sobota, 1 września 2012

Everything Is Everything



Zakochałam się w powyższej piosence... Jest mi tak lekko, błogo...

Dużo zmian! Od 11h jestem bezrobotna, na własne życzenie. Uważam jednak, że jest to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie chce już wracać do tego, co było (a ostatnie tygodnie do łatwych nie zaliczam.) Więc tym jakże optymistycznym akcentem chce zakończyć pewien etap w życiu raz, a dobrze, nie oglądając się wstecz, ale robiąc swoje.

Za jakieś 72h będę już w swoich Górach Świętokrzyskich, ale nie po to, aby odpoczywać (choć cieszę, się na spotkanie z bliskimi), ale żeby zrealizować kolejny cel i z zapałem oraz entuzjazmem wkroczyć w nowy rok akademicki, nowe wyzwania. . .  nowy Posen. Już chyba wspomniałam rok temu jak bardzo lubię zbliżającą się jesień, która daje mi nowe nadzieje, postanowienia (czego nie mogę zauważyć 1 stycznia). B. lubię ten okres. Z perspektywy czasu widzę również, jak bardzo się zmieniam - nadal pozostaję wrażliwa, tylko z inną częstotliwością. Zauważam jak z każdym dniem dojrzewam - oczywiście tylko w wybranych aspektach mojego życia. Np. jeszcze niedawno 1 września był dla mnie czasem kojarzącym się z siedzeniem w ławce, a teraz znów idę do szkoły tylko, że już będę po tej drugiej stronie wspomnianej ławki. Czy sobie poradzę? Odpowiedzi nie znam, ale na pewno zweryfikuję wiedzę nabytą przez czas studiów. Na razie to doświadczenie traktuję jako kolejny szczyt do zdobycia, a że od 2,5 lat z braku czasu i nawet nie mam kiedy pojechać w Karpaty, zostaje mi zadowolić się takim stanem rzeczy.

Po odbytych praktykach, zaczną się prawdziwe wyzwania. Wracam już do kochanego Posen i zamierzam - oprócz tego, że znaleźć nowe źródło utrzymania - zacząć realizować swoje pasje. Tak tak. Proszę puścić fanfary, ponieważ dziś 1. września, z całą pewnością poczułam, zbliżający się czas - ten odpowiedni... Zastrzegam sobie jednak (co myślę dałam dowód dzisiejszym wstępem) prawo do dalszego dojrzewania. Krótko mówiąc pragnę rozwiać wszelkie wątpliwości, co do tego, że znów porwę się z motyką na słońce. Nic bardziej mylnego. Teraz liczy się dla mnie, aby wszelką siłę, entuzjazm i radość włożyć w naukę (szczególnie, że chce rok licencjacki zakończyć śpiewająco). Dodatkowo postarać się uporządkować w końcu to swoje życie... i małymi kroczkami realizować pasje - ale już nie za wszelką cenę.

Wstaje dziś rano, godzina 10:01.. trochę rozczarowana, ale mogłam nie świętować tak wczoraj swojego odejścia siedzeniem i oglądaniem jakiegoś tandetnego serialu (swoją drogą co praca musiała zrobić z człowiekiem, kiedy w momencie wyzwolenia sięga po tak prostackie zagranie i włącza głupoty - być może poczułam się wolna) i zajadaniem się zupą kremowa z brokuł... hmmm pychota!

Ale jeszcze wszystko przed nami. Zaplanowany jogging nie wypali dzisiaj, ale spacer z Rudą jak najbardziej! Będę mieć okazję na wybranie trasy.

Tak mówiłam - dużo zmian....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz