niedziela, 9 grudnia 2012
CZAS
it just takes time
it just takes time
it just takes time
hard work and your time
Cudownie błogi weekend z magicznymi kredkami, grzaną fortuną w weneckiej kuchni... Dobrze się nastrajam na czekający mnie cieżki tydzień. Najbardziej przeraża mnie myśl, czy wyrobię się z nauką na kolokwia oraz znajdę czas na zrobienie prezentów. Zostały mi również dwa tygodnie, żeby zamknąć b. trudny etap w życiu i z czystym sumieniem wejść w czas świąt. Może nie ma zbytnio co się martwić. Co roku przecież przeżywam ten sam krytyczny moment związany z okresem przedświątecznym, a jakoś zawsze wyrabiam się na czas. Więc może nie ma co panikować.
***
Kiedy dostaje wiadomość (sms, mail, list itp..) czuję się w obowiązku odpowiedzieć na daną informację (i większości przypadków to robie). Dziś otrzymałam dość specyficzną wiadomośc - adwentową:
Złóż szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały.Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! ... Aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa.
Normalnie bym się chyba nie przejęła, ale że ostatnio tak dziwne dzieją się rzeczy . . . . Czuję się zatem zobowiązana do natychmiastowej odpowiedzi - swoim życiem. Szybko, czas leci.
P.s. Gdy Pan odmienił los Syjonu,
wydawało się nam, że śnimy.
Usta nasze były pełne śmiechu,
a język śpiewał z radości.
P.s. 1 Metodologia nie jest taka trudna.
środa, 5 grudnia 2012
Niech sie wypali.
Pozwoliłam mu upaść, mojemu sercu
Moje dłonie - one były silne ale moje kolana o wiele za słabe
Ale jest takie oblicze ciebie jakiego nigdy nie znałam,
Wszystko co mi powiedziałeś nigdy nie było szczere, nigdy prawdziwe
A wszystkie te gierki w które ze mną pogrywałeś, zawsze zwyciężałeś, zawsze wygrywałeś
Ale wznieciłam ogień w deszczu
Obserwowałam jak leje kiedy dotknęłam twojej twarzy
Cóż, płonął gdy tak płaczę
Bo słyszałam jak ten ogień wykrzykuje twoje imię, twoje imię
Czasami budzę się tuż przy drzwiach
Wygląda na to że to serce które schwytałeś wciąż czeka na ciebie
Mimo tego że kiedy między nami już skończone
Nie mogę się powstrzymać od wypatrywania ciebie/ od oczekiwania na ciebie
Podpaliłam deszcz
I pchnęłam nas w te płomienie
Cóż, poczułam że coś umiera
Bo wiedziałam że to był ostatni raz, ostatni raz
Och, nie
Niech więc płonie
Niech parzy
Niech się wypali...
Mniej więcej tak chciałam wyrazić wszystko, co ostatnio się wydarzyło, a że trudno było to ująć w słowa.. Dziś jeszcze bardziej wsłuchałam się w tekst tej piosenki - jedynej piosenki Adel, którą lubię.
W oczekiwaniu na Mikołaja 2012 przeglądam stos karteczek pod moim stolikiem - co zrobić, a czego nie. Większość z nich to stos nic nieznaczących spraw, chociaż w momencie pisania wcale tak nie uważałam. Mniejsza o to - ważne, że udało mi się posprząać w pokoju. Właśnie uświadomiłam sobie, że potrzebna mi będzie komódka (o czym już wcześniej pisałam), ale na list do Św. Mikołaja jest już lekko za późno. Właściwie - kto wie, może nie jest. Zatem Św. Mikołaju: różnie w tym roku ze mną było. Nie śmiem twierdzić, że byłam słodka, zgrabna, powabna i pokorna - nie o to chodzi. Ty jesteś takim wyjątkowym Świętym od obdarowywania innych, dlatego proszę Cię o 79,99 pln na moją wymarzoną komodę, która ułatwi mi życie w posen (i w moim pokoju, przede wszystkim). Wierzę, że wysłuchasz mojej prośby i zadziałasz przez jakąś cudowną osobę. Ściskam oraz czekam na całuski dziś w nocy - Twoja E.
Poza tym zbliża mi się pierwsze koło... i ostatnie w tym roku.
Pozdrawiam
E.
P.s. Praco licencjacka - napisz się !
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)