środa, 25 lipca 2012
poniedziałek, 23 lipca 2012
Pocztowka z wakacji.
Na samym początku Ania i jej „Sobremesa”. Tak dobrej płyty od dawna nie słyszałam. Z niecierpliwością dziś czekam na wyniki konkursu, gdzie można wygrać podwójne zaproszenie na jej koncert w Opolu. Jeśli mi się nie uda, to stracę wiarę i już zrezygnuje z wszelkiego rodzaju konkursów (zniechęciłam się po konkursie, gdzie można było dobrze zjeść z Magdą Gessler - a wiadomo, Polak głodny, Polak zły... a w dodatku głodny student... nieważne).
Chyba nie bez przyczyny powstało stwierdzenie: ,,powroty są zawsze ciężkie.." W moim przypadku to nie tylko zarwana nocka i dosyć ciężki powrót do rzeczywistości człowieka pracującego (w dodatku takiego, którego obecna praca nie satysfakcjonuję), ale przede wszystkim frustracja, kiedy dziś rano termometr wskazywał 27+ a słońce zapowiadało piękny dzień. Pomyślałam Czy nie mogło tak być w ubiegłym tygodniu? Nie wiem czy to kwestia, dojrzałości (już w środę ukończę te swoje 21 lat - choć wole, aby w mniemaniu innych już zawsze było 19) , ale przywołałam się do porządku i w duchu odpowiedziałam sobie: daj spokój ! To przecież był fantastyczny czas !
Swoje tegoroczne wakacje zaczęłam od naprawdę wyśmienitego śniadania. Tak teraz sobie myślę, że właśnie to śniadanie było upragnionym wstępem do całości pobytu w domu. Podkreślam, że nie mówię to jako biedny student, który ma w lodówce światło i pingwiny, ale jako osoba, która przez ostatni rok nigdy w spokoju nie zjadła z rana. Poza tym zawsze wiedziałam, że posiłek w gronie najbliższych tylko ich scala. Na marginesie, to bardzo brakuje mi śniadań, obiadów, kolacji z moją rodziną - może czas założyć własną? Tak więc rozpoczęliśmy od Ty jesteś chlebem ubogich, a potem już kolejny dzień był piękniejszy. W tym też miejscu muszę zachwalić smak tamtejszej herbaty, co już kiedyś podkreśliłam, ma niesamowity smak.
Potem już było tylko lepiej: rowerki wodne, strzelanie z łuku, czarownice, żaby, lody, tańce, spotkania min. garażowe, agapa u gospodarzy, dużo słowa, letnia scena muzyczna, pizza i wiele kochanych osób! Przekonałam się, że mimo, iż dzieli nas już tak dużo, nadal wszystkim na sobie zależy. Przepraszam, że nie ze wszystkimi miałam okazję się pożegnać, ale jak to się mówi : przecież my się nie rozstajemy.
Podczas tego urlopu zaplanowałam sobie, że po prostu odpocznę: od ciężkiego roku na studiach, od przytłaczającej pracy, od tego co tu w posen fajne i mniej - od mojej samotności. W efekcie muszę stwierdzić, że się nie rozczarowałam. W dzień nie było czasu na rozmyślanie, dlatego każdej nocy, przy łopoczącym sercu myślałam, co by tu takiego zmienić, żeby po powrocie po prostu być szczęśliwym. Napisałam przy łopoczącym sercu, ponieważ im czas szybciej leciał uświadomiłam sobie, że nie uda mi się zrobić nic, że znowu wrócę ze spuszczonym nosem na kwintę i będę dochodzić do siebie przez miesiąc z niezadowoloną miną ( choć rokowania tym razem były o wiele lepsze, ponieważ bardzo polubiłam to miasto). W końcu jednak doszłam do granicy, a raczej przepaści, ze stwierdzeniem, że będę tylko szczęśliwa jak zostanę w domu rodziców... W tej sytuacji cieszyłam się, że w tej sytuacji mogłam się odwołać do Kogoś, kto dał mi światło na tą sprawę.. Naglę w nocy dzień przed wyjazdem, kiedy byłam przekonana, że nie wrócę tutaj uświadomiłam sobie fakt, że każdego dnia ktoś z posen do mnie dzwonił i pytał się, jak żyję, czy mi dobrze, kiedy wracam itp.. Ten fakt na tyle mnie oprzytomniał, że mam już swoje życie tutaj i nie mogę się tak poddać.. Zresztą cały ten blog jest historią zmagania się z doświadczeniem przebywania tak daleko od domu, przebywania tu. . . Wiedziałam, że zostanie w domu byłoby najgłupszą rzeczą jaką mogłabym zrobić. Dziś mogę się uśmiechać, że miałam do kogo wrócić, choć przyznam : powroty są jednak ciężkie.
P.S. Pisząc tą notatkę uświadomiłam sobie, że dokładnie dwa lata temu powstał ten blog!!! A wiec dziś świętujemy drugie urodziny!!! Bardzo się cieszę. INIEWIEMNIC to moja historia, gdzie z małej dziewczynki z kokardami w głowie dochodzę do hmmm na pewno nie do dojrzałej kobiety :), ale w miarę ogarniętej dwudziestki. To historia miejsca, którego trudno było z początku zaakceptować, gdzie mogłam zawsze wyrazić siebie i gdzie wielokrotne iniewiemnic stało się odpowiedzią do wielu nurtujących mnie pytań.
Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali w pisaniu, nadal wspierają i tym, którzy po prostu to czytają.
Wiecznie !
poniedziałek, 9 lipca 2012
If I imagine you. . .
Wpadłeś tylko na minutę i żałuję, że nie przyszłam tu wcześniej.
If I imagine you....
Ogłaszam wszem i wobec -sesję uważam za zakończoną.... Pewnie w kilku zdaniach nie wypowiem swej radości związanej z tym faktem, jednak wierzcie - jestem szczęśliwa !
Chce napisać, że w końcu wracam wśród żywych - ale nie jestem zbyt przekonana... Już niedługo was wszystkich zobaczę!!! Już tęsknie.. ale tęsknie już też za tobą posen.. za moimi zachwytami - cholera - dobrze mi tutaj.
8 nieodebranych połączeń, 7 sms.. 0 malil - tak ta łaska radości wdziera się między szczeliny mojego życia. Wytężam wzrok, żeby tą radość zobaczyć, a on przychodzi ot tak. Cieszy mnie to, dziś szczególnie... To był ciężki dzień, ale jak to miałam okazję Ci powiedzieć: mam nadzieję, że kiedyś mi wszystko wytłumaczysz.. wszystko to, czego dziś nie rozumiem.
Dziwne to uczucie - właściwie zupełnie nie brałam Ciebie pod uwagę.
Wpadłeś na minutę
i żałuję,
że nie mam jeszcze na ten temat zdania.
Dziś słucham dalej. . .
środa, 4 lipca 2012
mój pierwszy P.S.
Grzebiąc wśród Twojej twórczości napatoczyłam się na Twoją historię... Kocham ten uśmiech !
Proszę, jeśli obejrzysz ten film i wzruszy Cię ta historia, zamknij oczy, podziękuj Bogu za Andrea i Jego Mamę, a potem podziękuj za swoje życie . . . .
. . .. i od tej pory już zawsze bądź mądry.
Alla finestra. . .
My love che sei l’amore mio
Sento la tua voce è ascolto il mare
Sembra davvero il tuo respiro
L’amore che mi dai
Questo amore che
Sta li nacosto
In mezzo alle sue onde
A tutte le sue onde
Come una barca che
Moja miłość,
Jesteś moją miłością.
słyszę twój głos,
I słucham szumu morza.
To brzmi jak twój oddech.
I cała miłość którą chcesz mi dać,
Ta miłość,
To jest tam, ukryte.
Ukryte pomiędzy falami.
Wszystkimi falami tego świata.
Tak jak ta łódka.
Po prostu rozpływam się w głosie Andrea Bocelli'go. . . To takie niesamowite, że miałam jego muzykę na wyciągnięcie ręki, a dopiero teraz.. . dopiero teraz się zakochałam.... w człowieku, który kiedy śpiewa pod powiekami ma anioły, do których się uśmiecha, a one z wdzięcznością całują jego oczy. Tak bardzo Bóg Ci błogosławi, że aż ja w swoim małym ciele czuję tą łaskę.
Piszę na wyciągnięcie ręki - bo byłam na jego koncercie we Włoszech. . . .
Teraz ja zamykam oczy i proszę Boga by zesłał i do mnie anioły abym mogła poczuć choć na chwile zapach tamtego dnia.
Alla finestra. . .
I słuchamy. . .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)