wtorek, 1 października 2013

pytania na ktore nie znam odpowiedzi.

Tak się zastanawiam, jak to wszystko się poukłada...


Czy za tydzień, dwa, trzy . . .nadal będę parzyć sobie kawę, a zza okna słońce będzie świeciło tak intensywnie jak dziś?
Czy smak porannej kawy się nie zmieni.



Jeżeli minie kolejny i następny tydzień. . . nadal będę spoglądała z taką samą częstotliwością w Twoją stronę? Może będę się zastanawiać, czy kiedykolwiek będę wstanie kogoś oczarować - albo, czy ktoś będzie w stanie zrobić to w stosunku do mnie.



W momencie, kiedy zdejmę kolejną kartkę z kalendarza . . . nadal będę pamiętać to wszystko, co dzieję się teraz w mojej głowie? Czy do tego czasu zdążę ocalić marzenia.




Jak to będzie, kiedy za rok, o tej samej porze usiądę w fotelu?
Czy będę w stanie odtworzyć w swej pamięci Twoje imię, oczy, emocje, pasje, dłonie, ROZMOWĘ,  głos . . .



CO Z TĄ MĄDROŚCIĄ?

Dziś przekonuję się jak cienka granica istnieję między MĄDROŚCIĄ a GŁUPOTĄ.

Bardzo łatwo jest dać się oszukać, kogoś oskarżyć . . . i naglę z osoby mądrej stajesz się jedynie fałszywą.
W obliczu weekendowych doświadczeń nie powinno mieć to dla mnie większego znaczenia - a jednak.

Ciężko jest się przyznać przed samym sobą, że zmieniłoby się dla Ciebie cały świat, osobowość, charakter (można wymieniać bez końca), a na serca dnie pozostawać tym samym, gruboskórnym, chciwym i pysznym człowieczkiem - w dodatku, kiedy masz świadomość, że od czasu do czasu to wszystko z Ciebie wychodzi.

Dochodzę do wniosku: to nie MĄDROŚĆ - to KREACJA!!!
mogę sobie grać i wciąż nie znać odpowiedz na wiele pytań, oszukując w tym wszystkim siebie.




Czy czas na nowego BLOGA???
Rzeczywistość INIEWIEMNIC w obliczu wyżej wymienionych przemyśleń, pokazuję mi, że nie można wciąż NICZEGO nie wiedzieć.


Jedno wiem na pewno:

       Jeżeli COŚ się zmieni, to nie dla Ciebie, ale DZIĘKI TOBIE!

. . . i wtedy każde z nas będzie w końcu wolne.








P.S.  W związku z powyższym zaczynam bój i wkraczam w poszukiwanie:
- bożej woli
- MĄDROŚCI
- siebie
- marzeń
- drogi do tego, co już wiem
-
-
-

P.S. 1. Weekend w Krakowie był NIESAMOWITY - to doświadczenie minionych dni skłoniły mnie do wyżej opisanej refleksji.
Chcę ( a nie muszę) wykorzystać magię tego miasta i wszystkiego tego, co wydarzyło się 28.09.2013 r.


Czy tu wrócę???

?

INIEWIEMNIC . . .

... tymczasem idę się oddać temu, co dziś wiem na pewno!!!


niedziela, 15 września 2013

kazdy musi poradzic sobie z wlasnymi demonami.



- chcesz o tym pogadać?
- nie!!!!! każdy musi sobie poradzić z własnymi demonami. tadam!

Zainspirowana pewną ilustracją, która właśnie opisuje, co czuję w danej chwili.

Odkąd mieszkam w posen, okropnie nie znoszę niedziel. No po prostu wykańczają mnie niesamowicie. Podobno Coco Chanel też nie lubiła niedziel. Wydaje mi się, że w moim przypadku jest to zupełnie niezrozumiała nienawiść - przynajmniej ja nie mogę tego pojąć.
Mam świadomość, aby ,,dzień święty święcić", tylko jak? Mowy nie ma o rodzinnych obiadach, za to leniuchowanie - jak najbardziej. Może nie powinnam być dla siebie tak surowa - przecież po ciężkim tygodniu można pospać do 12. Tyle, że ja dzisiaj wyszłam z łóżka po 13., godzinę stałam pod prysznicem, bo nie wiedziałam do czego się zabrać więc pozwoliłam, żeby gorąca woda spływała po mnie, rozgrzewając układ krwionośny.
Szczerze - dziś miałam serdecznie dość tej nienawiści.
Nie mam pojęcia jak długo zostanę w tym mieście, ale do końca moich dni tutaj chcę celebrować niedzielę, pokochać ją, od teraz, natychmiast!

Dziś na obiad zaserwuję żurek, coby zacząć proces uwalniania się i rozprawiania ze swoimi demonami. Może wydawać się to naiwne, czytelniku , ale taki dobrze zrobiony żurek naprawdę sprawia cuda.

Tydzień miałam dość feralny - wszystko było nie tak. Wczoraj jeszcze myślałam, że mój post będzie zawierał pasmo klęsk tego tygodnia, ale ostatecznie nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

Wczoraj miałam ochotę na wódkę!!! tak... ale nie wyszło, było tylko wino :) i dobrze.

Dobre rozmowy mnie spotkały.
Wiem, że chcę zacząć coś na nowo, a wczoraj znowu dałam się oszukać - dobrze, że na krótką chwilę.
Wszystko się ułoży!!!
Bo mam Chrystusa.

Two hearts beliving in just one maind.

p.s. odpisali, ale nic z tego nie wyjdzie - sorry Polsko.

sobota, 7 września 2013

dłuzej złudzen nie ocale.



Kładłam się właśnie spać, kiedy usłyszałam w radiu... Marysie i powyższy kawałek. Znałam go, ale nie doceniałam. Z pewnością.

Możemy siedzieć w prze- artystycznym pokoju. Ty dosiadasz się na sofę przypaloną z lekka żelazkiem, gdy ja kartkuje katalog z obrazami mistrzów. Dotykać się ramionami - mimowolnie. Czuć rozgrzane ciała - czemu rozgrzane? Nie wiadomo.
 Lecz kiedy nie ma miłości... dłużej złudzeń nie ocalę. Więc co dalej?

Dalej będziemy żyć (przecież) tylko jakby obok. Przyjaźń może kiedyś, jak dorośnie(sz/my).

p.s. demo - fantastyczne, tzn. podkłady. Czekam na płytę luxów - powiało tajemnicą :)
***

Zdecydowałam się na poważny krok w swoim życiu - na taki, który spychałam przez 3 lata będąc w Posen.
Jestem gotowa, a może nie tyle gotowa, co otwarta.
Trochę się boję...
że nie się nie uda,
lub, że nie odpiszą...
odpiszą! na pewno odpiszą.

także czekam.

sobota, 31 sierpnia 2013

jestes tam, widze cie...



Dużo zmian - b. pozytywnych. Jest tego tak dużo, że ciężko mi to teraz opisać oraz sensownie przedstawić. Na bieżąco jest mi trudno pisać, ponieważ obecnie nie posiadam internetu - co też interpretuję jako pozytyw w ostatnim czasie.

Obecnie jestem b. szczęśliwa, a jednocześnie zmęczona - mam ku temu powody.
Eucharystia była dla mnie dziś ogromnym przeżyciem. Analiza tego, co się wydarzyło niespełna dwie godziny temu wprawia w osłupienie. To o czym mówię, dotyczy rzeczy nowych (tzn. nie ma związku z tym, co działo się ostatnio w moim życiu - a było tego trochę.*).

Chociaż b. bym chciałam, nie umiem sklecić sensownego zdania odnośnie tego wszystkiego. Może dziś jest na to za wcześnie? Może w ogóle nie powinnam o tym pisać? Nie wiadomo.

Jedno wiem na pewno- widzę Cię w tym wszystkim i doświadczam tego, że jedynie tylko Ty widzisz dalej. Pozostaje mi cieszyć się dniem dzisiejszym.


* a może jakiś związek jednak ma, lecz jedynie pośredni - to istotne w tej całej historii.




niedziela, 4 sierpnia 2013

Wielkie . . . DZIEKI !


Za wspaniałe wakacje!!!
Nie mam słów by opisać to doświadczenie, zostawiam teledysk, było MAGICZNIE!

DO SZYBKIEGO I MIŁEGO WIDZENIA! <3 p="">JUŻ TĘSKNIE
mam pokój na dzień jutro,
a jutro POSEN :)

czwartek, 25 lipca 2013

22 - SKONCZYŁAM ...



PISANIE LICENCJATA,
SWOJE 22 LATA,
MAMA,
TATA,

KOCHAM ŻYCIE! :)

RODZIMY SIĘ BY WIECZNIE ŻYĆ - świętokrzyska puenta, pozdrawiam michał kępa!

czwartek, 11 lipca 2013

o zgrozo!



2:34 w nocy a ja jeszcze nie śpię... Ten stan zawdzięczam cudownemu pomysłowi spania w dzień - a owoce zbieram... aż do tej chwili.

Moje pomysły na szybkie uśnięcie?
Otóż tak. Wywietrzyłam dwukrotnie pokój.
Zamiast kołdry okryłam się śpiworem, coby chłodniej było - nie pomogło.
Zaczęłam różaniec nasenny gdy w ten czas postanowiłam zmienić pozycję z leżącej na brzuchu w leżącą na plecach. Efekt jak powyżej.
Zdenerwowałam się i włączyłam komputer. Na początku oczywiście poszedł fejs - z dwojga złego lepiej w te stronę, ponieważ miałam o wiele gorsze pomysły.
Przy okazji sprawdzania fb poczytałam kilka cennych artykułów na temat uzależnień w sieci - śmiało stwierdzając, że wstępnie klasyfikuje do siecioholików (o zgrozo). Zauważyłam u siebie syndrom on -line, ujawniający się w nieustannym przeglądaniu zakładek na pasku przeglądarki. Koniec końców wylądowałam na tu - na iniewiemnic. Poczytałam kilka postów z przed roku. Zachwyciłam się po części, trochę pośmiałam. Czytając doszłam do wniosku, że jedna rzecz od trzech lat się nie zmieniła na tym blogu - nieustannie jestem rozwalona emocjonalnie, aż mnie to przeraża (o zgrozo). Sorry ale nie chcę taka być!!! Stwierdziłam ostatnio, że przeraża mnie pewien fakt mianowicie, że znasz człowieka, budzisz się pewnego słonecznego dnia i stwierdzasz, że to już nie jest ten człowiek którego znałeś/aś. Jakaś cudowna i magiczna granica - zupełnie nie wiadomo skąd się wzięła, ale spowodowała zwrot akcji o 180 stopni. Tylko tobie z tym źle, bo temu człowiekowi jest już to obojętne.
Dziś jednak stwierdzam, że gorsze od tego jest bycie rozwalonym emocjonalnie, aż przez trzy lata!!!!
Nie mam na to zgody, absolutnie!!!!

Podoba mi się powyższy kawałek :)
Ale jeśli zakocham się w tobie, nigdy nie będę taki sam.
Naprawdę chce kogoś pokochać.

Ale nie tak jak mi się wydawało jeszcze przed 2:34 :)

niedziela, 7 lipca 2013

3 x N



,,Myślę, że zwykle plują jadem osoby, które naprawdę samych siebie nie nienawidzą. Które zostały głęboko skrzywdzone w różnoraki sposób i nie mogą sobie z tym poradzić" ~ Niemen N., Gość Niedzielny, Nr 24. s.59

Wakacje trwają, a ja znowu dałam się oszukać w ten sam sposób. Nie zostawiłam całego tego bagażu w Posen, przemycając go do domu, po cichu, niepostrzeżenie - chociaż ten czas jest dla mnie niewyobrażalnym zbawieniem. Jest dla mnie łaskawy.

Dużo zmian. Metamorfoza w Boską, nowe buty, nowe plany... przede wszystkim ODPOCZYNEK.
Wolny czas przewraca mi w głowie, miesza zwoje, obija się po całym ciele. Choć mam na to dużą niezgodę, nie przeskoczę tego - co więcej - to jest mi teraz naprawdę potrzebne. Więc może czas najwyższy zaakceptować powyższy stan rzeczy.

Znowu nie wyrobiłam się w czasie, ale będę pisała tak jakby to było wczoraj, a raczej niecałą godzinę temu.
Oprócz tego, że miałam małe święto, obchodziłam też małą rocznice, to już dwa miesiące.
Dwa miesiące po dwóch miesiącach miały być uwolnieniem. Waga miała zatrzymać się, wskazać równowagę, ale na serca dnie...
Dziś zabrakło mi jednego telefonu, jednego sms'a, jednej wiadomości, jednej myśli, jednej modlitwy... Po ulubionym pokoju, gdzie jeszcze ciepłe wspomnienia rozsiewają swój zapach, przemawia do mnie wymowna cisza. Telefon nawet nie drgnął, a co gorsze mogę wpatrywać się w niego nieustanie (bądź też nie), a i tak wiem, że tego nie zrobi.

Wychodzę, to była długa noc,
za długa na nas... dwoje.
W ten dziwny dzień, we śnie odwiedzasz mnie. Chłodny niebieski odcień sprawia, że wszystko w nim jest takie zziębnięte. W tym niewyobrażalnym zimnie ratujesz mnie- czy Ty to wiesz? Wspólnym bieganiem za rękę...
Wracam, bo już jest nowy dzień,
bieganie koi lęk
I już mi lepiej, już mi lżej
Niebieska sceneria nie jest już taka straszna bo wiem, że chociaż jesteś za ścianą, niczym się nie martwię. Na odległość czuje jak Twoje ciepło promieniuje.
Wychodzisz po mnie, 
Jak słońce wychodzisz ogrzać mnie, 
W rzeczywistości sennej jest tak jak było kiedyś, a może jak nie było nigdy... Cokolwiek by się stało mam wewnętrzne przekonanie, że jest b. dobrze.
I pytasz mnie skąd ten bieg, 
Uciekasz Mi, czy gonisz Mnie?
Budzę się. Uświadamiam sobie, że od kilku dni strasznie pluje jadem. Nie dopuszczam tego do swojej świadomości, ale nie kontroluje tego stanu rzeczy. Jesteś za ścianą, a tylko wieje... Ten chłód nieznaną szczeliną wdarł się do mojego serca, w nim pęcznieje do niewyobrażalnych rozmiarów, rozrywa jej wylewając z niego niebieską zimna krew.Zastyga mi ona na koszuli. Dalej nie ma nic.
Na serca dnie niebieski kolor jest, 
CZY TEGO CHCESZ CZY NIE, 
Nie mam żadnego wpływu na to co sobie myślisz, co myślisz na mój temat, czy Ci zależy czy nie. Choć kompletnie się z tym nie zgadzam to Twoja decyzja z przed dwóch miesięcy była najlepsza - w Twoim życiu.
i nie bój się, 
gdy tak jak ja szczęścia nie rozumiesz. 
Przybysz N.

Skoro jutro czeka nas nowy dzień - być może warto?
Boska N.

NA SERCA DNIE, 
NIEBIESKI
KOLOR JEST CZY TEGO CHCESZ,
CZY NIE I NIE 
BÓJ SIĘ
GDY TAK JAK JA
SZCZĘŚCIA NIE
ROZUMIESZ
?


Ufaj Synu! Odpuszczone Ci są Twoje grzechy.








piątek, 28 czerwca 2013

to tylko chwila, moze dwie. . .



Gdy wszystko idzie źle
i nie masz dokąd pójść 
Przyjaciół tłum rozproszył się,
wydaje Ci się, że 
tak pozostanie już,
lecz okazuje się, że nie. . . 

wszyscy równi wobec czasu i płomienia
na moim podwórku blues
na zegarze wieczór


... do mojego ostatniego egzaminu. Nie wiem dlaczego się tym ostatnim tak się stresuję.
Siedzę w pustym mieszkaniu, koło mnie porozrzucane kartki i kolorowe kredki
Przyjaciół tłum rozproszył się. Na zegarze wieczór. A ja odliczam godziny do moich wakacji - upragnionych, pomaturalnych, których nie miałam! Nie szkodzi, nieważne.


Nie mam siły i powtarzam tylko: Troszcz się Ty!

A przede mną jeszcze obrona - ale to już po wakacjach.

co było wczoraj odeszło gdzieś.

wtorek, 11 czerwca 2013

mowie i opisuje... powietrze.



Mógłbyś zapytać, czy Cię kocham,
ale wtedy otwierasz otchłanie.
Więc jak widzisz mój kochany,
to wcale nie jest takie dobre pytanie . . . 

Zapytaj za co Cię kocham,
bo to nieprawda, że kocha się za nic...

Są ludzie, którzy mnie znają.
którzy mnie znają podobno na wylot.
Są tacy, którzy mówią, mówią o czymś, 
co się nigdy nie zdarzyło.

A ja kocham Cię,
A ja kocham Cię za to
Kocham Cię za to, że jesteś
Mówię i opisuję... powietrze.

Pomyliłam się, że chyba Cię nie kocham. Kocham - ale to nie jest łatwa miłość.
Nie wiem, czy to kochanie,
a może przywiązanie?
może troska
a może ani jedno ani drugie.

Podoba mi się ten kawałek, choć nie słucham takiej muzyki - ale przyjemne, rytmiczne, i ciekawy tekst- jak dla mnie.

Garść i maseczka... Maseczka nie wyszła, może z garścią wyjdzie.
Idę spać.
Dobranoc

środa, 5 czerwca 2013

aloes i czytanie ksiazek.

Jestem w trakcie robienia praktyki dyplomowej. Ciężkie, a zarazem ekscytujące doświadczenie - ale dziś nie o tym.

Pogoda jest dobijająca. Duszno, ale jeszcze nie pada. Brak słońca w ciągu dnia daje się we znaki. Ta trudna sytuacja wywołuje u mnie ogromną potrzebę snu - a co najgorsze- potrzeba ta silnie uaktywnia się w autobusie. Dlatego biorę książkę i... 

Całkiem niedawno (niecały miesiąc temu) znalazłam się w rzeczywistości o której całe życie śniłam i zupełnie nie wierzyłam, że ten sen może się ziścić i to w samym sercu Poznania. Mowa tu o pewnym mieszkaniu, które scenerią przypominało wnętrze z XX -lecia międzywojennego.
Wielki drewniany stół w centrum pokoju, a dookoła niego równie wielkie krzesła, zakończone w finezyjny sposób. Tego dnia szarość wbijała się zza okna - nic nie szkodzi - widok ten nastrajał. Koloryt wprowadzały paprocie.
Dopełniając wspaniałość tego obrazu: na głównej ścianie znajdowała się ogromna biblioteczka. Od góry do dołu, od lewa do prawa tylko KSIĄŻKI.
Pomyślałam ,,aaaaa ... mogłabym przychodzić tu odpocząć od tego zagonionego miasta, od tego wszystkiego co mnie przygniata. Dotykałabym delikatnie brzegów książek, a potem wybraną... hmmm- celebrowała".
W efekcie powyższych rozważań wypożyczyłam od właścicielki cudownego pokoju dwie pozycje.


Gdy jest tak duszno i żeby nie przespać celu podróży biorę do ręki jedną z nich. C.S. Lewis a Kościół Katolicki - niezmiernie lekturę polecam, ale z pewnością nie do autobusu. 
Walcząc z tekstem wbiła mi się (teraz tak myślę) REZOLUTNA rozmowa pewnej pani ze swoim wnuczkiem.

- powiedz Babci słonko, co to jest aloes.
- aloes to nic innego jak rodzaj jednoliściennych sukulentów liściowych. Należą do niego formy drzewiaste, krzewiaste, byliny, a czasem liany. (na potrzeby zaczerpnięte z wikipedii)
- dobrze słonko, następnie omówimy purytanizm obecny w Belfaście.

Szkoda, że świat nie jest taki wyidealizowany. Ja nie jestem, ale żyje - i co więcej - mam się dobrze (-:

ww.youtube.com/watch?v=KC8B8Odax_A

piątek, 31 maja 2013

Podsumowanie miesiaca.



a jutro będzie już tylko lepiej ;- )

sobota, 25 maja 2013

#wazne #rozstania #do zapamietania

Grzebiąc ostatnimi czasy w necie znalazłam stronę poznańskiego stowarzyszenia chrześcijańskich psychologów. Tak chciałam skorzystać, jednakże szukając kontaktu napatoczyłam się na tekst, który głęboko zapadł mi w pamięć.

Pozwolę go sobie zacytować, licząc że sama treść wszystko Państwu wyjaśni:



„Jak być aniołem czyli o sztuce towarzyszenia innym ludziom” Wydawnictwo WAM

Elftraud von Kalckreuth (ur. 1937) jest terapeutką analizy egzystencjalnej i logoterapii.
„Gdzie tkwi sekret tej przedziwnej zmiany, która dokonuje się w nas, kiedy bodaj przez chwilę jesteśmy z drugą osobą i w jej towarzystwie nie tylko czujemy się dobrze, lecz również dostrzegamy własną roztropność, pomysłowość a niekiedy wręcz mądrość? Dlaczego w obecności pewnych osób tryskamy energią, humorem i fantazją? I przeciwnie co się dzieje, że w spotkaniu z innymi ludźmi czujemy się apatyczni, wyczerpani, albo nie wiedzieć czemu wręcz pognębieni? (…) Idąc z drugim człowiekiem przez jakąś chwilę możemy się albo wzmacniać, albo tracić dużo energii; możemy być dla siebie inspiracją albo zaprzeczać sobie czy wzajemnie się odrzucać; możemy być dla siebie obciążeniem lub też wspierać nasze dojrzewanie i nasz rozwój, dzielić się zrozumieniem pewnych rzeczy i sposobem patrzenia na świat. „
„Zakończenie towarzyszenia powinno być tak samo rozważne, staranne, mądre i życzliwe, jak początek. Nie zawsze bywa to łatwe. Zdarzają się niekiedy trudne i przykre rozstania, bo, na przykład nie można już kroczyć razem, a ponadto taka więź nie byłaby już uzdrawiająca. Ale właśnie w tego typu sytuacjach trzeba się szczególnie zatroszczyć o dobre pożegnanie, które sprawi, że zawód, a może nawet niechęć nie pozostanie na pierwszym planie. Być może potrzebny jest do tego czasowy dystans, który pozwoli dostrzec nie tylko rzeczy bolesne, zranienia obu stron, lecz również wszystkie dobre elementy we wzajemnym obcowaniu, na przykład szczęśliwe, wspólnie przeżyte chwile, może nawet trudne chwile, które jednak razem przetrwaliśmy, te etapy drogi, na których bywaliśmy dla siebie aniołami, te pozytywne impulsy, które wciąż oddziałują, choć wspólna droga się już skończyła. Dobry to znak, jeśli pewnego dnia odczujemy wdzięczność za to wszystko, czego nauczyliśmy się w tym wspólnie spędzonym czasie, i poszukamy sposobu wyrażenia naszej wdzięczności, może w rozmowie albo listownie. I rozstaniemy się w zgodzie. „

poniedziałek, 20 maja 2013

Gruba kreska.



Wiem - ten kawałek już kiedyś był. Ostatnio go słuchałam i tak jakoś...

Przed chwilą zajrzałam sobie na tego mojego bloga. Przeczytałam kilka wpisów z 2012 maj -sierpień i zdążyłam się załamać, że wtedy wszystko wydawało mi się takie dziwne, ciężkie i złe.

Wczoraj się popłakałam - od b. dawna. Popłakałam się dwukrotnie.
Pomodliłam się i otrzymałam dużo pokoju.
Tak dużo, że dziś obudziłam się wypoczęta i w końcu niezmęczona.

Dziś pewna bliska mi osoba uświadomiła mi, że może istnieć coś takiego jak leń emocjonalny i że jestem tego żywym przykładem. Leń emocjonalny to nic innego jak osoba, która po ciężki doświadczeniach lubi się zadomowić w swojej nostalgii i nie daje sobie miejsca na przyjemności. Oczywiście cała ta sytuacja powoduje uśmiech na mojej twarzy. Leniem jestem - ale na pewno nie emocjonalnym. Zresztą - moje próby poprawienia sobie humoru skończyły się ukąszeniem kleszcza, więc może odrobina rozsądku w tej syt się przyda.

Odkrywam, że co innego jest źródłem mojej przyjemności. Może przyjemność, to za dużo powiedziane. Jednakże cały czas się przekonuję, że same chęci często nie idą w parze z tym co przeżywam. Nie jest łatwo, ale czy ma tak być? Zresztą nigdy łatwo nie było, ale zawsze jakoś się żyje. Oczywiście nie chcę tylko jakoś żyć - chce dobrze żyć.

Mam ochotę podkreślić wszystko grubą kreską. Tak się nie da, ale będę konsekwentna. Nadziei pewnie nie ugaszę w swoim sercu, ale przecież odkrywam wartość swojej osoby i muszę się trzymać pewnych ram.

Dobrze mi się piszę, a muszę już kończyć. Trzeba trochę poczytać i wziąć się za dzisiejsze zadania.

Na szczęście - nie moją mocą.


piątek, 17 maja 2013

experience.

Niewątpliwe jest i nieuniknione - rozstania są trudne.

Jedne mniej, inne więcej, ale zawsze.


W moim przypadku raczej to pierwsze - pokazują mi to mocne fakty, doświadczenia, ważne rozmowy (to tu, to tam). Nie jest jednak łatwo!


Mój poranek po dwóch tygodniach nie należy do najlepszych. Wstaje po 10. - to akurat plus. Jedenaście przespanych godzin, gdzie średnia tygodniowa wynosi 5,5 h niewątpliwie pozawala założyć, że dzień może być udany - a jednak?
Wchodzę na fejsa. Tablica - moja tablica - jego tablica - jego zdjęcia - nasze wiadomości - jego zdjęcia - zdjęcia na których go oznaczyli - dość - wyloguj się. Ok. 
Sprawdzam pocztę (choć nie pisaliśmy maili), fakty na tvn24, interię, plotka (żałosne). Coś z reguły zajmie moją uwagę - a to Obama ma problemy, Angelina usunie teraz... napadli dwukrotnie na tę samą stację benzynową - jednak na krótko. Na fejsa ponownie nie wchodzę - zbyt mocno sfrustrowana po ostatnim. Laptopa jednak nie zamykam, w obawie przed rzeczywistością, gdzie muszę wstać, wziąć prysznic, umyć włosy, coś zjeść i napić się herby, pojechać a to do biblioteki, a to pomóc przy dziecku a to gdzieś tam jeszcze - czyli plany założone na mój pierwszy urlopowy dzień od nie wiem kiedy.
Ok - nie wyłączam laptoka... Wśród kart zapisanych na przeglądarce dostrzegam swój blog. Otwieram adres i jak na lekarstwo w oczy rzuca mi się fragment: ,,Jesteś moją Wiosną z wyprzedzeniem! Dopóki tak jest po prostu mnie tu nie będzie." 
Przedwiośnie, które tak bardzo lubię właśnie się skończyło. Prawdą za to jest, że zakładałam napisać, kiedy ten stan się skończy. Minęły jednak prawie dwa tygodnie - dobrze, że późno niż wcale.

Mogłabym zrobić bilans zysków i strat:
Z pozytywów na pewno: 
- Zadbałam o wygląd -tzn. trochę nowych ciuchów, kosmetyków, maseczki, kąpiele, czyli coś, co każda z nas lubi - to nic, że w afekcie.
- Przeszłam na zdrowe odżywianie - mam namyśli ciemne pieczywo, jogurty, regularne posiłki, dużo owoców i warzyw, niesłodzona herba, woda, woda, woda.
- Uprawiam nordic walking - choć to powinna zaliczyć do negatywów, bo nabawiłam się kleszcza i teraz czekam, czy to nie przypadkiem borelioza, albo inne gówno - zobaczymy.
- Czytam dużo książek - jak najbardziej pozytyw uświadamiający mi, że realizuję swoje postanowienie noworoczne z przed dwóch lat, kiedy to poznałam apsztyfikanta - przypadek?
- Mam czas na imprezy - głównie domówki, z racji wieku, poznaje nowych ludzi, odnawiam stare kontakty i dostrzegam jak więzy międzyludzkie są ważne.
- Więcej się modle i chodzę do kościoła - dlaczego piszę o tym na końcu? Fakt ten chyba niedobrze o mnie świadczy, a może jest prawdziwy, bo jeszcze mało we mnie ufności i gorliwości. Zgodnie jednak twierdze, że to jak najbardziej zysk.

Negatywy?
- Straciłam bliską mi osobę, a wraz z nią: rozmowy, pocałunki, uściski, sms, rozmowy telefoniczne, plany na przyszłość, wspomnienia z przeszłości, wycieczki... i inne aspekty związane z bycia razem.
- Nie mam czasu na pisanie licencjatu przez swoje pozytywy, które nawiązały się z tego tego jednego negatywu.
Poza tym negatywów brak.

A teraz tak całkiem poważnie:

Rozstaliśmy się w dobrej komitywie. Do tej pory jestem zdumiona (a kilka rozstań przeżyłam), jak można pięknie rozejść się z drugą osobą, w dodatku w prawie tym samym miejscu, gdzie nastąpił pierwszy pocałunek. Decyzja była wspólna, naznaczona ostatnimi doświadczeniami. W momencie ,,zerwania" czułam, że tego właśnie chcę. Potem przychodziły jeszcze różne myśli, ale do chwili obecnej żyję w przekonaniu - to była dobra decyzja.
Minęły już prawie dwa tygodnie. Do tej pory było naprawdę dobrze. Świadczą o tym wskazane przeze mnie pozytywy. Jednak minęło zbyt mało czasu, żeby nad pewnymi sprawami przejść do porządku dziennego. Dalej martwię się kiedy coś go boli, czy kiedy się smuci - nie jest mi to obojętne, choć nie umawialiśmy się na żadne przyjacielskie stosunki - bo to nawet nie jest możliwe. Chcąc, czy nie chcąc mamy wspólnych znajomych i często się widzimy. 
Czas wielu rzeczy uczy. Przede wszystkim nowych reakcji na stare sytuację. 


Najważniejsze jest to co będzie, a to co było pomaga nam lepiej spojrzeć na świat. Tak właśnie traktuje swoje ostatnie doświadczenie. Poza tym, zawsze wydawało mi się, że wiem kiedy i kogo kocham - za co i pomimo czego. Tak też jest w tym przypadku. Rozstanie w gruncie rzeczy nie spowodowało straty pewnej osoby, jak to mi się wydawało. Straciłam jedynie swoje egoistyczne projekcje, bo przecież mam Kogo kochać, a w przyszłości (mam nadzieję) spotkam kolejną osobę do kochania. A jeśli miłość tak wygląda - jestem na bardzo dobrym miejscu.

jeszcze tylko dokończyć licencjat ;)

niedziela, 17 marca 2013

Primavera in anticipo....

http://www.youtube.com/watch?v=qTK0KkJnMzw

Z tego powodu w płucach zmienia się powietrze
Poza tym Jesteś... Jesteś
Jesteś wszystkim dobrem, które istnieje.

Jesteś moim księżycem, moimi gwiazdami, moim słońcem...

Jesteś głównym powodem wszystkiego tego, co we mnie dobre.

Jesteś moją Wiosną z wyprzedzeniem!

Dopóki tak jest, po prostu mnie tutaj nie będzie...



czwartek, 14 lutego 2013

little body...

... big heart !

http://y-littlebodybigheart.blogspot.com/
ZAPRASZAM!

środa, 6 lutego 2013

Nobody Knows...




Come, come, fly into my palm...


Chce jakoś skończyć studia. Chce jeszcze wielu innych rzeczy, ale jak na razie studia są czymś na wzór priorytetu. Po prostu chce je jakoś  skończyć. 
Pewne rozmowy jednak uświadomiły mi, jak moje myślenie jest jeszcze proste i ubogie.

Jak to jest, kiedy TY siedzisz nad tymi notatkami, w dodatku na studiach humanistycznych (nie mam nic do nich, bo same je studiuję, ale zawsze respekt budziły we mnie kierunki z ,,polibudy'). Tak więc siedzisz nad notatkami - może nie specjalnie tyle, żeby mieć piątkę, ale słabą czwórę (jeśli coś takiego istnieje.) Pomijam już fakt ,że zawsze to mi wiatr w oczy. W każdym razie nawiązuje do pewnych kwestii i pewnych ludzi, którzy powtarzają: wrzuć na luz! Wtedy wszystko się zmieni. I opowiadają jak tym właśnie sposobem z wyróżnieniem ukończyli najlepsze kierunki a o ich pensjach mogę tylko pomarzyć.
Czy to oznacza, że mam wrzucić na luz?
Wracając do domu tak myślałam, ale w końcu mogę uśmiechnąć się do swoich myśli.

Jeśli wrzucę na luz to moja praca lic. się sama nie napiszę. Nie będę mieć dzięki temu słabych czwór a nawet mocnych trój. Dostanę zwyczajnie poznańskiego ,,laczka'', bo znam możliwości swojego mózgu więc z góry się cieszę, że jeszcze nie odpuszczam. Następna kwestia jest taka, że w życiu nie będę tyle zarabiać - co więcej będę szarym pedagogiem, który już dzisiaj zadaje sobie pytanie, czy naprawdę chce nim być (temat na inne rozważania). Idąc jeszcze dalej. Przy okazji tych mądrych rad okazało się, że osoby, które NIE wrzuciły na luz ukończyły- i może fajny kierunek, na mniej prestiżowej uczelni, ale co z tego jak realizują się jako matki- polki. Więc idąc jeszcze krok dalej - też mam takie aspiracje, więc po jaką ,,cholerę'' studiuje oraz wydaje tyle ,,siana'' na swoją edukację. Ano - może dlatego, że znowu się zabezpieczam, a w myśl pierwszego akapitu wychodzi na to, że jednak boje się życia i zwyczajnie jestem ,,zeschizowana''.
Koło się zamyka.

Ale, żeby nie skończyć tak pesymistycznie:
Nie chcę wrzucać na luz. 

Chce iść do nieba.
Chce skończyć te studia, skoro je zaczęłam i w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tu jestem i po co to robię - bo przecież taki kierunek wybrałam ( a jednak tema na to rozważanie).
Chce dorosnąć i zejść do swojej rzeczywistości - nie jestem omnibusem, a przez to, że dążę do tego by nim być zapominam o tym, co tak naprawdę lubię/lubiłam robić.

I tak w ostateczności nie dodam sobie anie jednej sekundy do życie! 
Więc światowy luz mnie nie uratuje.

Nobody Knows.

P.s. jestem zadowolona.

sobota, 26 stycznia 2013

Hey, I love you (?)



No właśnie nie wiem jak to jest z tą miłością w Twoim przypadku... Ale piosenka ładna.

Dzisiejszy dzień był taki inny niż te, do których jestem przyzwyczajona... Zaczęło się od prawa: kodeks karny i cywilny. Z początku coś mnie bardzo irytowało. Może to, że spóźniłam się na zajęcia, co wynikało z tego, że zaspałam, a zapałam tylko dlatego, że iniewiemnic, co w konsekwencji mogło się źle skończyć. Być może z równowagi wyprowadził mnie kolejny bezsensowny referat do napisania- w obliczu pracy lic. i innych równie ważnych egzaminów wydaje się to co najmniej idiotyczne. Jednak z upływem dalszych wykładów doszłam do wniosku, że nie mam prawa być niczym jajko mądrzejsze od kury, przy czym kura jest naprawdę mądra, a jajko nawet nie ma licencjatu (co dopiero mówić o pracy). Następnie doświadczyłam dużo śmiechu w związku z przedmiotem: p.m. i wystąpienia publiczne. Było niesamowicie zabawnie, ale coś pękło... Znowu moja chora zazdrość, niezdrowy perfekcjonizm... Ludzie dzielą się na tych, którzy myślą i tych których myślenie boli - i z przykrością stwierdzam, że należę do tej drugiej grupy. Co gorsza - w dalszym ciągu zachowuje się jak dziecko pozbawione cukierka. Strasznie się obrażam, że to nie ja jestem ta zabawna, elokwentna itp. ... Nawet kredki i rysowanie słońca nic nie zmienią - muszę zmienić się ja oraz moje myślenie. Chce dorosnąć, chociażby w tej kwestii...
... a potem plotłam kółko z wikliny i już nawet efekty pracy mnie nie martwiły.

iniewiemnic więcej niż wczoraj, poza jednym: nie musi się to tak smutno skończyć.
Hej I love you - bo tak jest, ale to ja muszę dorosnąć.

niedziela, 20 stycznia 2013

Dzisiejsza noc spedze w Paryzu!


... z Coldplay i światełkami!!!!

Moje plany i projekcje idą w otchłań. Normalnie muszę przyznać, że jestem bardzo leniwa i bardzo szczęśliwa. Można by powiedzieć: szczęśliwe lenistwo - jak na razie bez większych konsekwencji. Nie zastanawiam się, kiedy one przyjdą - być może nie przyjdą wcale. Znów chce coś zmienić, coś postanowić. Z pewnością muszę się wysypiać i niczego nie zaniedbywać. Jak na razie jest ciężko - ale dlaczego o wszystko znów muszę troszczyć się ja. . .?

Technologie informacyjne, to wcale nie tak nudny przedmiot. Od dzisiaj kocham informatyków! Tych mądrych, inteligentnych, błyskotliwych, charyzmatycznych, z wadą wzorku, astygmatyzmem i problemami z krtanią. Dziś o sobie dowiedziałam się więcej, niż przez cały okres studiów. Wynudziłam się, lecz tylko trochę... Szybko minęło, bo było magicznie.

Nie wiem dlaczego jeszcze zerkam w Twoją stronę. Jest to silniejsze ode mnie i pewnie jeszcze długo będzie. Wracając wczoraj do domu pomyślałam: znowu brak dojrzałości iw tym własnie sęk...
Byle by samemu dojrzeć. Oby.

Wszyscy się zaręczają.
Ja też to zrobiłam!
To co, że na niby i bez pierścionka.
Z żółtym tulipanem
I jestem szczęśliwa!

niedziela, 13 stycznia 2013

I’ve been losin' sleep.





Nie mogłam zasnąć
Wciąż będąc przytomna
Włóczyłam się po ulicach
Dniami, dniami, dniami...

Dzisiejsza niedziela jest taka długa a jednocześnie tak szybko mija. Z ważnych rzeczy:
- wyczyściłam kartę w telefonie,
- wgrałam nową playliste,
- założyłam twittera (to nie jest w sumie takie ważne - ale warte pochwalenia się),
- wypiłam szklankę tych drożdży (ochyda),
-.....

Jestem zmęczona tymi moimi wahaniami nastroju. Z jednej strony: zbieram siły, dodaje argumenty i staram sobie wszystko tłumaczyć - chociażby to, że barki mam mocne oraz ze wszystkim dam sobie radę. Z drugiej strony: staje przed Jego obliczem, zaciskam oczy aż do wyciśnięcia łez i w duchy krzyczę: proszę, bo już nie daję rady.
A potem już taka cisza, spokój... i nie mogę zasnąć.

P.s.
- kupiłam gorzką czekoladę!

piątek, 11 stycznia 2013

Słoneczko...




wczoraj moje życie było wypełnione deszczem...

....A tak właście to cały mój ostatni tydzień. Tyle wolnego nie miałam od czasu.. Praktyk (?)

Dzisiejszy dzień był niesamowicie pracowity. Po tygodniu chorobowej laby w pracy na pełnych obrotach - i bardzo dobrze. Z tego szczęścia poszłam nawet do fryzjera. Szaleństw jednak nie było - podcinałam same końcówki, zato dowiedziałam się dziś wielu ważnych rzeczy.. (chociażby, że szklanka rozpuszczonych drożdży [ok. łyżki d.] fantastycznie wpływa na budowę włosów).
Potem już tylko zostało mi sprzątanie,
prasowanie,
gotowanie - oszzz normalnie MATKA POLKA!
Aaaa NIE- bo jeszcze się uczyłam na jutrzejsze koło. Wiec kurą domową raczej nie zostane. A może kobietą przedsiębiorczą??
Kobietą pracującą .... żadnej pracy się nie boje!

Jutro po kolosie idę się zniszczyć*... na disco party!
Słowo!

*zniszczenie - wytańczenie się na ...  hmm jak boney m w powyższym teledysku.

niedziela, 6 stycznia 2013

'13



W nowym oto roku mam takie postanowienie, że niczego nie postanawiam.
Co roku się tylko niepotrzebnie nakręcam, a przecież co da Bóg i tak będzie. Mogę tylko sobie obiecać, że będę dobrym człowiekiem.

Witaj nowy roku,
Witaj Poznaniu,
Witaj sesjo....