niedziela, 30 października 2011

to nie mama ani tata, lecz szampańska marynata. . .

tak. po cudownym dniu. poprawka - weekendzie! poznałam najbardziej nonszalancką rodzinę pod słońcem z perwersyjnym kotem, którego pragnę adoptować. Z tego miejsca - kocham mamę, tatę pozdrawiam. ( z uśmiechem)

po napisaniu ważnego dokumentu- przeżyłam i mam się dobrze. z resztą zmierzę się w odpowiednim czasie.

. . . mnie zrobiła pępkiem świata.

czwartek, 20 października 2011

every little thing she does is magic



tak - po prostu go kocham. w klimacie jesiennym i jakoś dawnym. nie tłumaczę się, nie ma kiedy. dużo pozytywnych perspektyw: jutrzejsza impreza, weekend z przecudnymi ludźmi, odwiedziny, decydujące sprawy... a przede wszystkim perspektywa jutra choć jest 23:59. w zagonieniu ratuje minie letni prysznic po pracy, kubek herbaty z sokiem malinowym, bo jeszcze miodu nie nabyłam i dobra muzyka - nie tylko Stinga. wczorajszy wieczór z B. Dylanem, przeszkodziła prawdziwa sztuka, ale myślę, że kwestia jest nadal do zrealizowania.

tak - dużo się dzieje.. mam wygórowane aspiracje. też usłyszałam, że jestem boidupa - choć zestawienie kreatywności, witalności młodzieńczej na nic się zdały. ale czuję misję, i będę walczyć, bo dopóki...

anoi :

każda mała rzecz, którą ona robi jest cudowna.