piątek, 8 czerwca 2012

Sen nocy czerwcowej.

r

Scena niczym z dobrego filmu grozy..

Brzozowe stoliki, pachnie grilowanym stekiem, saładką z czerwonej kapusty i dobrym winem z wyższej póki... Światło jest bardzo sprzyjające - nie męczy oczu, nie razi, a wręcz dodaje uroku całej scenerii. Uroku jak i moja kreacja.. obcisła mała czarna.. włosy blond upięte w lekki kok z wypuszczonymi pejsami loków...  W sumie nie wiem, co robimy we dwójkę w tej wykwintnej restauracji. Nie raz w sumie jadaliśmy wspólnie. A no tak - ciebie stać na takie lokale... ale czemu zapraszasz mojego dobrego, niedawno poznanego znajomego - studenta prawa... i ładujesz mu w klatkę trzydzieści kulek z podręcznego pistoletu? A ja robię dobrą minę i uśmiecham się gdy on wydaje ostatnie tchnienie... To było okropne. Czemu był winny ten chłopak? Co takiego wiedział?

Moje ręce całe mokre i spocone, odmawiają posłuszeństwa. Wino uderza do głowy i w końcu racjonalna myśl: co ja tu ku##a robię? Gra - znając mojego towarzysza - toczyła się o grubą kasę, może lepiej: o najwyższą stawkę. Więc czemu się dziwię, że uczestniczę w tej całej grze.
- mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało. Czy ty jesteś nienormalna!? Chcesz, żeby władował Ci kulki prosto w plecy???? A jednak musiałam zaryzykować. Byłam jedynym świadkiem tego zajścia- oprócz czarnoskórego kelnera, który pewnie nie zawahał się zadzwonić na policje. Ale czy ucieczka miała sens? Przecież dokładnie znał moje miejsce zamieszkania, nawet wiedział, gdzie mogłam się skryć. To było jak pułapka bez wyjścia. Znajdzie mnie wszędzie, gdzie się udam, przewidzi każdy mój ruch., dopadnie w każdym miejscu, zrani moich bliskich, nie zawaha się... A jednak musiałam zaryzykować. Co mi zostało? Oddać się w ręce policji, jako współuczestnik zbrodni, czy prędzej czy później zginąć z jego rąk...
- tak proszę Pani. Uprzejmie proszę.. tylko proszę do mnie wrócić, rozstania bym nie przeżył - jego szarmancki głos, tylko przysporzył mi ciarki na plecach. ten oszukańczy ton zawsze zwodził innych - a tym razem miał zwodzić mnie. Miał skutecznie nałożyć mi klapki na oczy. Żegnając uścisnął mi rękę i zostawił pocałunek na mojej dłoni. Delikatnie osunęłam krzesło w tył, zdjęłam białą serwetę z kolan, która jeszcze pachniała nasiąkniętą, młodą krwią, odwróciłam się na pięcie i delikatnie pożegnałam się z moim towarzyszem. Byłam przekonana, że jeśli tylko się odwrócę wpakuje mi ze dwie kulki prosto w głowę. Trudno, zachowam spokój - przecież nie będę uciekać. W tej jednej chwili zachowam się jak na damę przystało.

Wychodząc widziałam tylko jego szarmancki uśmiech na twarzy, a może tylko maskę pod uśmiechem, której czaiła się prawdziwa, podła twarz gotowa skoczyć mi do gardła i zagryźć na śmierć. Delikatnie posuwałam się w stronę wyjścia do toalety, kątem oka dostrzegając, jak wspomniany kelner zdenerwowany wykręca numer przez telefon. Znajduję się w przejściu, ku mojemu zaskoczeniu, cała żywa i zdrowa. Już nie mam na sobie sukienki, a leginsy, sweter i kurtkę dżinsową. Z upiętej fryzury nic już nie zostało - włosy znów miałam rozpuszczone i w dodatku rude. Na zapleczu oszalała policja i ochrona przekazywała, że poszukiwana jest para: eleganckiego pana, w dobrze skrojonym garniturze i pachnącego perfumami Hugo Bossa ( w cale nie to nie zdziwiło) i jego współtowarzyszki, młodej rudowłosej dziewczyny. Jak możliwe jest, żeby w takim krótkim czasie wieść się szybko rozniosła.
- Tylko bez paniki! - szepnęłam w duchu. Przecież mogłaś zginąć przed chwilą. Ostatnie, co mogłaś zrobić to zacząć uciekać, żeby wszyscy zauważyli ten twój rudy łeb. Dobrze - wejdź do toalety i pomyśl racjonalnie. Przecież najciemniej jest pod latarnią. To może jedź do domu? Wystarczy, że wydostaniesz się z centrum, a on jeśli miał cie dorwać już by to zrobił.

Przed toaletą stała kontrola, gdzie przeszukiwali każdego z osobna. Za późno - odwrotu nie było.
- Może Pani wejść - rzekł miły głos ochroniarza.
- Marian weź ją przeszukaj, ona jest ruda - krzyknął ktoś obok, a pan Marian od niechcenia przejechał mnie po całym ciele. Od nie chcenia, bo miałam miałam wrażenie, a wręcz byłam przekonana, że to tylko rutyna, a oni chyba dostali informację, że ów ruda współtowarzyszka, była młoda, ALE nieco starsza ode mnie a w dodatku wyglądała bosko (bo przecież dżinsowa paniusia nie pasuje do eleganckiego Hugo Bossa). Na moje szczęście się udało. A swoją drogą jak bardzo się mylili - mieli mnie prawie w garści.

W toalecie nieco się uspokoiłam. Teraz tylko trzeba było znaleźć tylne wyjście i udać się do domu. Nie przewidziałam jednak dzwonka w telefonie, a co za tym idzie - znajomego głosu w słuchawce:
- Musi mi Pani pomóc. Jakiś debil wezwał policję. Czekam na Panią w tunelu za restauracją. Proszę się nie martwić - jak już się z stąd wydostaniemy zabiorę Panią w bezpieczne miejsce. - Słowem się nie odezwałam, ale z pewnością słyszał mój ciężki oddech po drugiej stronie. Marzyłam, żeby nie było takiej sytuacji - po co mu potrzebna moja pomoc?! Jakie zabiorę Panią w bezpieczne miejsce?! Myśl racjonalnie - możesz uciec do domu, bo on nie będzie cię gonił, ani po to, że chce twojej pomocy (bo na to nie miał czasu), ani tym bardziej, żeby się zemścić. I co zrobiłam?? To samo co do cholery robię każdego dnia w rzeczywistości - lituje się i daje się nabrać na ten cholerny sztuczny urok i jak to ciele idę ci pomóc.

Uciekamy, a ty pozwalasz sobie na więcej, coraz więcej - jak bym była twoją własnością. Co dalej? Dalej zadzwonił budzik, a ja przez cały dzisiejszy dzień analizując naszą nocną przygodę dochodzę do wniosku, że przytrafiły się nam idealne osobowości jakie reprezentujemy. Ja zawsze ci ulegam, ale tym razem miarka się przebrała... To nic, że miałeś satysfakcję z mojego ciężkiego oddechu. Myśl co chcesz - już nie boje się twojej opinii. Trening czyni mistrza.

koniec toksycznej relacji
ja to zmienię
obiecuję!!
i słowa dotrzymam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz