piątek, 31 maja 2013

Podsumowanie miesiaca.



a jutro będzie już tylko lepiej ;- )

sobota, 25 maja 2013

#wazne #rozstania #do zapamietania

Grzebiąc ostatnimi czasy w necie znalazłam stronę poznańskiego stowarzyszenia chrześcijańskich psychologów. Tak chciałam skorzystać, jednakże szukając kontaktu napatoczyłam się na tekst, który głęboko zapadł mi w pamięć.

Pozwolę go sobie zacytować, licząc że sama treść wszystko Państwu wyjaśni:



„Jak być aniołem czyli o sztuce towarzyszenia innym ludziom” Wydawnictwo WAM

Elftraud von Kalckreuth (ur. 1937) jest terapeutką analizy egzystencjalnej i logoterapii.
„Gdzie tkwi sekret tej przedziwnej zmiany, która dokonuje się w nas, kiedy bodaj przez chwilę jesteśmy z drugą osobą i w jej towarzystwie nie tylko czujemy się dobrze, lecz również dostrzegamy własną roztropność, pomysłowość a niekiedy wręcz mądrość? Dlaczego w obecności pewnych osób tryskamy energią, humorem i fantazją? I przeciwnie co się dzieje, że w spotkaniu z innymi ludźmi czujemy się apatyczni, wyczerpani, albo nie wiedzieć czemu wręcz pognębieni? (…) Idąc z drugim człowiekiem przez jakąś chwilę możemy się albo wzmacniać, albo tracić dużo energii; możemy być dla siebie inspiracją albo zaprzeczać sobie czy wzajemnie się odrzucać; możemy być dla siebie obciążeniem lub też wspierać nasze dojrzewanie i nasz rozwój, dzielić się zrozumieniem pewnych rzeczy i sposobem patrzenia na świat. „
„Zakończenie towarzyszenia powinno być tak samo rozważne, staranne, mądre i życzliwe, jak początek. Nie zawsze bywa to łatwe. Zdarzają się niekiedy trudne i przykre rozstania, bo, na przykład nie można już kroczyć razem, a ponadto taka więź nie byłaby już uzdrawiająca. Ale właśnie w tego typu sytuacjach trzeba się szczególnie zatroszczyć o dobre pożegnanie, które sprawi, że zawód, a może nawet niechęć nie pozostanie na pierwszym planie. Być może potrzebny jest do tego czasowy dystans, który pozwoli dostrzec nie tylko rzeczy bolesne, zranienia obu stron, lecz również wszystkie dobre elementy we wzajemnym obcowaniu, na przykład szczęśliwe, wspólnie przeżyte chwile, może nawet trudne chwile, które jednak razem przetrwaliśmy, te etapy drogi, na których bywaliśmy dla siebie aniołami, te pozytywne impulsy, które wciąż oddziałują, choć wspólna droga się już skończyła. Dobry to znak, jeśli pewnego dnia odczujemy wdzięczność za to wszystko, czego nauczyliśmy się w tym wspólnie spędzonym czasie, i poszukamy sposobu wyrażenia naszej wdzięczności, może w rozmowie albo listownie. I rozstaniemy się w zgodzie. „

poniedziałek, 20 maja 2013

Gruba kreska.



Wiem - ten kawałek już kiedyś był. Ostatnio go słuchałam i tak jakoś...

Przed chwilą zajrzałam sobie na tego mojego bloga. Przeczytałam kilka wpisów z 2012 maj -sierpień i zdążyłam się załamać, że wtedy wszystko wydawało mi się takie dziwne, ciężkie i złe.

Wczoraj się popłakałam - od b. dawna. Popłakałam się dwukrotnie.
Pomodliłam się i otrzymałam dużo pokoju.
Tak dużo, że dziś obudziłam się wypoczęta i w końcu niezmęczona.

Dziś pewna bliska mi osoba uświadomiła mi, że może istnieć coś takiego jak leń emocjonalny i że jestem tego żywym przykładem. Leń emocjonalny to nic innego jak osoba, która po ciężki doświadczeniach lubi się zadomowić w swojej nostalgii i nie daje sobie miejsca na przyjemności. Oczywiście cała ta sytuacja powoduje uśmiech na mojej twarzy. Leniem jestem - ale na pewno nie emocjonalnym. Zresztą - moje próby poprawienia sobie humoru skończyły się ukąszeniem kleszcza, więc może odrobina rozsądku w tej syt się przyda.

Odkrywam, że co innego jest źródłem mojej przyjemności. Może przyjemność, to za dużo powiedziane. Jednakże cały czas się przekonuję, że same chęci często nie idą w parze z tym co przeżywam. Nie jest łatwo, ale czy ma tak być? Zresztą nigdy łatwo nie było, ale zawsze jakoś się żyje. Oczywiście nie chcę tylko jakoś żyć - chce dobrze żyć.

Mam ochotę podkreślić wszystko grubą kreską. Tak się nie da, ale będę konsekwentna. Nadziei pewnie nie ugaszę w swoim sercu, ale przecież odkrywam wartość swojej osoby i muszę się trzymać pewnych ram.

Dobrze mi się piszę, a muszę już kończyć. Trzeba trochę poczytać i wziąć się za dzisiejsze zadania.

Na szczęście - nie moją mocą.


piątek, 17 maja 2013

experience.

Niewątpliwe jest i nieuniknione - rozstania są trudne.

Jedne mniej, inne więcej, ale zawsze.


W moim przypadku raczej to pierwsze - pokazują mi to mocne fakty, doświadczenia, ważne rozmowy (to tu, to tam). Nie jest jednak łatwo!


Mój poranek po dwóch tygodniach nie należy do najlepszych. Wstaje po 10. - to akurat plus. Jedenaście przespanych godzin, gdzie średnia tygodniowa wynosi 5,5 h niewątpliwie pozawala założyć, że dzień może być udany - a jednak?
Wchodzę na fejsa. Tablica - moja tablica - jego tablica - jego zdjęcia - nasze wiadomości - jego zdjęcia - zdjęcia na których go oznaczyli - dość - wyloguj się. Ok. 
Sprawdzam pocztę (choć nie pisaliśmy maili), fakty na tvn24, interię, plotka (żałosne). Coś z reguły zajmie moją uwagę - a to Obama ma problemy, Angelina usunie teraz... napadli dwukrotnie na tę samą stację benzynową - jednak na krótko. Na fejsa ponownie nie wchodzę - zbyt mocno sfrustrowana po ostatnim. Laptopa jednak nie zamykam, w obawie przed rzeczywistością, gdzie muszę wstać, wziąć prysznic, umyć włosy, coś zjeść i napić się herby, pojechać a to do biblioteki, a to pomóc przy dziecku a to gdzieś tam jeszcze - czyli plany założone na mój pierwszy urlopowy dzień od nie wiem kiedy.
Ok - nie wyłączam laptoka... Wśród kart zapisanych na przeglądarce dostrzegam swój blog. Otwieram adres i jak na lekarstwo w oczy rzuca mi się fragment: ,,Jesteś moją Wiosną z wyprzedzeniem! Dopóki tak jest po prostu mnie tu nie będzie." 
Przedwiośnie, które tak bardzo lubię właśnie się skończyło. Prawdą za to jest, że zakładałam napisać, kiedy ten stan się skończy. Minęły jednak prawie dwa tygodnie - dobrze, że późno niż wcale.

Mogłabym zrobić bilans zysków i strat:
Z pozytywów na pewno: 
- Zadbałam o wygląd -tzn. trochę nowych ciuchów, kosmetyków, maseczki, kąpiele, czyli coś, co każda z nas lubi - to nic, że w afekcie.
- Przeszłam na zdrowe odżywianie - mam namyśli ciemne pieczywo, jogurty, regularne posiłki, dużo owoców i warzyw, niesłodzona herba, woda, woda, woda.
- Uprawiam nordic walking - choć to powinna zaliczyć do negatywów, bo nabawiłam się kleszcza i teraz czekam, czy to nie przypadkiem borelioza, albo inne gówno - zobaczymy.
- Czytam dużo książek - jak najbardziej pozytyw uświadamiający mi, że realizuję swoje postanowienie noworoczne z przed dwóch lat, kiedy to poznałam apsztyfikanta - przypadek?
- Mam czas na imprezy - głównie domówki, z racji wieku, poznaje nowych ludzi, odnawiam stare kontakty i dostrzegam jak więzy międzyludzkie są ważne.
- Więcej się modle i chodzę do kościoła - dlaczego piszę o tym na końcu? Fakt ten chyba niedobrze o mnie świadczy, a może jest prawdziwy, bo jeszcze mało we mnie ufności i gorliwości. Zgodnie jednak twierdze, że to jak najbardziej zysk.

Negatywy?
- Straciłam bliską mi osobę, a wraz z nią: rozmowy, pocałunki, uściski, sms, rozmowy telefoniczne, plany na przyszłość, wspomnienia z przeszłości, wycieczki... i inne aspekty związane z bycia razem.
- Nie mam czasu na pisanie licencjatu przez swoje pozytywy, które nawiązały się z tego tego jednego negatywu.
Poza tym negatywów brak.

A teraz tak całkiem poważnie:

Rozstaliśmy się w dobrej komitywie. Do tej pory jestem zdumiona (a kilka rozstań przeżyłam), jak można pięknie rozejść się z drugą osobą, w dodatku w prawie tym samym miejscu, gdzie nastąpił pierwszy pocałunek. Decyzja była wspólna, naznaczona ostatnimi doświadczeniami. W momencie ,,zerwania" czułam, że tego właśnie chcę. Potem przychodziły jeszcze różne myśli, ale do chwili obecnej żyję w przekonaniu - to była dobra decyzja.
Minęły już prawie dwa tygodnie. Do tej pory było naprawdę dobrze. Świadczą o tym wskazane przeze mnie pozytywy. Jednak minęło zbyt mało czasu, żeby nad pewnymi sprawami przejść do porządku dziennego. Dalej martwię się kiedy coś go boli, czy kiedy się smuci - nie jest mi to obojętne, choć nie umawialiśmy się na żadne przyjacielskie stosunki - bo to nawet nie jest możliwe. Chcąc, czy nie chcąc mamy wspólnych znajomych i często się widzimy. 
Czas wielu rzeczy uczy. Przede wszystkim nowych reakcji na stare sytuację. 


Najważniejsze jest to co będzie, a to co było pomaga nam lepiej spojrzeć na świat. Tak właśnie traktuje swoje ostatnie doświadczenie. Poza tym, zawsze wydawało mi się, że wiem kiedy i kogo kocham - za co i pomimo czego. Tak też jest w tym przypadku. Rozstanie w gruncie rzeczy nie spowodowało straty pewnej osoby, jak to mi się wydawało. Straciłam jedynie swoje egoistyczne projekcje, bo przecież mam Kogo kochać, a w przyszłości (mam nadzieję) spotkam kolejną osobę do kochania. A jeśli miłość tak wygląda - jestem na bardzo dobrym miejscu.

jeszcze tylko dokończyć licencjat ;)