sobota, 31 lipca 2010

tell me.

`In my dreams I'm dying all the time
Then I wake its kaleidoscopic mind
I never meant to hurt you
I never meant to lie
So this is goodbye
This is goodbye

Tell the truth, you never wanted me
Tell me...

In my dreams I'm jealous all the time
When I wake I'm going out of my mind
Going out of my mind....


i kolejna noc, optymistyczna, bo w uszach moby, z tekstem który wpisuję się idealnie w dzisiejszy senny epizod. tradycyjnie inna sobota. udałam się na 'villowo' i mam zadań od groma, ale jak to powiedziałam An:'królowa jest tylko jedna...'. Z w.G. natomiast trywialne dywagację na temat: życia ogólnie, harmonii międzyludzkiej, ogarnięcia [powiało o zgrozo]. ze spokojem osiągniemy taki czy inny cel, po prostu my się różnimy: G lubi chodzić, mnie kręci osiągnięcie celu - bez zbędnej ekstazy związanej z przygodami po drodze. to czyni nas różnymi i bardzo dobrze. warto konfrontować myśli - jedyny pożytek z tego, że się wygadasz. nie jest prostą rzeczą pogodzić z sobą dystans, cierpliwość, a raczej powinnam napisać czas związany z dystansem + ogarnięciem. wiem trochę to skomplikowane, dla mnie samej trudne i niepojęte. czekać? - a i owszem. walnąć pięścią w stół? -nie nie, to takie dziecinne. jedno wiem na pewno - słowo friends ma dla mnie moc tak wielką, jak stąd do wieczności.

oddech.jeden.drugi.brak trzeciego. sucho i gorzko w ustach. z dziurawą kieszenią, lecz pełną jeszcze głową pomysłów na bój idę z samą ja. tą ja tutejszą. łażę i snuję się po pokoju, na próżno szukając siebie po kątach. pozamiatam jeszcze trochę - dobrze? jeśli niczego nie znajdę, to chociaż będę mieć satysfakcję z szukania.

w głowie melodia klawiszy, zapach morza, doznanie wiatru oceanicznego i jego ramion, w których osłaniam się przed spadającym, zimnym i niechcianym deszczem. trzyma mnie mocno, abym w przypływie bezsilności nie spróbowała zdezerterować, nawet więcej - nawet nie pomyślała o ucieczce. liczy się jego zapach koszuli i melodia księżycowa - to był cudowny sen. ale już dzisiaj nie ma szans na powtórkę.


a jednak mam nadzieję, że znów przyjdzie mnie osłonić. z tą myślą po powiekami zaczynam czekać tej nocy.

piątek, 30 lipca 2010

coś na ząb.

po tygodniu pełnym wrażeń, nadchodzi tydzień jeszcze bardziej ciekawszy, z którym trzeba się zmierzyć. ale dziś piątek, jeszcze jest go chwilkę. pewne decyzję powinny się znaleźć na płaszczyźnie z ich realizacją. ja tym czasem prześpię się z tematem.

mam napisała ze jutro też jest dzień. no jest - i trzeba to wykorzystać.




'And if somebody's going to make it
then this somebody ought to be you
And I keep telling my reflection
Ambitions are already starting to fade'

środa, 28 lipca 2010

adieu.

`Gdzie jesteś, Mały Książę, gdzie?
Odszedłeś z mej książeczki kart.
Czy po pustyni błądzisz znów,
Rozmawiasz z echem pośród skał?

Czy tam, gdzie świeci złoty wóz
Oglądasz Ziemię w swoich snach,
Gdzie pozostała z tamtych dni
Niby wspomnienie bajka ta.

dziś odeszła, śpiewała bajecznie o sprawach niebanalnych. pozostawiła po sobie kilka zdartych płyt i emocje które nadal wywołują rumieńce na twarzy mej mamy [ na mojej zresztą też]. będę pamiętać kołysankę o Małym Księciu i energiczne "trzynastego" i pierwsze karaoke w podstawówce z piosenką "nie bądź taki szybki bill". jeśli Bóg sprawi tak, że kiedyś będę mieć rodzinę, z pewnością jej piosenki będą wpisane w zestaw "małego usypiacza". Kasia Sobczyk 1945-2010.


przegadana środa za nami. popołudniowy deszcz zrosił nie tyle liście drzew, ale i serca mieszkańców tego zawojowanego miasta. moje z lekka ostudził, choć milion innych spraw dnia dzisiejszego, na nowo spowodowały chaos. jak zwykle bałam się, że nie dotrę na 'villowo' i nie skończę pracy domowej na dziś. chaos razy trzy. nie krzyczałam na siebie przed lustrem, bo mnie nie kręcą takie duperele, ale pomyślałam "weź się proszę w garść - w tą dżdżystą środę. zakasałam rękawy i ruszyłam do boju - efekt: przynajmniej nie spóźniłam się na autobus.

brat pozdrawia a pies się patrzy. dobranoc.

wtorek, 27 lipca 2010

pamiętnik starszego subiekta.

WSTĘP - od autora

pełna życia, powściągliwie szalona, lekko ekscentryczna, niesamowicie silna w swej wrażliwości, urokliwa... Muza. mieszka w płatkach róż w swoim pokoju, w każdym elemencie jej pamiątkowego regału, w tapecie z kwiatuszkami, w księżycu, w którym przegląda się każdej nocy siedząc na parapecie. jej spokojem książka, jej azylem muzyka, jej zapomnieniem artyzm. w swoim roztargnieniu mocno odpowiedzialna. czasem krzyczy, ale tylko w momencie, kiedy problemy z wyrażaniem miała Sztuka. szuka siebie? nie. po prostu staje nad brzegiem morza i daje sobie dużo czasu, aż fale wód wyrzucą najpiękniejszą muszlę. czeka - bo wie, że kiedyś znajdzie ją, i już na zawsze będzie mogła tańczyć w takt melodii szumu. tak samo i ja - daje czas nam, aby po woli odkrywać, co w jej duszy gra.



cdn.

poniedziałek, 26 lipca 2010

cześć - tu numer 4.3.6

wraz ze zbiegiem okoliczności, po uszy tkwię w świecie liczb - w dosłownym tego słowa znaczeniu. bez żadnych dywagacji, wcale nie mam zamiaru porównywać życia do funkcji, która raz przyjmuje wartości dodatnie, raz jest malejąca, do funkcji wraz z jej dziedziną, przeciwdziedziną itp. [nawet z ujemną deltą.] faktem jest jednak to, że życie i matematyka prędzej czy później spotykają się na płaszczyźnie zwanej logiką. pewne twarde, jak mur fakty dowodzą, że logiczne myślenie nie jest moją mocną stroną, co również przekłada się w praktyce. okazuję się przeto,że przy pomocy królowej nauk, jak po nitce do kłębka dochodzimy do sensu życia. ale to kwestia pracowitości, żmudnych ćwiczeń, drobiazgowości oraz wytrwałości. [to takie egzystencjalne wywody po 4h z trójmianem kw.]

poranny hałas tramwajów, przerwał błogą, od dawna przespaną spokojnie noc. spadam niczym kot na cztery łapy i zaczynam cotygodniową walkę z cennym czasem mierzonym w dobach. odkrycia przeprowadzone z ośmiu godzin wyciągniętych mi w każdy dzień od poniedziałku do piątku, stwierdzam, że miło się patrzy na ludzi, którzy lubią swoją prace. fantastycznie też ściga się z autobusem, który przyjeżdża o 22:45, a ty jesteś na przystanku o 22:18. efekt - na przystanku, pod domem czas - 22:27 + wypieki na policzkach.
poniedziałki zawsze są trudne, dziś nie było wyjątku.

tylko noc dzieli mnie od wtorku, albo aż.


`a second, a minute, and hour, a day goes by.


p.s. `a mnie i tak bardziej rajcują litery.

niedziela, 25 lipca 2010

dwudziestego piątego lipca

`Przyjaciela mam, co pociesza mnie,
gdy o Jego ramię oprę się.

W Nim nadzieję mam, uleciał strach.


Nienostalgicznie zacznę post z dużej litery - godzina 21:58, choć czas pokazuje pacyficzny. każdy z nas dzień przepełniony jest marzeniami. podobno najważniejsza jest teraźniejszość, jak to mawia Wilson z doktora house a. trudno się z nim nie zgodzić, bo tak jest, że dużo zależy od tu i teraz. `warto powalczyć o porządek w swoim życiu, bo każdy z nas dziś buduje swoją przyszłość [ a to już szymkowiak].

wiele dzisiejszych chwil mnie zachwyciło, wiele mnie wzruszyło - wiele zapamiętam. słowa są tak piękne, tak różne, tak na różny sposób wypowiadane, tak z różnych miejsc, miast, wysokości. każdy dał coś innego, każdy ubrał życzliwość w inne słowa- lecz najważniejsze jest to, że wszystko to pochodzi z serca. dziś usłyszałam, że takie dni, jak dzisiejszy pokazuje nam naszą wyjątkowość- a ja powiem, że pokazuje, jak piękna może być przyjaźń, i bardziej niż moją wyjątkowość pokazuję wyjątkowość tych, którzy pamiętali. potencjał innych, który ostatnio tak mi się tu zamazał, powraca, niczym zapach herbacianych róż. w głowach ciągle wirują słowa: marzenia, droga, realizacja, odwaga, jeszcze raz marzenia, dużo miłości . wyjątkowość tego, co wypowiadamy nabiera ciężkości w momencie, gdy przyjmujemy to bez żadnego rozkładania na czynniki pierwsze - więc dzisiejsza noc powinna być spokojna.


popołudniowe porównania ściągnęły mnie na ziemię oraz uświadomiły, że piękno, leży w szumie rzeki i w starych schodach z niezgrabionymi liśćmi [choć jest środek lata] i paczką po wypalonych papierosach. dotychczas uważałam, że to rynkowe kamieniczki mają swój urok - dziś doszłam do wniosku, że pachną tylko potrawami z menu powstałych w nich restauracjach. jedynie, co ratowało inscenizację rynkową, to stukot obcasów o kamieniste dróżki, choć i ten wydawał się niejako wysublimowany - kwestia słuchu. sesja zdjęciowa wyszła równie pomyślnie, jak spostrzeżenia - dzisiaj, to jednak ja dorwałam się do sprzętu, i nieudolnie udało mi się zrobić kilka ostrych ujęć - w większości jednak nadają się do poprawki. sama trochę też pozowałam, choć usłyszałam, że znów prezentuję minę kota nananana na deszczu. tak już wyglądam, a poza tym nie mam ochoty patrzeć na swoje oblicze - choć zdjęcia wyszły naprawdę profesjonalnie. na szczęście nie skończy się to wrzuceniem dzieł na naszą szkołę i fb. radosną twórczość wkleja się do zeszytu albo chowa do zielonego pudła na skarby - powiało tajemnicą.


jeszcze coś z rzeczy które mnie dziś urzekły:

`Życie poznaje się żyjąc- pisała Maria Dąbrowska.
Żyjąc znaczy: szukając prawdy, kochając,
będąc szczęśliwym, milcząc..
W codzienności jest ukryte to piękno,
do którego odkrywania jesteś zaproszona.
Niech towarzyszy Ci odwaga i przeświadczenie,
że to, co odkrywasz, należy ubogacić sobą.
Należysz do życia, a nie tylko coś od niego ci się należy.
Niech zatem kieruje Cię ono ku innym..

16:05:41
Żyjąc, szukając, będąc odkrywasz siebie..
Szanuj granice Twoich możliwości,
ale nie lękaj się wyzwań.
Wypełniając nimi teraźniejszość,
zbudujesz most ku przyszłości..

16:06:56
cdn..

kolejna noc. zasypiam spokojnie i chcę, nie przegadać, tego, co dziś usłyszałam- powiem tylko słowo, które odda wszystko, co czuję - z jego wielkością i pięknem: dziękuję.


p.s grazie za życzenia o pokój w sercu - bo takie też było.

sobota, 24 lipca 2010

w krainie niebytu - wspomnienia.

jakie piękne są wspomnienia. znajdujesz w nich ludzi ci bliskich, niesamowite sytuacje, zapach tamtych chwil coś tam jeszcze. i choć by się chciało wrócić do szkolnych ławek, życie toczy się dalej. przychodzi z nowymi niespodziankami, z nową gamą kolorów, dźwięków, zapachów, doznań, co i tak paradoksalnie za chwilę stanie się historią, a zarazem przeistoczy się we wspomnienia. już momencik, znów będziesz straszy, o jeden dzień, o jeden rok. wieczorne podsumowania z w. G.! uświadomiło mi wielkość wspomnień, siłę przyjaźni i magię egzaminów na studia. to ostatnie z dużą dozą uśmiechu, ale mało kto wie, że pedagogika specjalna to także umiejętność śpiewania piosenek. i także dowód, że pewne kierunki są rozwinięciem naszych pasji [w tym przypadku artyzmu G.]

podobno stanie w miejscu jest mało ambitne. ruszenie się z miejsca, z kolei wymaga odwagi. w moim przypadku nadal jest to kwestia pokoju serca. czy rok coś zmienia? to tylko życie. kolejna nieprzespana noc.

`I did not miss you much
I did not suffer
What did not kill me
Just made me tougher

piątek, 23 lipca 2010

coś z początku.

`Obserwuję zachodnie niebo
Słońce tonie
Gęsi odlatują na południe
To mnie wprawia w zamyślenie....

zapisz kolejną kartkę. popraw błędy- nie koniecznie te ortograficzne. Mów między wierszami tylko wtedy kiedy to konieczne. otaczasz się tłumem, a i tak czujesz, że jesteś samotny, ale szukaj pokoju w sercu. nie trzeba błądzić, żeby poznać jaki jest świat - nie trzeba wszystkiego próbować. nie błądź na siłę i nie szukaj dna aby się od niego odbić, bo znajdziesz jedynie trampolinę na której zaczniesz skakać. jesteś na powierzchni i nawet na drodze, tylko znajdź pokój w sercu.

dziurawa kieszeń, brak kolorowych kredek to bilans strat dzisiejszego dnia - a pozytywy? to, że z każdy dzień przynosi ci czystą kartkę, którą możesz zapisać ołówkiem, tak, że będzie ona kolorowa.



`It's time that I confess: I must have loved you