w kościach czułam dzisiejsze słońce. jeszcze zima na dobre nie rozgościła się na naszych podwórkach, a już za jedyne 6 tygodni ma jej nie być - tak tak - można wierzyć i nie wierzyć w przepowiednie świstaka, ale czasem to takie optymistyczne. pożyjemy, zobaczymy.
siły nie mam do tego lutego. w pracy pracy po łokcie, ale głupawka mam nadzieję minąć (wraz z zimą). ratuje się gorzką czekoladą i chwilami spędzonymi w kuchni. tylko mój tato chwali sobie taką pogodę, ja zdecydowanie odwrotnie. całkiem miło jednak wyczyniać sztukę w kuchnie - bo zaiste - gotowanie jest pewnego rodzaju sztuką, artyzmem nie dla każdego. kuchni trzeba się uczyć -over and over and.. kuchnie trzeba zrozumieć, mieć do niej dużo pokory i odwagi, i może jeszcze wyrozumiałości (?) kuchnie trzeba chcieć poznawać - wszystkimi zmysłami. trzeba umieć odróżnić smak, zapach - trzeba ją dotykać, napatrzeć się jej..
ymmmmmmmmmm. może to dla kogoś czysta komercja - dla mnie tylko magia.
nie mam cierpliwości do mediów. dziękuje, za miejsce gdzie mogę się z tym wybałuszyć.
takie tam bibrzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz