę porozmawiać. drżałam za każdym razem kiedy jego oddech okładał się na mojej szyi, gdy czułam go tak blisko, że się wtula z tak wielką wdzięcznością i od czasu do czasu muskał ustami moją szyję tak lekko, prawie niezauważalnie. świat się dla mnie zatrzymał i nic nie było ważne. zaczęliśmy wymieniać spojrzenia. swoje palce zaplatał w moje, a ja zaciskałam je mocno chcąc mu pokazać, że nie chce aby ta chwila się szybko skończyła następnie chłopak z tatuażem nałożył mi swoją czapkę na głowę, jakby ten gest miał pokazać światu:jesteś moja.on tak czuł i ja również. sielankę na moment przerwał jego znajomy chcąc wyciągnąć go na fajkę. na mojej twarzy pojawił się smutek, bo nie chciałam się z nim nawet na chwile rozstawać. musiałeś to zauważyć, bo rzuciłeś koledzy spojrzenie:stary musimy teraz? znajomy zmierzył mnie wzrokiem również się uśmiechnął i powiedział: zaraz ci go oddam. tym razem ja spojrzałam na chłopaka z tatuażem, a moje spojrzenie było wymowne: kogo wybierzesz. chłopak szybko mnie rozszyfrował przyciągnął i powiedział: zawsze ciebie! po czym z uśmiechem zwilżył usta, zamknął powieki i pocałował mnie w usta. smak jego ust.....
już teraz nie chciał puścić mnie z rąk i gdybym się delikatnie nie wysmyknęła całował by mnie bezliku. widziałam błysk w jego oczach i szepnął: nie ucieknij mi za chwilę przyjdę, przy czym uśmiechnął się tak,że ciarki przeszły mi przez całe ciało. Zjawił się szybciej niż wyszedł. na sali było bardzo gorąco. ciągle tańczyliśmy. milion gwiazd i my. nasze ciała tak bardzo blisko. czułam, że oblał mnie lekki pot, który zmieszał się z zapachem perfum i mojej skóry. mój zapach zmieszał się z jego zapachem i to było najcudowniejsze uczucie. razem stworzyliśmy taką woń!! w pewnym momencie szepnął: stój tu i się nie ruszaj. podbiegł do dj'a i za chwilę leciała dobrze mi znana piosenka - z dedykacją dla najpiękniejszej. zaczęłam tańczyć i przywołałam go do siebie. byliśmy na środku sali. trzymał mnie mocno. i szeptał mi słowa piosenki. ja już pewnie odwzajemniałam każde spojrzenie, gest, po czym chłopak z tatuażem wtulił się mocniej i powiedział: jesteś niesamowita!!! ja na to zaprzeczyłam ruchem głowy. uśmiechnął się jak nigdy dotąd i powiedział: chce żebyś widziała, że dla mnie taka będziesz - już na zawsze, po czym znowu pozwolił sobie mnie pocałować. drżałam. czułam, że to koniec.. bo faktycznie to było pożegnanie. stanęliśmy razem w miejscu trzymając się za rękę i długo patrząc sobie w oczy. a on powtórzył: jesteś niesamowita! nigdy cię nie zapomnę. przytulił mnie i poprosił: czy mógłbym cie jeszcze raz pocałować? poprosiłam go, żeby się nachylił bo chce mu coś powiedzieć, ale w połowie drogi zrezygnowałam. musnęłam go lekko w policzek i kazałam odejść. powoli wypuszczał moje dłonie ze swoich, a ja odwróciłam się, żeby nie widzieć jak odchodzi. gdy spojrzałam znowu, już go tam nie było. i nie wrócił choć czekałam. czy żałowałam? hmm
dochodził przedświt. raczej do końca imprezy siedziałam już przy stoliku. myślałam chyba o wszystkim i o niczym. nie wierzyłam, w to co zdarzyło się jeszcze kilka chwil temu. nie płakałam ale p pomyślałam: przytrafiła mi się rzecz o której nawet nie marzyłam.. i dlaczego się smucę? że nie wiem jak ma na imię, że nie zostawił nr. telefonu? czy,że nie wrócił? na swoim ciele czułam jeszcze jego zapach i smak jego ust. widziałam ten przeszywający mnie na wskroś uśmiech... I POSTANOWIŁAM, że będę się tylko cieszyć, że taka piękna rzecz mnie spotkała. po czym wróciłam z dziewczynami na parkiet i bawiłam się cudownie. jakby miał się dla mnie dziś skończyć świat. Szalałam w tym samym miejscu, gdzie jeszcze nie dawno.. było super!! Ta lekcja nauczyła mnie najpiękniejszego: miłość rodzi miłość, radość rodzi radość, a wiadomo jak coś się rodzi należy się tym cieszyć i dzielić radością z innymi. nie narzekać i nie przeżywać. to co spotkało mnie przed chwilą, pewnie nie wywrze większego znaczenia, poza tym, że nigdy nie zapomnę tych wszystkich emocji, i że będę mogła opowiedzieć historię swoim wnukom.
muzyka grała, ja tańczyłam, i mimo że na sali już zupełnie inni ludzie, ja czułam, że chłopak z tatuażem znów podpiera ścianę, uśmiecha się najpiękniej w świecie i nie odrywając ode mnie wzroku, wszystkim na około mówi: JEST NIESAMOWITA!!!!
* * *
historia piękna jak z bajki, ale bajką nie jest. mam nadzieję, że będziecie się mogli nasycić na jakiś czas tą opowieścią, gdyż w związku z tą całą sytuacja z ACTA nie mam zamiaru korzystać przez jakiś czas z komputera i umieszczać swoje przemyślenia, w myśl prawa, które chroni moją działalność autorską. to taki mój cichy protest serdecznie pozdrawiam hakerów !!!
merendes.
p.s w tedy na pożegnanie chłopaku z tatuażem chciałam ci powiedzieć: znalazłeś kogoś niesamowitego i chcesz to tak łatwo wypuścić z rąk??? i ugryzłam się w język, bo może dziś już mnie nie pamiętasz, ale dla mnie było to coś ważnego. i uświadomiłam sobie gdy już się nachylałeś, że sokoro było to dla mnie ważne, muszę pozostawić cię w wolności.
gdybym mogła powtórzyć tą chwilę, powiedziałabym ci: ty też jesteś niesamowity. do zobaczenia wkrótce chłopaku z tatuażem.
środa, 18 stycznia 2012
List do M.
Najważniejsze zostało już powiedziane.
Trudno było mi wybrać dla Ciebie piosenkę, ale myślę, że ta odda klimat dzisiejszego dnia!!!
Nie poddawaj się ! Nigdy - popatrz, jaki świat jest cudowny...
Wszystkiego
Najlepszego
Małgosiu
e.
sobota, 14 stycznia 2012
I can steal back mine.. . . .
I can’t steal his heart, I can steal back mine
I can steal back mine
I can steal back mine.
I can’t steal his heart, but I can steal back mine.
Steal back mine.
stoi przede mną wielka drabina, ciężka ogromna,
do samego nieba.
wchodzę pomału i bardzo się męczę, bo szczeble są duże a ja w swej naturze, drobna i krucha i cała w strachu, ja ciągle młoda lecz już nie ta sama. wchodzę na Patio i cała ze srtachu drżę, bo los mój jest tak bardzo niepewny. oczy tak wielu skierowanych na mnie. zaciskam oczy, jeszcze mocniej wargi. chwilę się waham, lecz już po chwili, rozkładam swe usta, by dać drogę słowu... prosto z mego serca.. i w tej oto chwili kruchość upada i staję się mocna i czuję się mocna, wrażliwa...
i już do końca ten pokój trwał w sercu,
a potem wąż podstępny straszliwy zadał cios, na chwile zabolało, ale resztki mocy za skrzepiły ranę.
tak wiem, robię dużo błędów, ale na reszcie dociera do mnie, że nie jestem nieśmiertelna. że jestem człowiekiem nie bogiem, i normalne jest to, że upadam, upadam, i pokornieje. przynajmniej bym chciała.
jeśli tak wygląda pokój - pokój serca, to ja chcę więcej!
PRZYJACIELE, PRZYJDŹCIE!!!! PRZYJDŹCIE NAJDROŻSI I UPAJAJCIE SIĘ!!!!
P.S. dobry kawałek
niedziela, 8 stycznia 2012
fuck and shit and shit and fuck.
pierwszy tydzień nowego roku mnie nie rozpieszcza. chociaż wczoraj zdarzyła się rzecz, o której nawet nie śniłam- ostatnimi czasy. czuje się w tym momencie jakbym na głowie miała postawiony karton z cegłami albo telewizor... może faktycznie zarwać kilka dobrych nocy i powalczyć o marzenia. jakie to nieracjonalne! przecież jeden z punktów postanowień noworocznych istotnie brzmi: wysypiać się. dobrze. to może kiedy indziej.
nie rozumiem mężczyzn. albo lepiej - nie rozumiem siebie.to wszystko jest taki zwariowane i nierealne, nieodpowiednie, niemożliwe, nieadekwatne, nie, nie, nie.. ale za późno, to się stało i czasu się nie cofnie.
żeby było jasne - nadal podtrzymuję, że nie mam względnych oczekiwań na ten rok. za wyjątkiem jednym: niech tylko nie trzęsie się ziemia (jak koło Kalisza.. albo mocniej).
co więcej? stygnie herbata, a ból głowy niczego nie ułatwia.
pogoda sprzyja.
nie wiem w co się ubrać..
osiem,
siedem,
sześć,
pięć,
cztery,
trzy,
dwa,
jeden,
zero.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
