piątek, 29 czerwca 2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Hello Innocence . . . !
Witaj, Głupoto.
Wygląda na to,że byliśmy przyjaciółmi przez lata.
Kończę z tym.
Jak chciałbym nigdy nie zaczynać!
Jestem ponad to wszystko!
I nawet nie potrafię wyrazić jak zadowolony jestem z tego!
Jestem ponad to wszystko!
Ponieważ pracowałem i przeklinałem i pracowałem
Jednego ciemnego poranka
Ona zostawiła mnie,odeszła bez ostrzeżenia.
I poleciała nocą do miasta Londyn.
Moje ostatnie odkrycie sezonu - Jamie Cullum.
Dzięki Pająkowi (której z tego miejsca dziękuję), mogłam zapoznać się z jazzem we współczesnym wydaniu, czego jak dotąd się obawiałam. Na samo szczęście dyskografia Jamie' go rozwiała wszelkie wątpliwości - poza tym te teksty. Właściwie dziś nie musiałabym nic pisać, bo powyższa treść piosenki oddaje wszystko z czym się dzisiaj chce uporać. I najważniejsze Jestem ponad wszystko!
Miałam jeszcze coś dodać, ale chyba nie chce przegadać dzisiejszego posta, dzisiejszego dnia. . .
Bye Bye Innocence . . . !
wtorek, 19 czerwca 2012
czas ucieka, by nigdy nie powrócić. . .
To wszystko, co wokół mnie ostatnio się dzieje sprawia, że zapominam jaki mamy dzień tygodnia. Tyle zdarzeń, tyle ludzi, tyle wspomnień.... tyle tego wszystkiego. Kocham to miasto ! ! ! Już naprawdę i szczerze... mam wrażenie, że to dobre miejsce dla mnie - pewnie też dzięki Euro - ta atmosfera gospodarza - coś wspaniałego ! Ma się ochotę krzyknąć: chwilo trwaj!
Terminy nadal mnie gonią - goni mnie właściwie wszystko. Dziś rano jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z pewnej, jednej życiowej prawdy: czas ucieka, by nigdy nie powrócić.. nie powrócą zdarzenia, ludzie, wspomnienia... oczywiście wszystko zostanie w pamięci i sercu, ale już nigdy nie powróci... Na początku myślałam, że oszaleje, ale przyszła druga myśl, na szczęście bardzo pozytywna - to wszystko jest po coś, konkretnie po coś, z ukrytą prawdą i sensem. Dzięki pewnym osobą mam chęć dziś wstać z łóżka i zrobić coś więcej niż dotychczas - mam ochotę zgłębiać wiedzę, realizować zainteresowania,uczyć się języków, robić ćwiczenia, zdrowo się odżywiać, poleżeć 10 min dłużej w wannie, dążyć do perfekcjonizmu, być silniejszą, uśmiechnąć się, robić miny i marszczyć czoło. I chociaż, znowu jest mi smutno (zawsze jak po pożegnaniu) cieszę się z minionych doświadczeń. Natomiast w moim sercu rodzi się wiara, że to co najlepsze zawsze jest przede mną !
Amelie... to lubię o tej porze roku.
P - thx ! <3
sobota, 16 czerwca 2012
that night we go to party !
Kochanemu Paulowi i Kevinowi - dziękuję, i zawszę będę mieć was w sercu
E.
*****
Dużo się wydarzyło przez ten tydzień.. jestem no name, ale i tak wydawało się, że jest w porządku - do dzisiaj. Emocję wzięły górę.
Na tą chwilę czekałam dwa lata i kilka dni wcześniej. Kiedy jest tak o włos blisko... zawaliłam? Nie mam pojęcia. Inaczej nie umiałam postąpić... Nie mam już żadnej nadziei. Chce po prostu zacisnąć zęby i wskrzesić troszkę siły, aby podlecieć i wybić się w górę - ponad to wszystko. Nie chce już planować, zamartwiać się o to co za chwilę, o to co jutro. Chcę tylko umieć to akceptować, bez żadnych względnych wymagań.
Ehhh sesja. Może to i lepiej.
piątek, 8 czerwca 2012
Sen nocy czerwcowej.
r
Scena niczym z dobrego filmu grozy..
Brzozowe stoliki, pachnie grilowanym stekiem, saładką z czerwonej kapusty i dobrym winem z wyższej póki... Światło jest bardzo sprzyjające - nie męczy oczu, nie razi, a wręcz dodaje uroku całej scenerii. Uroku jak i moja kreacja.. obcisła mała czarna.. włosy blond upięte w lekki kok z wypuszczonymi pejsami loków... W sumie nie wiem, co robimy we dwójkę w tej wykwintnej restauracji. Nie raz w sumie jadaliśmy wspólnie. A no tak - ciebie stać na takie lokale... ale czemu zapraszasz mojego dobrego, niedawno poznanego znajomego - studenta prawa... i ładujesz mu w klatkę trzydzieści kulek z podręcznego pistoletu? A ja robię dobrą minę i uśmiecham się gdy on wydaje ostatnie tchnienie... To było okropne. Czemu był winny ten chłopak? Co takiego wiedział?
Moje ręce całe mokre i spocone, odmawiają posłuszeństwa. Wino uderza do głowy i w końcu racjonalna myśl: co ja tu ku##a robię? Gra - znając mojego towarzysza - toczyła się o grubą kasę, może lepiej: o najwyższą stawkę. Więc czemu się dziwię, że uczestniczę w tej całej grze.
- mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało. Czy ty jesteś nienormalna!? Chcesz, żeby władował Ci kulki prosto w plecy???? A jednak musiałam zaryzykować. Byłam jedynym świadkiem tego zajścia- oprócz czarnoskórego kelnera, który pewnie nie zawahał się zadzwonić na policje. Ale czy ucieczka miała sens? Przecież dokładnie znał moje miejsce zamieszkania, nawet wiedział, gdzie mogłam się skryć. To było jak pułapka bez wyjścia. Znajdzie mnie wszędzie, gdzie się udam, przewidzi każdy mój ruch., dopadnie w każdym miejscu, zrani moich bliskich, nie zawaha się... A jednak musiałam zaryzykować. Co mi zostało? Oddać się w ręce policji, jako współuczestnik zbrodni, czy prędzej czy później zginąć z jego rąk...
- tak proszę Pani. Uprzejmie proszę.. tylko proszę do mnie wrócić, rozstania bym nie przeżył - jego szarmancki głos, tylko przysporzył mi ciarki na plecach. ten oszukańczy ton zawsze zwodził innych - a tym razem miał zwodzić mnie. Miał skutecznie nałożyć mi klapki na oczy. Żegnając uścisnął mi rękę i zostawił pocałunek na mojej dłoni. Delikatnie osunęłam krzesło w tył, zdjęłam białą serwetę z kolan, która jeszcze pachniała nasiąkniętą, młodą krwią, odwróciłam się na pięcie i delikatnie pożegnałam się z moim towarzyszem. Byłam przekonana, że jeśli tylko się odwrócę wpakuje mi ze dwie kulki prosto w głowę. Trudno, zachowam spokój - przecież nie będę uciekać. W tej jednej chwili zachowam się jak na damę przystało.
Wychodząc widziałam tylko jego szarmancki uśmiech na twarzy, a może tylko maskę pod uśmiechem, której czaiła się prawdziwa, podła twarz gotowa skoczyć mi do gardła i zagryźć na śmierć. Delikatnie posuwałam się w stronę wyjścia do toalety, kątem oka dostrzegając, jak wspomniany kelner zdenerwowany wykręca numer przez telefon. Znajduję się w przejściu, ku mojemu zaskoczeniu, cała żywa i zdrowa. Już nie mam na sobie sukienki, a leginsy, sweter i kurtkę dżinsową. Z upiętej fryzury nic już nie zostało - włosy znów miałam rozpuszczone i w dodatku rude. Na zapleczu oszalała policja i ochrona przekazywała, że poszukiwana jest para: eleganckiego pana, w dobrze skrojonym garniturze i pachnącego perfumami Hugo Bossa ( w cale nie to nie zdziwiło) i jego współtowarzyszki, młodej rudowłosej dziewczyny. Jak możliwe jest, żeby w takim krótkim czasie wieść się szybko rozniosła.
- Tylko bez paniki! - szepnęłam w duchu. Przecież mogłaś zginąć przed chwilą. Ostatnie, co mogłaś zrobić to zacząć uciekać, żeby wszyscy zauważyli ten twój rudy łeb. Dobrze - wejdź do toalety i pomyśl racjonalnie. Przecież najciemniej jest pod latarnią. To może jedź do domu? Wystarczy, że wydostaniesz się z centrum, a on jeśli miał cie dorwać już by to zrobił.
Przed toaletą stała kontrola, gdzie przeszukiwali każdego z osobna. Za późno - odwrotu nie było.
- Może Pani wejść - rzekł miły głos ochroniarza.
- Marian weź ją przeszukaj, ona jest ruda - krzyknął ktoś obok, a pan Marian od niechcenia przejechał mnie po całym ciele. Od nie chcenia, bo miałam miałam wrażenie, a wręcz byłam przekonana, że to tylko rutyna, a oni chyba dostali informację, że ów ruda współtowarzyszka, była młoda, ALE nieco starsza ode mnie a w dodatku wyglądała bosko (bo przecież dżinsowa paniusia nie pasuje do eleganckiego Hugo Bossa). Na moje szczęście się udało. A swoją drogą jak bardzo się mylili - mieli mnie prawie w garści.
W toalecie nieco się uspokoiłam. Teraz tylko trzeba było znaleźć tylne wyjście i udać się do domu. Nie przewidziałam jednak dzwonka w telefonie, a co za tym idzie - znajomego głosu w słuchawce:
- Musi mi Pani pomóc. Jakiś debil wezwał policję. Czekam na Panią w tunelu za restauracją. Proszę się nie martwić - jak już się z stąd wydostaniemy zabiorę Panią w bezpieczne miejsce. - Słowem się nie odezwałam, ale z pewnością słyszał mój ciężki oddech po drugiej stronie. Marzyłam, żeby nie było takiej sytuacji - po co mu potrzebna moja pomoc?! Jakie zabiorę Panią w bezpieczne miejsce?! Myśl racjonalnie - możesz uciec do domu, bo on nie będzie cię gonił, ani po to, że chce twojej pomocy (bo na to nie miał czasu), ani tym bardziej, żeby się zemścić. I co zrobiłam?? To samo co do cholery robię każdego dnia w rzeczywistości - lituje się i daje się nabrać na ten cholerny sztuczny urok i jak to ciele idę ci pomóc.
Uciekamy, a ty pozwalasz sobie na więcej, coraz więcej - jak bym była twoją własnością. Co dalej? Dalej zadzwonił budzik, a ja przez cały dzisiejszy dzień analizując naszą nocną przygodę dochodzę do wniosku, że przytrafiły się nam idealne osobowości jakie reprezentujemy. Ja zawsze ci ulegam, ale tym razem miarka się przebrała... To nic, że miałeś satysfakcję z mojego ciężkiego oddechu. Myśl co chcesz - już nie boje się twojej opinii. Trening czyni mistrza.
koniec toksycznej relacji
ja to zmienię
obiecuję!!
i słowa dotrzymam.
Scena niczym z dobrego filmu grozy..
Brzozowe stoliki, pachnie grilowanym stekiem, saładką z czerwonej kapusty i dobrym winem z wyższej póki... Światło jest bardzo sprzyjające - nie męczy oczu, nie razi, a wręcz dodaje uroku całej scenerii. Uroku jak i moja kreacja.. obcisła mała czarna.. włosy blond upięte w lekki kok z wypuszczonymi pejsami loków... W sumie nie wiem, co robimy we dwójkę w tej wykwintnej restauracji. Nie raz w sumie jadaliśmy wspólnie. A no tak - ciebie stać na takie lokale... ale czemu zapraszasz mojego dobrego, niedawno poznanego znajomego - studenta prawa... i ładujesz mu w klatkę trzydzieści kulek z podręcznego pistoletu? A ja robię dobrą minę i uśmiecham się gdy on wydaje ostatnie tchnienie... To było okropne. Czemu był winny ten chłopak? Co takiego wiedział?
Moje ręce całe mokre i spocone, odmawiają posłuszeństwa. Wino uderza do głowy i w końcu racjonalna myśl: co ja tu ku##a robię? Gra - znając mojego towarzysza - toczyła się o grubą kasę, może lepiej: o najwyższą stawkę. Więc czemu się dziwię, że uczestniczę w tej całej grze.
- mogę iść do toalety? - spytałam nieśmiało. Czy ty jesteś nienormalna!? Chcesz, żeby władował Ci kulki prosto w plecy???? A jednak musiałam zaryzykować. Byłam jedynym świadkiem tego zajścia- oprócz czarnoskórego kelnera, który pewnie nie zawahał się zadzwonić na policje. Ale czy ucieczka miała sens? Przecież dokładnie znał moje miejsce zamieszkania, nawet wiedział, gdzie mogłam się skryć. To było jak pułapka bez wyjścia. Znajdzie mnie wszędzie, gdzie się udam, przewidzi każdy mój ruch., dopadnie w każdym miejscu, zrani moich bliskich, nie zawaha się... A jednak musiałam zaryzykować. Co mi zostało? Oddać się w ręce policji, jako współuczestnik zbrodni, czy prędzej czy później zginąć z jego rąk...
- tak proszę Pani. Uprzejmie proszę.. tylko proszę do mnie wrócić, rozstania bym nie przeżył - jego szarmancki głos, tylko przysporzył mi ciarki na plecach. ten oszukańczy ton zawsze zwodził innych - a tym razem miał zwodzić mnie. Miał skutecznie nałożyć mi klapki na oczy. Żegnając uścisnął mi rękę i zostawił pocałunek na mojej dłoni. Delikatnie osunęłam krzesło w tył, zdjęłam białą serwetę z kolan, która jeszcze pachniała nasiąkniętą, młodą krwią, odwróciłam się na pięcie i delikatnie pożegnałam się z moim towarzyszem. Byłam przekonana, że jeśli tylko się odwrócę wpakuje mi ze dwie kulki prosto w głowę. Trudno, zachowam spokój - przecież nie będę uciekać. W tej jednej chwili zachowam się jak na damę przystało.
Wychodząc widziałam tylko jego szarmancki uśmiech na twarzy, a może tylko maskę pod uśmiechem, której czaiła się prawdziwa, podła twarz gotowa skoczyć mi do gardła i zagryźć na śmierć. Delikatnie posuwałam się w stronę wyjścia do toalety, kątem oka dostrzegając, jak wspomniany kelner zdenerwowany wykręca numer przez telefon. Znajduję się w przejściu, ku mojemu zaskoczeniu, cała żywa i zdrowa. Już nie mam na sobie sukienki, a leginsy, sweter i kurtkę dżinsową. Z upiętej fryzury nic już nie zostało - włosy znów miałam rozpuszczone i w dodatku rude. Na zapleczu oszalała policja i ochrona przekazywała, że poszukiwana jest para: eleganckiego pana, w dobrze skrojonym garniturze i pachnącego perfumami Hugo Bossa ( w cale nie to nie zdziwiło) i jego współtowarzyszki, młodej rudowłosej dziewczyny. Jak możliwe jest, żeby w takim krótkim czasie wieść się szybko rozniosła.
- Tylko bez paniki! - szepnęłam w duchu. Przecież mogłaś zginąć przed chwilą. Ostatnie, co mogłaś zrobić to zacząć uciekać, żeby wszyscy zauważyli ten twój rudy łeb. Dobrze - wejdź do toalety i pomyśl racjonalnie. Przecież najciemniej jest pod latarnią. To może jedź do domu? Wystarczy, że wydostaniesz się z centrum, a on jeśli miał cie dorwać już by to zrobił.
Przed toaletą stała kontrola, gdzie przeszukiwali każdego z osobna. Za późno - odwrotu nie było.
- Może Pani wejść - rzekł miły głos ochroniarza.
- Marian weź ją przeszukaj, ona jest ruda - krzyknął ktoś obok, a pan Marian od niechcenia przejechał mnie po całym ciele. Od nie chcenia, bo miałam miałam wrażenie, a wręcz byłam przekonana, że to tylko rutyna, a oni chyba dostali informację, że ów ruda współtowarzyszka, była młoda, ALE nieco starsza ode mnie a w dodatku wyglądała bosko (bo przecież dżinsowa paniusia nie pasuje do eleganckiego Hugo Bossa). Na moje szczęście się udało. A swoją drogą jak bardzo się mylili - mieli mnie prawie w garści.
W toalecie nieco się uspokoiłam. Teraz tylko trzeba było znaleźć tylne wyjście i udać się do domu. Nie przewidziałam jednak dzwonka w telefonie, a co za tym idzie - znajomego głosu w słuchawce:
- Musi mi Pani pomóc. Jakiś debil wezwał policję. Czekam na Panią w tunelu za restauracją. Proszę się nie martwić - jak już się z stąd wydostaniemy zabiorę Panią w bezpieczne miejsce. - Słowem się nie odezwałam, ale z pewnością słyszał mój ciężki oddech po drugiej stronie. Marzyłam, żeby nie było takiej sytuacji - po co mu potrzebna moja pomoc?! Jakie zabiorę Panią w bezpieczne miejsce?! Myśl racjonalnie - możesz uciec do domu, bo on nie będzie cię gonił, ani po to, że chce twojej pomocy (bo na to nie miał czasu), ani tym bardziej, żeby się zemścić. I co zrobiłam?? To samo co do cholery robię każdego dnia w rzeczywistości - lituje się i daje się nabrać na ten cholerny sztuczny urok i jak to ciele idę ci pomóc.
Uciekamy, a ty pozwalasz sobie na więcej, coraz więcej - jak bym była twoją własnością. Co dalej? Dalej zadzwonił budzik, a ja przez cały dzisiejszy dzień analizując naszą nocną przygodę dochodzę do wniosku, że przytrafiły się nam idealne osobowości jakie reprezentujemy. Ja zawsze ci ulegam, ale tym razem miarka się przebrała... To nic, że miałeś satysfakcję z mojego ciężkiego oddechu. Myśl co chcesz - już nie boje się twojej opinii. Trening czyni mistrza.
koniec toksycznej relacji
ja to zmienię
obiecuję!!
i słowa dotrzymam.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Pachnia deszczem, wiem, ze jestes
Zgubione nagle chwile
Odpływaja
Bezimienne
Jak łzy
Kiedy tyle serc
Traci wiarę w swoje sny
Twoje sny na wietrze
Pachną deszczem
Wiem, że jesteś
Nie wiem
Nie wiem skąd wieje wiatr
Jeszcze nie wiem skąd wieje wiatr
Wiem, że cię niesie
Szeptem uniesień
Do mych warg
....
Twoich nadziei
Wołam ciebie
Dziękuje.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)