`Ile jestem ci winien?
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń?
Ale kiedy wszystko już oddam, czy
będziesz szczęśliwa i wolna czy...
będziesz szczęśliwa i wolna czy...
Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
ale zanim pójdę chciałbym powiedzieć ci, że:
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze.
sobotnie mądrości:
- dlaczego ludzie są bogaci?
- bo Bóg chcę ich wynagrodzić za dobre uczynki.
- jesteś pewny? spytaj mamy lub taty. jest dużo ludzi, którzy mają mnóstwo kasy, a kradną, mordują, oszukują..
- a ja wiem dlaczego Bóg daje pieniądze drugiemu - by mógł się dzielić miłością.
na początku tej notatki pragnę przeprosić, że kolejny raz robię sobie z gęby wycieraczki i znowu nie napisałam w piątek, jak to obiecałam. okazuje się, że można z tych moich wypocin odnajdywać owe inspirację, nowe źródło - i odczytać je na nowo.
swoją drogą, za radą G, miałam rozpisać konkurs w związku z tematyką, jaką mogę tu umieszczać, bo ileż można pisać o syfie na jedenastym, moimi stanami depresyjnymi i nagłymi wywodami moralizatorskimi? w weekend szału nie było - oprócz cudownego wieczoru w sobotę [w neo] oraz dzisiejszego śniadania na piątkowie. uwielbiam zapach starych, klasycznych kamieniczek. tak odzywa się we mnie duch starodawnej epoki, ale kto mnie zna wie, że tak trudno odnaleźć mi się w tych czasach. poprawka! wróć! w tym zawojowanym, płaskim mieście, które jest o krok dalej niż 'zacofany wschód',a który tak bardzo kocham.
z nowości, a raczej po staremu - wrócił akcję żołądkowe. bynajmniej nie jest to znakiem mojej aklimatyzacji tutaj. coś z tym jednak trzeba zrobić.. może, wynika to ze stanu mojej pogłębiającej się apatii.? może nie? śnią mi się ludzie, miejsca, zdarzenia, że gdybym tylko mogła, wyczarowałabym awionetkę i przyleciała. zostały wspomnienia i tylko unoszący się kurz.
podczas pisania tej notki, rozmowa z Sorellą, uświadomiła mi w jak ciemniej nananan jestem. ja się pytam dlaczego?? skąd?? a właśnie po to, 'żeby wypełnić sobie maksymalnie czas'. na to moje 'też bym tak chciała..' i bardzo szybka odpowiedź: "sama sie kopnij! nie licz na kogoś, tylko na siebie! bo nikt za Ciebie nie przeżyje tego życia. każdy ma gdzieś, co Ty robisz, czym zajmujesz sie w wolnym czasie. musisz sama sie tym zająć a potem pokazać, jakie to wszystko jest fajne i innych tym zarażać. czaisz?"
-czaisz, czaisz, cokolwiek to znaczy.
biorę się za siebie!! PROMISE!! dzisiaj już na pewno!! ale za nim pójdę, kawałek na dobranoc [ tylko nie mogłam znaleźć mojej wersji ]
niedziela, 26 września 2010
wtorek, 21 września 2010
poniedziałek, 20 września 2010
morza szum, ptaków śpiew... złota plaża pośród drzew.
leże, piasek wbija mi się w plecy, za chwilę ktoś chlapie morską wodą, szumią falę, mewy trzepocą skrzydłami.. a budzik wybija 5:30 - czas wstać. tak zaczęty dzień nie zwiastował nic szczególnego, a jednak..
w sumie dużo i mało czasu - zależy na co. pierwsze wykłady, nowe znajomości oraz jedenaste wypełniają mi szczeliny, po prostu życia. w nocy tylko woda napływająca do grzejnika nie pozwala skupić myśli.. choć nie było korków, spokój panował dopóki nie zaczął się koncert stinga. posłuchałam, a jak! nie zapomina się wykonawcy, utworów na których się wychowało i które większość z nich to najfantastyczniejsze wspomnienia. ciekawe zjawisko, a raczej dwa zjawiska subkultury, patrzyły na mnie wzrokiem, jakby chciały mnie zjeść żywcem. uwielbiam przyglądać się ludziom. i w tym autobusie to nie ja miałam problemy. bo przecież, jeśli decydujemy się na wyrazistość, idziemy z podniesionym czołem - wnioski po pierwszych zajęciach z filozofii. Panie przymnóż nam.. dystansu. biję się w piersi - tak czasami moje patrzenie kogoś rani. posypuję więc głowę popiołem - i proszę o wybaczenie tych, którym moim po prostu subiektywnym "patrzeniem" sprawiłam przykrość.
czasami po prostu nie mam siły, choć jestem pracownikiem miesiąca. ale dzisiaj to nie była tyko osłoda na początek tygodnia. to Bóg dmucha i pozwala poczuć znów piasek i zapach morza z porannego snu. nawiasem zdradzę - jaki ten świat jest malutki - nie mały. z euforii znów popadłam w skrajne emocję, i poleciało kilka łez na wieczornym spacerze. ale za chwile zawiał wiatr i ogarnął mnie swym ciepłem. już się nie bałam - bo przecież ktoś się o mnie ciągle troszczy. ponieważ ciągle walczymy, nie biegamy z białą flagą na kiju.
człowiek [ bo i kobieta i mężczyzna] wypełniony jest pierwiastkiem wrażliwości. są też wybryki natury - ale takie jest życie, taki świat, piękny, choć nadal niezrozumiały i czasem jeszcze.. no własnie - czasem jeszcze.
w sumie dużo i mało czasu - zależy na co. pierwsze wykłady, nowe znajomości oraz jedenaste wypełniają mi szczeliny, po prostu życia. w nocy tylko woda napływająca do grzejnika nie pozwala skupić myśli.. choć nie było korków, spokój panował dopóki nie zaczął się koncert stinga. posłuchałam, a jak! nie zapomina się wykonawcy, utworów na których się wychowało i które większość z nich to najfantastyczniejsze wspomnienia. ciekawe zjawisko, a raczej dwa zjawiska subkultury, patrzyły na mnie wzrokiem, jakby chciały mnie zjeść żywcem. uwielbiam przyglądać się ludziom. i w tym autobusie to nie ja miałam problemy. bo przecież, jeśli decydujemy się na wyrazistość, idziemy z podniesionym czołem - wnioski po pierwszych zajęciach z filozofii. Panie przymnóż nam.. dystansu. biję się w piersi - tak czasami moje patrzenie kogoś rani. posypuję więc głowę popiołem - i proszę o wybaczenie tych, którym moim po prostu subiektywnym "patrzeniem" sprawiłam przykrość.
czasami po prostu nie mam siły, choć jestem pracownikiem miesiąca. ale dzisiaj to nie była tyko osłoda na początek tygodnia. to Bóg dmucha i pozwala poczuć znów piasek i zapach morza z porannego snu. nawiasem zdradzę - jaki ten świat jest malutki - nie mały. z euforii znów popadłam w skrajne emocję, i poleciało kilka łez na wieczornym spacerze. ale za chwile zawiał wiatr i ogarnął mnie swym ciepłem. już się nie bałam - bo przecież ktoś się o mnie ciągle troszczy. ponieważ ciągle walczymy, nie biegamy z białą flagą na kiju.
człowiek [ bo i kobieta i mężczyzna] wypełniony jest pierwiastkiem wrażliwości. są też wybryki natury - ale takie jest życie, taki świat, piękny, choć nadal niezrozumiały i czasem jeszcze.. no własnie - czasem jeszcze.
czwartek, 16 września 2010
punkt wejścia.
`obejrzałem dwa seriale,
nic nie zrozumiałem
ale wiem
chcę naprawiać świat.
bez zbędnych frazesów, zaczynam się zastanawiać, jak możliwe jest zabrnąć tak daleko, za daleko. dzięki Bogu przeżyłam dziś i na jedenastym i u fotografa (choć to było nie lada przeżycie, swoją drogą niewdzięczny zawód) i z 'boskim alvaro'. pogoda nas nie rozpieszcza, jest dżdżysto oraz mokro, kiedy trzeba coś załatwić, a słonecznie i błogo, kiedy męczysz się w pracy. następnym razem kiedy zacznę przeklinać pogodę, prawdopodobnie ugryzę się w język. taka lekka zmiana tematu. korzystam z ostatniego wolnego czasu, jak by to nazwać - wakacyjnego? w sobotę pierwsze zajęcia - zdążyłam kupić tylko notatnik, resztę jak to mówi tata, Pan przewidzi.
moją wrażliwość, o tej porze roku, koi muzyka z amelii. sentymentalnie znowu jestem w punkcie wejścia, chciałam przeto zaznaczyć, że prędko się nie odnajdę. dlatego, że G. zauważyła, to czym ja otrzaskałam się trzy miesiące w tył. za szybko się zmieniło, za szybko gna, po co, i na co. nie ma już naszych miejsc.. nie ma nas.. ale jesteśmy indywidualnie dalej. jak to wykorzystamy (?) [powrócę do tego w swoim czasie]
opieram dwie, małe, blado-porcelanowe stópki o kant starego, żelaznego kaloryfera, zamykam oczy, wyobrażam sobie, że to mój mały kominek, w moim małym, górskim domku.
nic nie zrozumiałem
ale wiem
chcę naprawiać świat.
bez zbędnych frazesów, zaczynam się zastanawiać, jak możliwe jest zabrnąć tak daleko, za daleko. dzięki Bogu przeżyłam dziś i na jedenastym i u fotografa (choć to było nie lada przeżycie, swoją drogą niewdzięczny zawód) i z 'boskim alvaro'. pogoda nas nie rozpieszcza, jest dżdżysto oraz mokro, kiedy trzeba coś załatwić, a słonecznie i błogo, kiedy męczysz się w pracy. następnym razem kiedy zacznę przeklinać pogodę, prawdopodobnie ugryzę się w język. taka lekka zmiana tematu. korzystam z ostatniego wolnego czasu, jak by to nazwać - wakacyjnego? w sobotę pierwsze zajęcia - zdążyłam kupić tylko notatnik, resztę jak to mówi tata, Pan przewidzi.
moją wrażliwość, o tej porze roku, koi muzyka z amelii. sentymentalnie znowu jestem w punkcie wejścia, chciałam przeto zaznaczyć, że prędko się nie odnajdę. dlatego, że G. zauważyła, to czym ja otrzaskałam się trzy miesiące w tył. za szybko się zmieniło, za szybko gna, po co, i na co. nie ma już naszych miejsc.. nie ma nas.. ale jesteśmy indywidualnie dalej. jak to wykorzystamy (?) [powrócę do tego w swoim czasie]
opieram dwie, małe, blado-porcelanowe stópki o kant starego, żelaznego kaloryfera, zamykam oczy, wyobrażam sobie, że to mój mały kominek, w moim małym, górskim domku.
poniedziałek, 13 września 2010
bajka o młodym koniu.
gnał, jak oszalały. młody był, bez żadnych doświadczeń. jedyną bronią były marzenia, orężem- wyimaginowany świat. zachwycał innych wokół siebie. nie robił zbyt dużo hałasu. jego siła, talent obroniły się same. zachwycał jego artyzm, odwaga, coś tam jeszcze. był małym koniem, który, tak bardzo chciał wybić się z nad ziemi. nie podnosił sobie poprzeczki - ale nie poddawał się i brał udział w zawodach.. pewnego dnia się sparzył. jego różowe niebo zamieniło się w szarugę. nie miał ochoty już biegać, skakać, fikać koziołki. zrobił z siebie istną "naszą szkapę".. oddalił się niesamowicie.. miał nowy wymyślony świat, ale o tyle bardziej niebezpieczny, że gdy schodził na ziemię, czuł jak krew uderza mu do głowy. bał się -tak jak gdyby nikt go nie doceniał, nikt nie lubił, nie zachwycał się, nie kochał. gdy postanowił rzucić to wszystko naglę znalazł, się w budynku, gdzie strasznie pachnie mydłem. usłyszał, że mimo, że oddalił się od Konia- Taty, on go i tak kocha. rozpłakał się jak małe dziecko i postanowił, że nie podda się nigdy w życiu...pomyślał "odnajdę swoje niebo" poczuł się tak bardzo kochany.
następnego ranka zaczęło wszystko wracać do normy.. zauważył, że szare chmurki nabierają blado niebieskiego koloru. i wierzył, że odnajdzie w nowej barwie namiastkę różowego nieba.. cdn..
bo w życiu, jak w bajce. w dobrej bajce, gdzie zakończenie jest z happy endem.[uśmiech pełen szczęścia.]
następnego ranka zaczęło wszystko wracać do normy.. zauważył, że szare chmurki nabierają blado niebieskiego koloru. i wierzył, że odnajdzie w nowej barwie namiastkę różowego nieba.. cdn..
bo w życiu, jak w bajce. w dobrej bajce, gdzie zakończenie jest z happy endem.[uśmiech pełen szczęścia.]
czwartek, 9 września 2010
margines.
zbyt mało czasu, aby podrapać się po głowie. czekając na weekend szukam siebie w faktach jakie przynosi mi Bóg. jestem strasznie zmęczona - bałaganem na jedenastym, co nawiasem mówiąc nie mam zamiaru komentować, swoją codzienną niewiedzą, zabieganiem, hałasem i jeszcze kilkoma mniej lub bardziej absorbującymi mnie rzeczami.
premierowy odcinek House a dużo dał mi do myślenia. tak na marginesie, nie mam za wiele czasu aby prześledzić nową serię w internecie. dlaczego się boimy? czy ludzie znając o nas prawdę, będą nas miej lubić. a nawet nie - nie będą nas akceptować? czemu siłę dąży do indywidualizmu? zwykłe easy- going, czy coś innego. już nie można podbić świata zwykłym uśmiechem, skromnością? a przecież nasza wyjątkowość sama się obroni. w tym momencie spauzuję. nie jestem tą osobą, która powinna kogokolwiek moralizować.. mój suchy fakt - mój rachunek sumienia.
szał ciał, i mętlik w głowie. spróbuję jeszcze raz. jutro.
http://www.youtube.com/watch?v=YoMpKnUKQ2U ---> ścieżka do nowej sztuki?? (didascalia: w trakcie słuchania, zamknęła oczy)
premierowy odcinek House a dużo dał mi do myślenia. tak na marginesie, nie mam za wiele czasu aby prześledzić nową serię w internecie. dlaczego się boimy? czy ludzie znając o nas prawdę, będą nas miej lubić. a nawet nie - nie będą nas akceptować? czemu siłę dąży do indywidualizmu? zwykłe easy- going, czy coś innego. już nie można podbić świata zwykłym uśmiechem, skromnością? a przecież nasza wyjątkowość sama się obroni. w tym momencie spauzuję. nie jestem tą osobą, która powinna kogokolwiek moralizować.. mój suchy fakt - mój rachunek sumienia.
szał ciał, i mętlik w głowie. spróbuję jeszcze raz. jutro.
http://www.youtube.com/watch?v=YoMpKnUKQ2U ---> ścieżka do nowej sztuki?? (didascalia: w trakcie słuchania, zamknęła oczy)
środa, 8 września 2010
ósmego września.
Jakie to szczęście,
że mam Ciebie Tato,
że uśmiech wita mnie Twój, co rano,
że tyle zadań tyle przypomnień
i czułej troski masz, co dzień o mnie.
dziękuję. (uśmiech)
że mam Ciebie Tato,
że uśmiech wita mnie Twój, co rano,
że tyle zadań tyle przypomnień
i czułej troski masz, co dzień o mnie.
dziękuję. (uśmiech)
wtorek, 7 września 2010
igen, igen, igen.
hahaha - najlepsze disco, disco, disco. naród węgierski is very good, very good, wery good. sabaka is crazy, crazy, crazy. - super się dziś bawiłam. Węgry rulez!!!
strasznie bolą mnie nerki, czyli to znak, żeby dziś się porządnie wyspać. cdn jutro - promise, promise, promise.
see you tomorrow
strasznie bolą mnie nerki, czyli to znak, żeby dziś się porządnie wyspać. cdn jutro - promise, promise, promise.
see you tomorrow
niedziela, 5 września 2010
kolorowo i tęczowo.
czasami budzisz się ot tak. kolejny pół dzień, a znów siły brak. mniej wiary w to, że może się coś zmienić. bo dlaczego (i tu znak zapytania). zaczyna się przesilenie jesienne, bo miewam ostatnio dziwne sny i trochę się tego obawiam. dziś pachniało górskim jaśminem oraz była wiosna. podobno kiedy człowiek usilnie o czymś marzy, czy cały czas o tym myśli, to wszystko jest w podświadomości i powraca często w snach. nie ukrywam, że myślę - all time. wielkopolski klimat jednak nauczył mnie, że trzeba jakoś prosperować. skręca mnie jednak, że jutro come back na jedenaste i cały tydzień to samo. miałam racje - weekend przeleciał w mgnieniu oka.
podobno się "obijam z notatkami" - wybaczcie. miałam zasiąść już w piątek i uzupełnić braki. miałam też inne plany.. i to wszystko trafił, no wiadomo. w niedzielne popołudnie czas znalazł się również na uczczenie święta pyry. koncert niesamowity, pyry przepyszne - pieczone of course. - za wstawki angielskie z góry przepraszam, staram się nie nie używać, bo uwielbiam polszczyznę, ale dziś musiałam.
w głowie tylko, jedno, kolorowo.. właśnie to mi w duszy gra. India.Arie - video!!!
od jutra więcej czasu, więc napisze więcej. Ciao.
podobno się "obijam z notatkami" - wybaczcie. miałam zasiąść już w piątek i uzupełnić braki. miałam też inne plany.. i to wszystko trafił, no wiadomo. w niedzielne popołudnie czas znalazł się również na uczczenie święta pyry. koncert niesamowity, pyry przepyszne - pieczone of course. - za wstawki angielskie z góry przepraszam, staram się nie nie używać, bo uwielbiam polszczyznę, ale dziś musiałam.
w głowie tylko, jedno, kolorowo.. właśnie to mi w duszy gra. India.Arie - video!!!
od jutra więcej czasu, więc napisze więcej. Ciao.
czwartek, 2 września 2010
nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic
`Myślę sobie, że
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew
lepiej.. nie mówić.
`Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...
a wcale, że nie. jutro chyba padnę razy trzy, nim doczekam się weekendu, który mi mignie szybciej niż ekspres warszawa-berlin. dwugodzinna awaria systemu na jedenastym wprowadziła "lekką" dezorganizację, ale i niebywałą radochę. był glina, herbata i połamane paluszki z lodówki. Właśnie otrzymałam sms od G. że ma już mieszkanie w mieście studenckim na K. [góry św.] i, że jest okej. sprawiła mi tym wielką radość. Dm. już w krk.
czwartkowe popołudnie minęło. po rozmowie z a.ch. - refleksyjnie. jedno wiem. - jest ktoś, kto się nami nie brzydzi.. muszę to przespać.
szumi mi, mi ciągle w głowie. kocham Cię tato. wszystkiego najlepszego z okazji imienin.
`choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe...
buona notte Amica!
Ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się
Urośnie kilka drzew
Niedojedzony chleb
W ustach zdąży się rozpłynąć
A niedopity rum
Rozgrzeje jeszcze krew
lepiej.. nie mówić.
`Zimny poniedziałek
Gorącą stanie się niedzielą
To co nie pozmywane
Samo zmyje się
Nieśmiały dotąd głos
Odezwie się jak dzwon w kościele
A tego czego mało
Nie będzie wcale mniej...
a wcale, że nie. jutro chyba padnę razy trzy, nim doczekam się weekendu, który mi mignie szybciej niż ekspres warszawa-berlin. dwugodzinna awaria systemu na jedenastym wprowadziła "lekką" dezorganizację, ale i niebywałą radochę. był glina, herbata i połamane paluszki z lodówki. Właśnie otrzymałam sms od G. że ma już mieszkanie w mieście studenckim na K. [góry św.] i, że jest okej. sprawiła mi tym wielką radość. Dm. już w krk.
czwartkowe popołudnie minęło. po rozmowie z a.ch. - refleksyjnie. jedno wiem. - jest ktoś, kto się nami nie brzydzi.. muszę to przespać.
szumi mi, mi ciągle w głowie. kocham Cię tato. wszystkiego najlepszego z okazji imienin.
`choć mało rozumiem
A dzwony fałszywe
Coś mówi mi, że
Jeszcze wszystko będzie możliwe...
buona notte Amica!
środa, 1 września 2010
apel niepamięci.
strasznie dziwnie czułam się dziś wśród autobusowego zgiełku, gdzie jeszcze czuć było unoszący się zapach białych koszul i młodzieńczego entuzjazmu. dziwnie- po raz pierwszy od tylu lat nie musiałam iść na rozpoczęcie roku.. pierwsze co - zadzwoniłam to starych znajomych z klasy i spytałam jak się czują. Na jedenastym piętrze nic się nie zmieniło, oprócz promieni słońca, które zagościły na krótki czas w burdzie naszych okien - czy na prawdę nikt tam nie sprząta.?
lubię wrzesień. pomijając szkolne przeżycia, na serca dnie chowała się nadzieja, że nadchodzi czas stabilizacji, nowe wyzwania, nowa ramówka w tv [to już z lekkim uśmiechem]. jak to mówili w pewnym radiu na e. mózg potrzebuje przetwarzać informację, i po szaleństwie wakacyjnym jest zwarty i gotowy do pracy. trzeba się uczyć- rzecze absolwent szkoły. pasożyt i leń w życiu nie dojdzie do niczego. tylko ciężką pracą dojdziemy do celu, z małą przestrogą: by szkoła nie znalazła się w naszym życiu na pierwszym miejscu. by była ważna ale nie na pierwszym miejscu.
czy żyję po wczorajszym?(i) nie wiem (nic). czekam na relację, choć wiem, ze było niesamowicie ciężko. były łzy i wielkie powstrzymywanie się, by nie upuścić choć trochę emocji. ale czemu? to przecież nasze cztery lata, cudowne lata. jak nigdy, wczoraj byliśmy tak bardzo razem. no za wyjątkiem mojej persony. i znów się zastanawiam, czy jest to błogosławieństwo, że nie musiałam tego przeżywać. pytanie: jest mi łatwiej, a może... ?
sercem byłam w górach - umysłem byłam w posen, bo zaczynam walczyć o relację z nim, właśnie tu- bo tego się nauczyłam przez te cztery lata. myślę, ze tak jak inni górale św., nie zapomnę tego czasu, i dalej będę kontynuować to dzieło - bez względu na czas, miejsce i bohaterów.
- czas zacząć nowy etap.
mimo przerwy rocznej, podjęłam naukę włoskiego, z marzeniem że łatwiej nauczę się hiszpańskiego - ciao!
`ja nie umieram, ja tylko zasypiam
gdy oczy otwieram..
lubię wrzesień. pomijając szkolne przeżycia, na serca dnie chowała się nadzieja, że nadchodzi czas stabilizacji, nowe wyzwania, nowa ramówka w tv [to już z lekkim uśmiechem]. jak to mówili w pewnym radiu na e. mózg potrzebuje przetwarzać informację, i po szaleństwie wakacyjnym jest zwarty i gotowy do pracy. trzeba się uczyć- rzecze absolwent szkoły. pasożyt i leń w życiu nie dojdzie do niczego. tylko ciężką pracą dojdziemy do celu, z małą przestrogą: by szkoła nie znalazła się w naszym życiu na pierwszym miejscu. by była ważna ale nie na pierwszym miejscu.
czy żyję po wczorajszym?(i) nie wiem (nic). czekam na relację, choć wiem, ze było niesamowicie ciężko. były łzy i wielkie powstrzymywanie się, by nie upuścić choć trochę emocji. ale czemu? to przecież nasze cztery lata, cudowne lata. jak nigdy, wczoraj byliśmy tak bardzo razem. no za wyjątkiem mojej persony. i znów się zastanawiam, czy jest to błogosławieństwo, że nie musiałam tego przeżywać. pytanie: jest mi łatwiej, a może... ?
sercem byłam w górach - umysłem byłam w posen, bo zaczynam walczyć o relację z nim, właśnie tu- bo tego się nauczyłam przez te cztery lata. myślę, ze tak jak inni górale św., nie zapomnę tego czasu, i dalej będę kontynuować to dzieło - bez względu na czas, miejsce i bohaterów.
- czas zacząć nowy etap.
mimo przerwy rocznej, podjęłam naukę włoskiego, z marzeniem że łatwiej nauczę się hiszpańskiego - ciao!
`ja nie umieram, ja tylko zasypiam
gdy oczy otwieram..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)