`Gdy Ciebie zabraknie
I ziemia rozstąpi się, w nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też
W salonie wśród ciepłych świec już nigdy nie zbudzisz mnie..
pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. nie dzisiaj. nawet nie wiem - co napisać. nie czuję ich uścisków, nie widzę ich oczu, nie słyszę..
niebo dziś lekko zrosiło moją twarz w samym środku parku. próbowałam przenieść się myślami w pewien inny, nowy wymiar, aby wyobrazić sobie jak by to mogło być pięknie. nie zdążyłam - zaczęło padać. najpierw jedna kropelka zagościła na moim nadgarstku. kolejne dwie ścigały się na policzku, z inną trzecią kroplą. pachniało tak mocno jabłkami. i nawet już dzisiaj nie pomogły lody kawowe. tak, pewnych rzeczy nie przeskoczymy.
czy słyszysz jak tam, daleko, muzyka gra
Zatańcz ze mną jeszcze raz..
niedziela, 29 sierpnia 2010
czwartek, 26 sierpnia 2010
try to make me feel better.
W GÓRACH JEST WSZYSTKO CO KOCHAM - wpis z 20 sierpnia.
ponownie w posen. wtorkowe chwilę ciężkie i nie mam tu na myśli gorączki na wskutek klimatyzacji autobusowej. niczym po kacu alkoholowym wróciłam do rzeczywistości. kocham góry, kocham górali ś. dzięki za cudowny odpoczynek. za mądre słowa, prezenty, kubusia, uśmiech, wspólne chwile - razem. choć niesamowicie ciężko, bo wracasz po trzymiesięcznej nieobecności do domu i dostrzegasz, że to nie to samo miejsce. wszystko się zmienia..
dzięki A. za wszystko. nic już nie napiszę. wierzę, że spotkamy się w domu Ojca. wierze.
dziś było niesamowicie przez 2 godziny 11 min. wiecie? niesamowicie...
So tell me when it's not alright
When it's not OK
Will you try to make me feel better?
Will you say alright?
Will you say OK?
Will you stick with me through whatever?
Or run away
ponownie w posen. wtorkowe chwilę ciężkie i nie mam tu na myśli gorączki na wskutek klimatyzacji autobusowej. niczym po kacu alkoholowym wróciłam do rzeczywistości. kocham góry, kocham górali ś. dzięki za cudowny odpoczynek. za mądre słowa, prezenty, kubusia, uśmiech, wspólne chwile - razem. choć niesamowicie ciężko, bo wracasz po trzymiesięcznej nieobecności do domu i dostrzegasz, że to nie to samo miejsce. wszystko się zmienia..
dzięki A. za wszystko. nic już nie napiszę. wierzę, że spotkamy się w domu Ojca. wierze.
dziś było niesamowicie przez 2 godziny 11 min. wiecie? niesamowicie...
So tell me when it's not alright
When it's not OK
Will you try to make me feel better?
Will you say alright?
Will you say OK?
Will you stick with me through whatever?
Or run away
wtorek, 17 sierpnia 2010
aż rok.
Dziękuję ci, żeś mi tyle dało, życie,
Że oczy codziennie otwieram o świcie
I mogę rozpoznać, co czarne, co białe,
I sięgam też nimi pod nieba powałę,
I ukochanego wypatruję skrycie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle:
Mych pierwszych czytanek odległe dziś chwile
I słowa, którymi opisać mi łatwo
Najbliższych mi ludzi, i jeszcze to światło,
Co świeci dla tego, z kim jest mi najmilej.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Odgłosów i dźwięków filharmonię całą:
Od świtu do zmierzchu kanarków i świerszczy,
Silników i fabryk, i wiatru, i deszczu,
I głosu miłego barwę doskonałą.
Dziękuję ci, żeś mi dało tyle, życie,
Tę pierś, w której czuję serca mocne bicie,
Gdy patrzę na dzieła umysłu ludzkiego,
Gdy patrzę na dobro, od zła tak daleko,
Gdy patrzę na moje w oczach twych odbicie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Wędrówką bez końca umęczone ciało –
Szłam przecież piechotą przez miasta, kałuże,
Pustynie i plaże, równiny i wzgórza,
Aż doszłam do ciebie i jeszcze mi mało.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle,
Radosne momenty i smutne też chwile,
W ten sposób odróżniam nieszczęście i szczęście,
Materie dwie, z których utkałam swe wiersze,
Rozpoznacie w których i swe własne wiersze,
Dzięki temu, życie, żeś mi dało tyle.
Dziękuję Ci ŻYCIE - za życie. 17.08.2009 - 17.08. 2010
Że oczy codziennie otwieram o świcie
I mogę rozpoznać, co czarne, co białe,
I sięgam też nimi pod nieba powałę,
I ukochanego wypatruję skrycie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle:
Mych pierwszych czytanek odległe dziś chwile
I słowa, którymi opisać mi łatwo
Najbliższych mi ludzi, i jeszcze to światło,
Co świeci dla tego, z kim jest mi najmilej.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Odgłosów i dźwięków filharmonię całą:
Od świtu do zmierzchu kanarków i świerszczy,
Silników i fabryk, i wiatru, i deszczu,
I głosu miłego barwę doskonałą.
Dziękuję ci, żeś mi dało tyle, życie,
Tę pierś, w której czuję serca mocne bicie,
Gdy patrzę na dzieła umysłu ludzkiego,
Gdy patrzę na dobro, od zła tak daleko,
Gdy patrzę na moje w oczach twych odbicie.
Dziękuję ci, życie, żeś mi tyle dało,
Wędrówką bez końca umęczone ciało –
Szłam przecież piechotą przez miasta, kałuże,
Pustynie i plaże, równiny i wzgórza,
Aż doszłam do ciebie i jeszcze mi mało.
Dziękuję ci, życie, żeś mi dało tyle,
Radosne momenty i smutne też chwile,
W ten sposób odróżniam nieszczęście i szczęście,
Materie dwie, z których utkałam swe wiersze,
Rozpoznacie w których i swe własne wiersze,
Dzięki temu, życie, żeś mi dało tyle.
Dziękuję Ci ŻYCIE - za życie. 17.08.2009 - 17.08. 2010
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
prawdziwe iniewiemnic.
nie wiem. nie mam pojęcia. moje wewnętrzne ja milczy. czy coś sobie wymyśliłam? chce w góry...
czwartek, 12 sierpnia 2010
zacznij dziś, bo jutro wszystko może się zdarzyć.
`zaczynam nowe życie
daruje wszystkie długi
chcę pokochać to czego nie da się polubić
dziesięć tysięcy milionów pomysłów na 7 i pół minuty. po rozmowie z mam muszę się poważnie zastanowić. tam gdzie inni widzą szansę, ja widzę tylko pogorzelisko. czasami depresja idzie w parze z rozpieszczeniem. bynajmniej nie cierpię na to pierwsze, natomiast drugie jest całkiem prawdopodobne - przynajmniej inni tak twierdzą. leci man in the mirror. konwersacja z mam uświadomiła mi, że rzuciłam w kąt kredki, które tak bardzo kochałam. zrobiłam to, w imię egzystencjalnych wywodów i tym podobnych pierdół. nie sprawi to, że nie zostanę kolejnym mickiewiczem, choć gdybym zażywała tak wielką ilość napojów wysoko-procentowych, też bym pisała trzynastozgłoskowcem - nie grozi mi to na razie. ale mam ochotę na easy - going wejście pana dragona.
jeszcze 6 dni. jeszcze 8 godzin do weekendu. jeszcze tak daleko do wieczności.
uśmiechem na twarzy pokonam przeciwności
nic nie będę dłużna oprócz miłości
daruje wszystkie długi
chcę pokochać to czego nie da się polubić
dziesięć tysięcy milionów pomysłów na 7 i pół minuty. po rozmowie z mam muszę się poważnie zastanowić. tam gdzie inni widzą szansę, ja widzę tylko pogorzelisko. czasami depresja idzie w parze z rozpieszczeniem. bynajmniej nie cierpię na to pierwsze, natomiast drugie jest całkiem prawdopodobne - przynajmniej inni tak twierdzą. leci man in the mirror. konwersacja z mam uświadomiła mi, że rzuciłam w kąt kredki, które tak bardzo kochałam. zrobiłam to, w imię egzystencjalnych wywodów i tym podobnych pierdół. nie sprawi to, że nie zostanę kolejnym mickiewiczem, choć gdybym zażywała tak wielką ilość napojów wysoko-procentowych, też bym pisała trzynastozgłoskowcem - nie grozi mi to na razie. ale mam ochotę na easy - going wejście pana dragona.
jeszcze 6 dni. jeszcze 8 godzin do weekendu. jeszcze tak daleko do wieczności.
uśmiechem na twarzy pokonam przeciwności
nic nie będę dłużna oprócz miłości
wtorek, 10 sierpnia 2010
w chwili niemocy.
`słowem jak prostak uderzam Cie w twarz,
nie jednym gestem niszczę, co mam.
W głębi serca jest mi wstyd..
dziś doszliśmy do czerwonego serduszka każdego szczęśliwego pracownika. powiem - nie jest źle, ale wyciągam wnioski i może jutro rozegram to inaczej.. i nie tylko to. zaczyna mnie drażnić cała śpiewka w związku ze zbywania mojej persony, ale podobno jeszcze nie było takiego przypadku, żeby jajko pouczało kurę [ a jak się znalazł takie, i dam sobie rękę uciąć, że szybko się zbiło i to z wielką gracją]. do wczoraj jeszcze inaczej zamierzałam, ale rozgoryczenie czasami tak nas psuję od wewnątrz. nie wyję - już to zrobiłam. uszło powietrza, ale nie było jak w reklamie powerade - padłeś? powstań! wyrocznia XXI wieku czyli tymbark na fb jasno się określił. a 'ić' - pomyślałam w pierwszej chwili. ale, potem "a może to nie głupi pomysł - ale jak to zrobić?" jak zacząć wszystko od nowa mając inne projekcje i plany które diabli wzięli.. mało optymistycznie podejście: to efekt powyżej opisanego syfu, panującego na 11 piętrze sławnego już apartamentowca. i nie powiem: takie życie, bo łatwo zgonić na Bóg wie kogo. a że to moja wina, też nie przyznam -jeszcze nie. niech skruszeje. aaa z pozytywów: dzięki 'loży szyderców, czyli najlepszego rzędu na 11 czyt. pracownicy drugiej kategorii za Rogera, ale, chusteczkę i pięciominutówkę. było miło. na 'villovo' dopiero w piątek, ale praca jest, trzeba posprzątać na przyjazd młodych no i robić robić i jeszcze raz robić. jeszcze wyprowadziło mnie pewne pismo z banku, ale tak to jest, kiedy chce się mieć premię - skądś to znam.
jak to jest, kiedy nie rozumiesz dlaczego stoisz na krze lodu, dryfującym po oceanie, w temperaturze wody 19 stopni, a lód nie pęka. nie tyle od ciepłej wody, co ciężaru twojej chociażby nabitej głowy. nie rozumiesz w momencie, gdy zawiodłaś się na tych dwóch ważnych. jednej, że chyba ma cię w głębokim poważaniu, jak to się mówiło dawniej zwyczajnie na tylną część ciała, a druga jest dalej niż gwiazdy. obie Ci ważne osoby, obie podobno zatroskane o twój los. podobno, bo mam astygmatyzm i straciłam w tym wszystkim ostrość. sami rozumiecie. o ile nie można przytulić kogoś wirtualnie, tak można zmysłowo całować po powiekach.
tylko, że ja co nocy czekam i nawet wiatr zza okna nie muśnie mnie w twarz.
chce weekendu!
`do końca ręka w rękę
aż do nieba bram.
nie jednym gestem niszczę, co mam.
W głębi serca jest mi wstyd..
dziś doszliśmy do czerwonego serduszka każdego szczęśliwego pracownika. powiem - nie jest źle, ale wyciągam wnioski i może jutro rozegram to inaczej.. i nie tylko to. zaczyna mnie drażnić cała śpiewka w związku ze zbywania mojej persony, ale podobno jeszcze nie było takiego przypadku, żeby jajko pouczało kurę [ a jak się znalazł takie, i dam sobie rękę uciąć, że szybko się zbiło i to z wielką gracją]. do wczoraj jeszcze inaczej zamierzałam, ale rozgoryczenie czasami tak nas psuję od wewnątrz. nie wyję - już to zrobiłam. uszło powietrza, ale nie było jak w reklamie powerade - padłeś? powstań! wyrocznia XXI wieku czyli tymbark na fb jasno się określił. a 'ić' - pomyślałam w pierwszej chwili. ale, potem "a może to nie głupi pomysł - ale jak to zrobić?" jak zacząć wszystko od nowa mając inne projekcje i plany które diabli wzięli.. mało optymistycznie podejście: to efekt powyżej opisanego syfu, panującego na 11 piętrze sławnego już apartamentowca. i nie powiem: takie życie, bo łatwo zgonić na Bóg wie kogo. a że to moja wina, też nie przyznam -jeszcze nie. niech skruszeje. aaa z pozytywów: dzięki 'loży szyderców, czyli najlepszego rzędu na 11 czyt. pracownicy drugiej kategorii za Rogera, ale, chusteczkę i pięciominutówkę. było miło. na 'villovo' dopiero w piątek, ale praca jest, trzeba posprzątać na przyjazd młodych no i robić robić i jeszcze raz robić. jeszcze wyprowadziło mnie pewne pismo z banku, ale tak to jest, kiedy chce się mieć premię - skądś to znam.
jak to jest, kiedy nie rozumiesz dlaczego stoisz na krze lodu, dryfującym po oceanie, w temperaturze wody 19 stopni, a lód nie pęka. nie tyle od ciepłej wody, co ciężaru twojej chociażby nabitej głowy. nie rozumiesz w momencie, gdy zawiodłaś się na tych dwóch ważnych. jednej, że chyba ma cię w głębokim poważaniu, jak to się mówiło dawniej zwyczajnie na tylną część ciała, a druga jest dalej niż gwiazdy. obie Ci ważne osoby, obie podobno zatroskane o twój los. podobno, bo mam astygmatyzm i straciłam w tym wszystkim ostrość. sami rozumiecie. o ile nie można przytulić kogoś wirtualnie, tak można zmysłowo całować po powiekach.
tylko, że ja co nocy czekam i nawet wiatr zza okna nie muśnie mnie w twarz.
chce weekendu!
`do końca ręka w rękę
aż do nieba bram.
sobota, 7 sierpnia 2010
jestem no sobą.
dzisiaj było dużo mądrze : usłyszane, przeczytanie, znowu usłyszane i trochę mówione. można powiedzieć, że przez chwilę poczułam trochę namiastki dawnego życia - mowa o siedzeniu do 3 nad ranem. pierwszy raz od dwa miesięcy mogłam sobie na to pozwolić. jestem jaka... no sobą.
ale nie czytałam książki. w ogóle.
ale nie czytałam książki. w ogóle.
piątek, 6 sierpnia 2010
to tylko chwila.
`To tylko kilka gorzkich łez,
Koszmarny sen,
Za chwilę znowu wstanie dzień.
To tylko kilka gorzkich łez,
Sam przecież wiesz,
Tak w życiu czasem zdarza się.
co mądrego można napisać z nocy z piątku na sobotę? może nie warto psuć ciszy. tydzień przeżyty - nie ważne jak ważne że. kilka dziwnych obrazków i zaskakujących faktów sprawiło tylko, że poczułam krew w żyłach. nie przeraziło mnie - z pewnością nie. w ostatnim czasie zahartowałam organizm, ale utwierdza mnie to wszystko w przekonaniu, że na prawdę wszystko się zmienia - czy odnajdę się w moimi świecie, który zmienił się w wielu aspektach? czy odnajdę się w spojrzeniach innych, w kurzu szafek i parapetów, a w ostateczności będę kimś kim nie jestem.
..za chwilę znowu wstanie dzień.
Koszmarny sen,
Za chwilę znowu wstanie dzień.
To tylko kilka gorzkich łez,
Sam przecież wiesz,
Tak w życiu czasem zdarza się.
co mądrego można napisać z nocy z piątku na sobotę? może nie warto psuć ciszy. tydzień przeżyty - nie ważne jak ważne że. kilka dziwnych obrazków i zaskakujących faktów sprawiło tylko, że poczułam krew w żyłach. nie przeraziło mnie - z pewnością nie. w ostatnim czasie zahartowałam organizm, ale utwierdza mnie to wszystko w przekonaniu, że na prawdę wszystko się zmienia - czy odnajdę się w moimi świecie, który zmienił się w wielu aspektach? czy odnajdę się w spojrzeniach innych, w kurzu szafek i parapetów, a w ostateczności będę kimś kim nie jestem.
..za chwilę znowu wstanie dzień.
czwartek, 5 sierpnia 2010
wylansować?
nigdy nie pomyślałam, że tak będę wyczekiwać weekendu. nawet lepsza strona pracy dała się we znaki i wywołała we mnie odruchy wymiotne. ale co - świstek na kolejne dwa tygodnie podpisany? podpisany. razem z 'optymistką' dostałyśmy ten zaszczyt obcowania wciąż na jedenastym piętrze, tylko, że ona wyczyściła biurko z kurzu, przykleiła obrazki, kupiła podkładkę pod mysz, zostawiła karteczki i zakreślacz w piórniku, kubek, aniołka i całą resztę. u mnie nadal syf na biurku, pudełko po kawie admirałowej, którego nie mam czasu wyrzucić i nabity na plastikowy widelec łepek żółtego tulipana - efekt nudy. nie wiem - nie zadamawiam się tak szybko. czas pokaże.
powinnam truchtać jutro z innymi. tak potruchtam, ale do pracy. wszystkim życzę wytrwałości, uśmiechu, dobrej zabawy, trochę zadumy i refleksji nad swoim życiem, nowych znajomości, a zarazem odświeżenia starych. ładnej pogody, życzliwości tych których spotkają, dużo tańca, śpiewu, pogodnych - 13 satysfakcji, radości z dojścia oraz pokoju serca.
p.s. idziemy z postępem. na prawdę. ale czy ktoś mi wyjaśni co znaczy 'wylansować'?
powinnam truchtać jutro z innymi. tak potruchtam, ale do pracy. wszystkim życzę wytrwałości, uśmiechu, dobrej zabawy, trochę zadumy i refleksji nad swoim życiem, nowych znajomości, a zarazem odświeżenia starych. ładnej pogody, życzliwości tych których spotkają, dużo tańca, śpiewu, pogodnych - 13 satysfakcji, radości z dojścia oraz pokoju serca.
p.s. idziemy z postępem. na prawdę. ale czy ktoś mi wyjaśni co znaczy 'wylansować'?
wtorek, 3 sierpnia 2010
nocna strona życia m.
`Pod niebem pełnym cudów
nieruchomieję z nudów
właśnie pod takim niebem
wciąż nie wiem czego nie wiem.
światło z kolejnym świtem
ciągle nazywam życiem
które spokojnie toczy
swą nieuchronność nocy.
właściwie to nie mam czasu na nudę. jest tyle do zrobienia a jeszcze 15 dni. czas nas goni, ale możemy być szybsi- o tyle jesteśmy bogatsi. od nas zależy, jak rozegramy pewne kwestie. a jednak pod tym niebem, nie wiem jeszcze czego nie wiem, a powinnam wiedzieć. tak - życie, zaczyna się o świcie, a dokładnie o 6:30. w moim przypadkiem i to podkreślam z uśmiechem na twarzy - nieuchronność nocy jest kwintesencją świtu, który mnie do niej prowadzi.
tak poza tym to ona jest troszeczkę za gruba. ale może on takie lubi - o gustach się nie dyskutuje.
moje 48 kg mogło by popsuć scenerię. dobrej nocy.
`ten błękit snów i pragnień
niejeden z nas odnajdzie
a niechby zaszedł za daleko
pewnie zostanie tam
pewnie zostanie sam
nieruchomieję z nudów
właśnie pod takim niebem
wciąż nie wiem czego nie wiem.
światło z kolejnym świtem
ciągle nazywam życiem
które spokojnie toczy
swą nieuchronność nocy.
właściwie to nie mam czasu na nudę. jest tyle do zrobienia a jeszcze 15 dni. czas nas goni, ale możemy być szybsi- o tyle jesteśmy bogatsi. od nas zależy, jak rozegramy pewne kwestie. a jednak pod tym niebem, nie wiem jeszcze czego nie wiem, a powinnam wiedzieć. tak - życie, zaczyna się o świcie, a dokładnie o 6:30. w moim przypadkiem i to podkreślam z uśmiechem na twarzy - nieuchronność nocy jest kwintesencją świtu, który mnie do niej prowadzi.
tak poza tym to ona jest troszeczkę za gruba. ale może on takie lubi - o gustach się nie dyskutuje.
moje 48 kg mogło by popsuć scenerię. dobrej nocy.
`ten błękit snów i pragnień
niejeden z nas odnajdzie
a niechby zaszedł za daleko
pewnie zostanie tam
pewnie zostanie sam
poniedziałek, 2 sierpnia 2010
w - akcje
jakoś tak pusto, cicho i ponuro. pociesza mnie żółta kartka z własnoręcznie wykonanym kalendarzem, na którym skreślam kolorem zielonym [bo zielony, to kolor nadziei, jak powiadał swego czasu prof. doktor R.] dni do 19, w którym uda mi się wyrwać do domu, do moich górali ś. niebieskim zaznaczam dni na 'villowie' a w czerwonym serduszkiem zaznaczyłam dziesiątego, czyli radosny dzień pracującego człowieka. nie mam czasu, żeby porządnie zjeść, mam masakrycznie dużo zadań na 'villowo' - może to i lepiej, bo szybciej płynie czas. na jedenastym piętrze naszego apartamentowca, jakby trochę ciszej i spokojniej, ale syf jak był tak jest. pozytyw, że ktoś przyniósł ergleya do picia. oby przeżyć do piątku.
cudny zapach gór tatrzańskich dobiegł mnie o godzinie 20:13, a może bardziej gwar krupówkowej ulicy - ale to też dobre. trochę zazdroszczę, ale prawdą jest, że mamy takie wakacje, na jakie zapracujemy, a że ja mam takie jakie mam.. ale już niedługo chwila wytchnienia.
i tak wole góry świętokrzyskie.
[dziś bez wiersza - nie mam siły.]
cudny zapach gór tatrzańskich dobiegł mnie o godzinie 20:13, a może bardziej gwar krupówkowej ulicy - ale to też dobre. trochę zazdroszczę, ale prawdą jest, że mamy takie wakacje, na jakie zapracujemy, a że ja mam takie jakie mam.. ale już niedługo chwila wytchnienia.
i tak wole góry świętokrzyskie.
[dziś bez wiersza - nie mam siły.]
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)