... i jakoś normalnie żyć. nie egzystować, tylko żyć.
powroty są straszne, tym razem nie było inaczej. sesja zaczęła się zdrowo z początkiem roku, i cały tydzień z głowy. w ferworze zajęć i zajętości, nauki i nadmiernej pracy niewątpliwie zrodziła się myśl: albo utopić się w szklance mineralki, ewentualnie w roztapiającym się śniegu, rzucić się pod nadjeżdżający tramwaj, albo zwyczajnie dobić się własną pięścią.. było tragicznie, ale mama disuję, a zwłaszcza dziś, kiedy przypadkiem dowiedziała się jak ostatnio wygląda moje studenckie życie... apropos studenckie - zjazd był rewelacyjny.
G.! ścięła swoje piękne włosy.. i robi gruntowne porządki w pułkach.. szafy swojej duszy. chyba zazdroszcze.. może coś jutro ugotuję?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz