sobota, 31 grudnia 2011

podsumowanie.

Jak to jest, że kończę tam gdzie zacząłem
Jak to jest, że kończę tam, gdzie zrobiłem błąd
Już więcej się nie rozproszę
Najpierw mnie wytrącasz z równowagi a potem się odcinasz

Kiedyś byłaś ok
Co się stało?
Odebrało Ci mowę?
Odechciało Ci się?

mój pierwszy sylwester w posen. czuje się dobrze, choć gorączka dziś mnie znacznie ogranicza.

przed chwilą czytałam notatkę z 30 grudnia 2010 - uśmiecham się sama do siebie - bo jak mogła podsumować wszystko pisząc: to był dobry rok. był to chyba najcięższy rok w moim życiu.. ale tak jest że człowiek nie wie co będzie dalej.

czasie w 2011 dziękuje,że był dla mnie łaskawy - że dał mi czas.. by się pozbierać. były gorsze momenty ale przeciążają w nim dobre chwile. przynajmniej takie mam przed oczami. wiele zmian - myślę na lepsze.

jeśli chodzi o nadchodzący rok - nie mam żadnych oczekiwań. ale mam postanowienia !


DO ZOBACZENIA W NOWYM ROKU 2012 - BAWCIE SIĘ DOBRZE - GDZIEKOLWIEK JESTEŚCIE !!!

Aha - na zakończenie - wczoraj udostępniłam link do GINGERA - tam możecie odnaleźć moje marzenia! Zaglądajcie tam często.

AA i sylwestrowe granie - dla tych którzy dziś nie szaleją. buziaki.

piątek, 30 grudnia 2011

http://gingerwelcome.blogspot.com/



http://gingerwelcome.blogspot.com/
polecam.

wtorek, 1 listopada 2011

pierwszego listopada...

... jest dobrze mieć gdzie iść
... sprzyja pogoda
... wpadając w zadumę dostrzegasz, jak piękny otacza cię świat
... choć niektóre rzeczy cię przygniatają, ratuje cię świat zaczarowanych kamieniczek
... kawałek sernika i szarlotki dodaje uroku
... liście lecą z drzew
... cmentarze są jak jarmark
... jesteś w dobrym towarzystwie
... muzyka - to mnie "jara"
... pachnie jesienią i wiesz . . .

drugiego listopada
... nie pamiętasz już nic z dnia wczorajszego.

jutro otwiera nową przestrzeń - mam nadzieję, że dobrą przestrzeń.

31 października... good bye jedenaste.

niedziela, 30 października 2011

to nie mama ani tata, lecz szampańska marynata. . .

tak. po cudownym dniu. poprawka - weekendzie! poznałam najbardziej nonszalancką rodzinę pod słońcem z perwersyjnym kotem, którego pragnę adoptować. Z tego miejsca - kocham mamę, tatę pozdrawiam. ( z uśmiechem)

po napisaniu ważnego dokumentu- przeżyłam i mam się dobrze. z resztą zmierzę się w odpowiednim czasie.

. . . mnie zrobiła pępkiem świata.

czwartek, 20 października 2011

every little thing she does is magic



tak - po prostu go kocham. w klimacie jesiennym i jakoś dawnym. nie tłumaczę się, nie ma kiedy. dużo pozytywnych perspektyw: jutrzejsza impreza, weekend z przecudnymi ludźmi, odwiedziny, decydujące sprawy... a przede wszystkim perspektywa jutra choć jest 23:59. w zagonieniu ratuje minie letni prysznic po pracy, kubek herbaty z sokiem malinowym, bo jeszcze miodu nie nabyłam i dobra muzyka - nie tylko Stinga. wczorajszy wieczór z B. Dylanem, przeszkodziła prawdziwa sztuka, ale myślę, że kwestia jest nadal do zrealizowania.

tak - dużo się dzieje.. mam wygórowane aspiracje. też usłyszałam, że jestem boidupa - choć zestawienie kreatywności, witalności młodzieńczej na nic się zdały. ale czuję misję, i będę walczyć, bo dopóki...

anoi :

każda mała rzecz, którą ona robi jest cudowna.

poniedziałek, 25 lipca 2011

25 lipca '11



może nie jestem mądrzejsza, ale nadal umiem przeżywać.

przyszłam na świat po to, aby kochać Ciebie.







zmiana kodu - dwójka z przodu - oby przeżyć (z uśmiechem)


GRAZIE!!!

środa, 20 lipca 2011

trochę deszczowa śr..



.. a w uszach jo lawry!! i przecudowny spacer pomiędzy starymi kamieniczkami. dużo się dziś dowiedziałam o sobie, znów i na nowo.. dobrze. może coś z tym zrobię. pogoda tropikalna - duszno i pada. a w perspektywie kolejny wieczór przy butelce wina i świetle świec. i przyświeca nam hasło tegorocznej kampanii - niech te wakacje będą magiczne.

co więcej? nie wiem, ale jak się dowiem to podzielę się wszystkim ze wszystkimi.


p.s jestem głodna

sobota, 16 lipca 2011

sobota.

upragniona sobota. cisza spokój i kilka planów w kieszeni. roleta uderza o szyby nowego pokoju a wiatr wdziera się szczelinami. jest ciepło, a to dopiero początek.

czuje się dobrze - jak mało kiedy w ost. czasie. zapisuję dziś kartkę i robię kilka małych postanowień. po zakańczam kilka relacji i zacznę pracować nad zupełnie innymi. postanawiam się cieszyć latem i każdym dniem - choć nie każdy jest sobotą. ułożę hierarchię i będę konsekwentna. złapie chmurkę, włożę do poszewki - niech stanie się mą poduszką. pięknie to wygląda? a jednak.

iniewiemnic ? pewnie tak (z uśmiechem)

p.s muzyka - czujesz moc?

piątek, 8 kwietnia 2011

płytkie i powierzchowne.

dopadłszy mnie rotawirus, skończył się urlopem zdrowotnym do końca tygodnia, piękną wypłatą i wyróżnieniem. nie ma to tamto - czuje się, jak gość, chociaż jest już lepiej to i tak schudłam kilo 2,5. normalnie bym się cieszyła, ale jeszcze jedno dwa i pół mogłoby się skończyć, a raczej zacząć pewną chorobą na a.

a-propos. mając trochę wolnego czasu, zastanawiałam się, jak zwykle na sensem, którego nie widzę. na szczęście przemyślenia te były bardzo powierzchowne, płytkie i nie wnoszące nic do rzeczywistości. także nie wywarło na mnie większego wrażenia, ale chciałam podkreślić, że taki fakt miał miejsce, w jednym rzędzie, z obijaniem się w sieci i spania do dziesiątej.

z rzeczy mało istotnych - mam własnie pewien egzamin w niedziele, którego pewnie nie zaliczę, a bardzo bym chciała.

ostatnio, czyt. w tym tygodniu brakuje mi weny, a tak chciałam napisać o przeżyciach z minionej soboty. ehhh może innym razem...

bez piosenki dziś - w ciszy przeżyjmy jeszcze kilkanaście dni postu.

wtorek, 29 marca 2011

trwam, bez względu...




`Jeszcze wczoraj czułam Cię
W kroplach deszczu w cieple ust
Dziś samotnych godzin dźwięk
Przyspiesza tętno
Czas przemija, czuję to
Rozdrażniona brakiem snu
Uwierz, że pomimo łez
Jest mi wszystko jedno
Jeszcze wczoraj chciałam biec
Walczyć do utraty tchu
Stopić w jedność naszych ciał
Bolesny chłód

obiecałam komuś wczoraj, że wrócę do pisania notatek, ba - obiecałam, że stworze coś nowego. "przecież nie można całe życie niczego nie wiedzieć- trzeba żyć po radosnej stronie...". Jak bardzo się myliłam uświadomiło mi wczorajsze powieczorze. próba zmierzenia się na nowo z czymś nowym. kiedy już kompletnie nie wychodziła mi szata graficzna, zrezygnowana włączyłam pierwszego posta na tym blogu. tak - zamknęłam oczy z nadzieją, że poczuje wszelkie motywy, dlaczego zaczęłam pisać tego bloga, i - jak się w efekcie okazało, dlaczego warto go kontynuować. odpowiedź przyszła szybko...

Trwam, bez względu na ból
Choć dotyk Twych rąk
Nie cieszy mnie już
Mam ukrytą gdzieś moc
Pozwala mi iść
Przed siebie dalej znów

jeśli chodzi o dzisiejsze sprawy - tak wiele się zmieniło.. a jeszcze wiele się zmieni. terminy gonią i mnie, dlatego postanowiłam (w myśl sentencji pierwszej notatki na tym blogu) stworzyć kartkę ważniejszych spraw na dziś, aby kompletnie się nie pogubić. Od myślników w postaci gwiazdek wypunktowałam, to co koniecznie muszę dziś wykonać. kartka szybko została zapełniona i od razu schowana do portfela. zabawa była prosta - zrobioną rzecz - wykreślamy z listy. jeśli wykreślę co najmniej 50% zawartości, jestem zwycięzcą. wśród nich była i notka. powoli, mozolnie, już trochę zrezygnowanie wymazywałam, wykreślałam.. doszło i do notatki, i nie mogłam się powstrzymać.

Jeszcze wczoraj znałam sens
Tylu zagmatwanych dróg
Rozpalałam w sobie chęć
Mierząc wysoko
Teraz biję głową w mur
Chociaż chcę, nie umiem już
Pojednania podjąć
Tych kolejnych prób

jest to dla mnie kluczowy post. w szczególności zadedykowany dziś tej osobie, której miałam już wczoraj stworzyć notatkę wraz z nowym blogiem. chciałabym, żeby wiedziała, że siedziałam wczoraj tylko nie słowa nie sklejały mi się do kupy.

chyba w kilku dziwnych słowach, na dziwnym i nieskładnym blogu nie zdołam podziękować tym wszystkim, których w sercach noszę - nieustannie. przypominają mi się nasze próby, nasze śmiechy, entuzjazm, radość, fontannę, beztroskość unoszącą się na wietrze. codziennie o was myślę, nie sądźcie, że zapomniałam. nie ma dnia, żebym któregoś z was nie przywołała w mej pamięci, nie ma dnia, żebym nie wydostała najpiękniejsze obrazy z mojego serca. czasami, a ostatnio coraz częściej przychodzę do domu zmęczona, wtedy rzucam się na łóżko, patrzę w polubiony już przeze mnie sufit, analizuje zyski i straty, z naciskiem raczej na straty, po czym jestem tak zła, że nic mi nie wychodzi.. kumuluje się coś we mnie i w efekcie już nie mam siły,żeby tu być. i wtedy przychodzicie wy.. nawet na pół minuty i ja już wiem, przez kogo tu trwam i dla kogo. choć, może już się do kogoś z was nie odezwałam, ale nie zapomniałam, pamiętam codziennie.. to nie znaczy, że zapomniałam.

a teraz trochę oficjalnie: chciałabym z tego miejsca podkreślić iż NIE zawieszam działalności tego bloga, bo można być po radosnej stronie, na iniewiemicowskiej polanie. a przynajmniej tu można nie tylko się śmiać ze swojej niewiedzy. biała kartka niech będzie dalej zapełniana (- czyt. post pierwszy). obiecuje ze swej strony, że trochę ulepszę grafikę, ale trochę trzeba będzie poczekać. obiecuje również, częściej pisać, ale na razie mam ważne egzaminy na uczelni, więc proszę o wyrozumiałość.

Jeszcze wczoraj czułam Cię
nan na na na nnanana....

poniedziałek, 21 lutego 2011

cała Polska czyta.... facebook

niedawny raport Biblioteki Narodowej wykazał, że Polacy nie czytają książek. Nie czytają ich nawet najlepiej wykształceni.

http://www.bn.org.pl/download/document/1297852787.pdf

Jakikolwiek kontakt z książką w ciągu minionego roku deklaruje niewiele ponad 40% procent badanych. Polacy nie czytają nawet książek kucharskich, poradników, słowników czy ebooków.

Zawstydzili nas Czesi (83% czytających) i Francuzi (69%).

Aż 46% badanych Polaków w ciągu ostatniego miesiąca nie przeczytało nie tylko książki, ale nawet dłuższego niż 3 strony artykułu czy opowiadania, choćby w internecie.

Myślę, że ten raport targnie Twoim sercem!!!

niedziela, 13 lutego 2011

nie odpuszczaj - to takie cudowne życie.



`Don't let go
Never give up,
It's such a wonderful life.

słuchanie jest rzeczą piękną. słuchanie jest sztuką. dopiero w posen, wśród zgiełku ulic, pędzących tramwajów, migających bilbordów, zasypywaniem tonami ulotek. w momencie kiedy na każdej przecznicy dostajesz gazetę i treści, często w dawce większej niż śmierć, można słuchać.


z góry przepraszam, że ostatnio rzadko się tu pojawiam, ale wszystkie swoje siły skupiam na plewienie "swojego ogródka." tu trzeba doglądać, tam rozkopać, tu wyplewić i nie ma kiedy. każdemu bardzo polecam, aby zabrał się za swoje życie. jest rzeczą cudowną patrzeć jak wszystko, co robisz wydaje słodkie owoce. można wtedy zarażać swoją pracą, swoją pasją wszystkich dookoła. można dzielić się zbiorami z osobą obok.

dużo ostatnio widzę, jak moje życie było bogate, a zarazem ubogie. dawałam z siebie wszystko co najpiękniejsze, a w rzeczywistości wszystko to było marnością. chciałam odcisnąć w duszach innych mały ślad, a zostawała tylko szrama, jak po bliźnie. widzę, że mając tak dużo nie miałam nic.. bo postawiłam siebie na piedestale wybudowanym ze swoich pragnień i chorej pychy.. czemu to piszę? bo słuchać jest rzeczą piękną, teraz to widzę. i gdym kiedyś, wczoraj, może wsłuchała się, a nie tylko sprawiała wrażenie słuchające, zebrałabym plon stokrotny.

tak więc słuchaj i nie wmawiaj sobie głupot do głowy, ze jesteś nie wiadomo jaki. bez tych bzdur jesteś dopiero wartościowy!! wybierz to jedno w życiu i trzymaj się kurczowo. ja swoje wybrałam, dlatego dziś mogę Ci podpowiedzieć : NIE ODPUSZCZAJ.. NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!!! TO TAKIE CUDOWNE ŻYCIE.

i pamiętaj: że dopóki walczysz..

sobota, 22 stycznia 2011

już dzisiaj zacznij od swojego ogródka.

powiem krótko - fakty minionego tygodnia postawiły mnie na tyle do pionu, że zaryzykowałam i podjęłam kilka ważnych decyzji.. czuję jakby On sam uzdolnił mnie do tego, ze swojej wielkiej miłości do mnie, bo byłam poniżej dna.

postanowiłam nie czekać na S. i jego rozmowę.. będę już gotowa.

nie mam zielonego pojęcia, co przyniesie jutro.. czy mam dość odwagi by.. ale zupełnie się tym nie martwię, bo jeśli będzie potrzeba to On mnie do wszystkiego uzdolni. bo człowiek wierzący, to człowiek autentyczny.. i powraca moje motto życiowe: ` dopóki walczę, jestem zwycięzcą.. i nie poddam się, aż jagnięta nie staną się lwami!!!

piątek, 21 stycznia 2011

sieka z pięciu łyżeczek.

kubek kawy..jeden, drugi, czwarty. w bagażu nieprzespana noc, dawno oczekiwana rozmowa, pokrętny sen i poranna nadzieja, że to wszystko ma sens. leżąc w ciemnym pokoju dochodzę do wniosku, że w pewnych momentach mojej historii cieszę się, że jestem tu i teraz, w miejscu, za którym nie przepadam i to bardzo. w takich chwilach zmieniam zdanie i kołyszę się oddając się w urok tego stanu. po półrocznym z hakiem pobycie, czuję się jak w drugim domu. dziś nawet jedenaste, nie było dla mnie syfem, choć zawalili mnie robotą, jak nigdy przedtem. zastając po godzinach, heroicznie ratując firmę, dostrzegłam, że syf jest syfem, ale własnym, poznanym.. wstyd się przyznać- chyba lubię tam przychodzić..

z tą kawą dziś mocno przesadziłam.. ale po trzeciej chciało mi się tak spać, a musiałam wskrzesić ostatek mocy i skupić się z całych sił - a materiał pracy miałam najgorszy z możliwych. czeka mnie kilka dób aż przyjdą wyniki - notabene nie lubię poniedziałków- ztego oto względu.

perspektywa weekendu nie cieszy mnie wcale. co tydzień mam zjazdy, a jutro jeszcze koło, na które umiem tyle co nic. już się przestawiłam na tryb '25h' na dobę. może kawy podziałają i posiedzę dziś nad notatkami.. paradoksem jest to, że jak nie strzelę sobie płynu z dużą dozą kofeiny to pewne rozmowy działają gorzej niż sieka z pięciu łyżeczek - może dialog z wczoraj ciąg dalszy? pewnie coś tam będzie..


nie wierzę w to co się dzieję.. jak można człowieka reanimować i uratować w przeciągu czterech minut, tak nie można tego zrobić w ciągu czterech lat.. tylko tyle wiem, na jutrzejsze koło.


zawsze dodaje jakiś cytat z piosenki, pisząc to jednak nie przyszło mi nic adekwatnego do treści zawartej w poście.. aż mnie natchnęło - z dedykacją dla mojej mamy:

kawy łyk
wina smak
czegoś żal
i kogoś brak..

dołączam link - z uśmiechem, bo piosenka tak wpisuję się w to wszystko!

http://www.youtube.com/watch?v=QA4woj6iMQI&feature=related

niedziela, 9 stycznia 2011

bo chodzi o to, żeby nie wpaść w błoto..

... i jakoś normalnie żyć. nie egzystować, tylko żyć.

powroty są straszne, tym razem nie było inaczej. sesja zaczęła się zdrowo z początkiem roku, i cały tydzień z głowy. w ferworze zajęć i zajętości, nauki i nadmiernej pracy niewątpliwie zrodziła się myśl: albo utopić się w szklance mineralki, ewentualnie w roztapiającym się śniegu, rzucić się pod nadjeżdżający tramwaj, albo zwyczajnie dobić się własną pięścią.. było tragicznie, ale mama disuję, a zwłaszcza dziś, kiedy przypadkiem dowiedziała się jak ostatnio wygląda moje studenckie życie... apropos studenckie - zjazd był rewelacyjny.

G.! ścięła swoje piękne włosy.. i robi gruntowne porządki w pułkach.. szafy swojej duszy. chyba zazdroszcze.. może coś jutro ugotuję?

niedziela, 2 stycznia 2011

na chwilę przed odlotem.

co przyniesie jutro?
nie wiem.
wiem tylko jedno
- kocham moje góry..